wtorek, 27 października 2015

Rozdział 18

Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo przepraszam za długie milczenie. Żałuję, że umilkłam (prawie na wieki) i dziękuję za komentarze, proszące o kolejny rozdział. To właśnie one zmotywowały mnie do dalszego działania! W moim życiu ostatnio działo się wiele nowego (zostałam ciocią!!! *.* ). Jeszcze raz przepraszam i już nie przedłużam!
Zapraszam do kolejnego rozdziału, wstrzymywania oddechu, zaciskania pięści, dreszczy na ciele i przyjemnego czytania! :*
Następny wpis ukaże się niedługo! Szkoła pochłania mój wolny czas, do tego dochodzą jeszcze treningi, ale teraz znajdę chwilę na wrzucanie kolejnych wpisów, więc: kolejny rozdział będzie 31.10 albo 1.11 :D Wszelkie skargi na mnie zgłaszajcie na email: skrytobojczyni.lena@op.pl. Czekam! ;)
Pa! :*
__________________________________
ROZDZIAŁ 18
Wiesz, że to ja. Dlaczego nie dopuszczałaś mnie do swych myśli? „Miałam blokadę w głowie. Założył mi ją Wielmożny Doktor”- odpowiedziałam bezmyślnie.
Po co, moja perełko? Czemu nie chciałaś ujawnić się z tym opętaniem? „Demona nie można opętać!”- ryknęłam ze złością i gwałtownie machnęłam rękami, chcąc odrzucić ten głos.
Kochana… Nie dokończył. Zerwałam się do biegu, chwyciłam sztylet, jaki wisiał u pasa Losu, po czym cięłam się wzdłuż ramienia. Płytko, delikatnie, lecz na tyle mocno, aby poczuć ból i pieczenie i odpędzić od siebie ten głos. Ten potworny głos nie-człowieka, którego nie chciałam słyszeć. Nie-człowieka, którego pragnęłam nienawidzić.  
Ktoś chwycił mnie za ramię. To był Patryk. Los już biegł w naszą stronę z kawałkiem materiału i zaczął wycierać krew, która ciekła z mojego ramienia i skapywała na trawę. Czułam się wolna, gdyż głos ustał. Wiedziałam jednak, że to nie pierwszy i nie ostatni raz, gdy go usłyszałam.
Apokalipsa głaskała mnie po plecach. Tworzyła na nich równe okręgi. Patrzyłam tylko tępo przed siebie. Mój wzrok był na tyle nieobecny, że nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się na kanapie w salonie, z powrotem w domu Patryka.
*******
Musiałam zasnąć. Kiedy otworzyłam oczy, koło mnie na podłodze siedział Los. Wpatrywał się we mnie z troską, a gdy zobaczył, że już nie śpię, podał mi jakiś gorący napój. Wzięłam do ręki parujący kubek i powąchałam, chcąc poznać co to. Ale nie udało mi się tego ustalić. Przyjaciel nabazgrał na kartce: „To wywar z ziół”. Upiłam kilka łyków i poczułam jak gorąco spływa do mojego żołądka. „W piekle poczułabym tylko pulsujący ból”- pomyślałam. Chociaż nigdy się tam nie znalazłam, wiedziałam o tym, że ponoć demony wygnane z ziemi, trafiały właśnie tam. Nazywaliśmy je Wygnańcami.
„Już lepiej?”- pytanie Losu pojawiło się na kartce. Kiwnęłam głową, nie miałam siły otworzyć ust i odpowiedzieć. Nie chciałam też mu mówić o głosie, który sprawił, że się skrzywdziłam.  Wiedziałam, że i tak spyta o powód mojego samookaleczenia. I nie musiałam długo czekać. Już po kilku minutach otrzymałam kartkę z tym pytaniem.
-Nie wiem, coś mnie do tego zmusiło- tłumaczyłam. Znowu przyłapałam się na kłamstwie. Chyba byłam już od nich uzależniona. Najłatwiej jest kłamać, oszukiwać, ale potem trudniej to wytłumaczyć, aby okłamany wybaczył. Ostatnim razem mi się udało, ale tak nie musiało być i teraz.
Lena, nie opieraj mi się. Ta walka jest przesądzona. Powinnaś dojść do mnie, do prawdziwych przyjaciół, a nie tych, którzy obecnie cię otaczają.
Znowu  ten głos. Ponownie nabrałam ochoty na to, aby się skrzywdzić, chociaż wiedziałam, że to niewłaściwe. Los nie miał już u pasa żadnej broni, tak jakby się spodziewał moich niekontrolowanych wybuchów szału… Przyjaciel zawsze wie wszystko. Czy wiedział też, że znowu go okłamałam? Spojrzałam w jego oczy, próbując odpowiedzieć sobie na to pytanie. Ale głos znowu dotarł do mojej głowy i uszu, które przecież straciły swój zmysł słuchu.
Lena, jesteś zbyt potężnym demonem, aby otaczali cię tacy śmiertelnicy. „Oni nie są śmiertelni!”- krzyknęłam, ale zignorował moje wołanie. Wiesz, kim jesteś. Dlaczego nie dołączysz do mnie? Przywiązano nas do siebie dawno temu. Więzy krwi, więzy pragnienia, więzy pożądania i więzy wieczności- czy one coś ci mówią? Pamiętasz ten rytuał? „Nie chcę go pamiętać! Jedyne, co zapamiętałam to moją głupotę, że się na to zgodziłam oraz ból, który sprawiały te wszystkie więzy”- poczułam jak po tych słowach lekko się w sobie skulił. Schował twarz w dłoniach. I chociaż nie widziałam tego, który to szeptał, to mimo wszystko, cały obraz stał przed moimi zamkniętymi oczami. Obserwowałam go.
 Możemy podbić świat! Wyobraź to sobie- każdy służyłby ci na wieczność, bo przecież tą ci podarowałem. Wiecznych kochanków! „Nie!”- mój krzyk rozległ się nie tylko w głowie, ale również naprawdę. Poczułam jak Los szarpał mnie za ramię.
Otworzyłam oczy. Zobaczyłam przyjaciela oraz Patryka, którzy dziwnie na mnie patrzyli.
-Zwykły koszmar- odpowiedziałam na ich niezadane pytanie, ale widoczne w oczach. Szybko otrzymałam zdanie Losu na ten temat.
„Koszmar? Nawet nie spałaś. Lena, nie kłam.”. Nie kłam, nie kłam… Te słowa dźwięczały w mojej głowie, jak jakieś stado os, które postanowiło mnie zaatakować. Nadal patrzyli na mnie z nieskrywanym zdziwieniem, ale już nie otworzyłam ust. Odwróciłam się do nich tyłem i wpatrywałam w pustą ścianę.
Oczywiście, nawet nie mogłam zaznać takiej bezczynności. Gdy tylko przyjaciele wyszli z pokoju, znowu usłyszałam ten głos.
Lena…- szeptał, a ja nie potrafiłam mu się oprzeć. Podniosłam wyżej oczy. Na suficie widniał cień w kształcie mężczyzny. Wysokiego, dobrze zbudowanego. Wiedziałam, jak dokładnie wyglądał. Jego krótkie, czarne włosy przypominały mi o wspomnieniach. Wspomnieniach, w których przeczesywałam te niesforne kosmyki. Wtedy wtapialiśmy się w pocałunku, który był jak ogień. Bo przecież, my sami mieliśmy ognistą naturę. Silne demony Zmiennych stawały się płomieniem, który gorzał w nas, aż nadeszła właściwa chwila. Pamiętałam nasze tajne spotkania. Nikt nigdy nie chciał, abyśmy się pocałowali, ale potem to się stało. I nie chciałam tego więcej odczuwać. A teraz powrócił, prosząc o mój powrót do niego. Nie mogłam go posłuchać, chociaż kojący głos wzywał mnie jak marionetkę do swego właściciela. Pociągał mnie jedynie za sznurki. Byłam jego kukiełką, a on moją słabością i doskonale wykorzystywał ten stan rzeczy.
Nawet nie poczułam, kiedy wstałam z łóżka. Z dziwnego omotania wyrwało mnie zimno w stopy, kiedy stanęłam boso na kafelkach. Wzdrygnęłam się.
„Zostaw mnie”- powiedziałam, ale tak samo jak wcześniej- w myślach.
Nie. Należysz do mnie, a ja do ciebie. Wiesz o tym. Nie można cofnąć rytuału, a on działa w ten sposób, że gdy się od siebie oddalamy- zabija nas. Nie pamiętasz słów, jakie wypowiadaliśmy? To było jak ślub. Musimy wytrwać przy sobie na wieki, a jeśli nie- to czyha na nas śmierć. Chcesz tego? Chcesz umrzeć i smażyć się w piekielnych czeluściach jak wszyscy nieudacznicy, moja perełko?
„Nie”- odpowiedziałam automatycznie. Uśmiechnął się.
Chodź. Pozwól mi dotknąć swoich pięknych włosów.
„Mam inne ciało, teraz są blond”- poprawiłam go.
Ale wiem jak wyglądają naprawdę. Zdejmę z ciebie tę maskę człowieczeństwa, bo nie jesteś śmiertelniczką, którą można pomiatać jak słabym człowiekiem.
„Ludźmi się nie pomiata”- powiedziałam z goryczą, ale poddałam się mu.
Podeszłam do niego, powoli stawiałam kroki i stawałam się tym, kim byłam naprawdę. Burza ogniście czerwonych włosów przetykana jaśniejszymi, rudymi pasmami zaczęła zasłaniać moją twarz i plecy. Idealnie proste wypełniły całą szyję, obojczyki i kręgosłup. Mocno czerwone usta oraz czarne oczy podkreślone także czarną kredką, w których nie było żadnych białek, patrzyły na niego ze szczerym uczuciem. Rzęsy w atramentowej czerni, z czerwonymi końcówkami lekko musnęły jego brodę, kiedy przybliżyliśmy swoje twarze. Spojrzał na mnie. Lekko się schylił, a ja uniosłam się na palcach. Przygryzłam wargę, kiedy pocałował mnie w policzek, a potem w czoło, sprawiając w tych miejscach chłód. Powoli kierował się w stronę ust, aż poczułam jego wargi. Tym razem, nie było to słodkie jak z Patrykiem. Odepchnęłam go od siebie, gdyż smak jego warg stał się nieco gorzkawy, chociaż nadal przyjemny.
Dlaczego się ode mnie oddalasz? Nie chcesz żyć tak, jak kiedyś?
„To nie było prawdziwe życie, wiesz o tym. Ukrywaliśmy się, uciekaliśmy przed tymi, którzy chcieli nas zabić. A potem… odeszłam”.
Będzie prawdziwe, jeśli dasz mi szansę. Odeszłaś, bo to stało się koszmarem, ale teraz jesteśmy silniejsi. Pokonamy tych, którzy pragną nas rozdzielić.
„Dobrze”- powiedziałam do niego, chociaż wcale tego nie chciałam. Objął mnie swymi ramionami. Czułam jego gorący oddech na swoich włosach. Wtedy właśnie do pokoju wszedł Los i Patryk. W ich oczach widziałam niedowierzanie. Ale było już za późno.
Przygotuj się, perełko.
„Na co?”- spytałam.

Doskonale wiesz, na co- odparł, a ja poczułam wibracje w całym ciele. Obraz zaczął się rozmazywać i zrobiło mi się zimno. Wstrzymałam oddech. Moja skóra nabrała bledszego odcieniu od kości słoniowej i wtedy…
_______________________
Całuje Wasza Amy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz