niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 13

Przepraszam za jednodniowe spóźnienie. Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone ;)
Oby rozdział się spodobał, chociaż zabobonni uznają, że 13 nie brzmi zachęcająco :D Nie dajcie się zabobonom! :P
Dobra, już życzę miłego czytania! :) I zapraszam do komentowania :)

__________________________
Minęło kilka godzin od wizyty Losu. Czułam się jak balon, który zaraz pęknie. Różnica polegała na tym, że nie od przebicia igłą, lecz od nadmiaru emocji. Bałam się i cieszyłam równocześnie, trochę płakałam, chociaż nie tak bardzo jak wcześniej.
-Jaka ja jestem głupia!- kolejny raz powiedziałam to do mojego odbicia w lustrze, po czym lekko uderzyłam się ręką w głowę. Na mój pech, zrobiłam to lewą i przez to gips sprawił mi nieco więcej bólu, niż zamierzałam go sobie zadać.
Policzki miałam lekko zarumienione, zadrapania próbowałam ukryć pudrem, ale nie miałam siły nawet na to, aby sprawdzić, czy rzeczywiście to się powiodło. Czekałam na jakikolwiek znak od Losu. Dzwoniłam do niego, lecz nie odbierał. Poszłam do jego mieszkania, ale mi nie otworzył. Apokalipsa również martwiła się o niego. Mówiła, że w takich chwilach ma zamiar spełnić swoje przeznaczenie. Gdy byłam nieco młodsza i jeszcze nie do końca doświadczona w naszych demonicznych sprawach, pytałam ją, co to znaczy, a ona kiedyś mi odpowiedziała: „Koniec świata, mała. Koniec świata”. Od tamtej pory próbowałam jej nie irytować.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć z myślą, że to Los. Ale przede mną stał ktoś inny. Ktoś, kogo też bardzo chciałam zobaczyć, chociaż wiedziałam, że to złe. Nie mogłam na niego patrzeć, bo wtedy zapominałam o całym świecie. Wpatrywałam się tylko w głębię oceanu i zatapiałam w myślach, co moglibyśmy robić razem we wspólnej przyszłości. To samo robiłam teraz. Szybko otrząsnęłam się z oszołomienia i bzdurnych marzeń.
-Patryk?- spytałam z niedowierzaniem. Rzucił mi troskliwe spojrzenie, w którym zobaczyłam też dużo uczucia. Uczucia, jakie powodowało u mnie nogi jak z waty.
-Gonią mnie. Przyszedłem się pożegnać- powiedział, a ja nie miałam pojęcia, o co chodzi. Ale zanim zdążyłam o to spytać, poczułam jego wargi na swoich. Zatopiłam się w pocałunku wiedząc, że nie powinnam. Że popełniam błąd, bo przecież nasz związek się rozpadnie. Jego słowa nie dawały mi spokoju, chociaż tak bardzo pragnęłam zapomnieć o nich i o nim. A zarazem pragnęłam zostawić go przy sobie już na zawsze. Moje sprzeczne uczucia były nie do wytrzymania. Pocałunek dobiegł końca, ku mojej uldze, ale też smutkowi.
-Co? O czym ty mówisz?- pytałam żałośnie.
Widział moją zdesperowaną minę, ale najwidoczniej bardzo mu się śpieszyło. Zobaczyłam, że robi mały krok w tył. Korzystając z mojego wyszkolenia na wojowniczkę, chwyciłam go za kołnierz i z całej siły popchnęłam do przodu. Po drodze kopnęłam drzwi, które zamknęły się z hukiem. Rzucił mi pytające spojrzenie, ale widziałam w nim też inne uczucia- coś jakby… pożądanie. Wzdrygnęłam się na tę myśl, ale nie chciałam psuć tej chwili kolejnymi, głupimi myślami. Odwróciłam się tyłem w stronę drzwi, stając bliżej nich, wciąż trzymając go za kołnierz. Zasunęłam zasuwę i przekręciłam klucz w zamku, chociaż wiedziałam, że jeśli ktoś zechce się tutaj dostać, to może z łatwością.
Chciałam mu powiedzieć, co naprawdę czuję. Chciałam powiedzieć, że to miłość. Chciałam mu powiedzieć: „Patryk, kocham cię!”, po czym rzucić mu się w ramiona. Jednak słowa uwięzły mi w gardle, a ja wydałam z siebie odgłos podobny do dziwnego chrząknięcia. Rzucił mi uwodzicielskie spojrzenie. Och, czy przypadkiem wcześniej też tak nie robiłam jemu?
-Lena, ja…- zaczął, ale przerwałam mu pocałunkiem. Bałam się, co może powiedzieć. Kocha mnie czy nienawidzi? Czy może chce sobie dać ze mną spokój? Czy właśnie uświadomił sobie, że demon i Opiekun to postacie tak różne, że nie mogą być razem?
Złapał mnie z tyłu i powoli przesuwał dłonie w dół moich pleców. Ja wczepiłam palce w jego włosy. Żałowałam, że mam sprawną tylko jedną rękę. Gips z drugiej wbijał mi się w żebra, ale ignorowałam ten ból, ponieważ chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. Bardzo powoli zaczęłam ściągać mu płaszcz. Po chwili spadł na ziemię. Usłyszałam tylko, jak plastikowe guziki uderzyły o twardą posadzkę. Zrobiło mi się gorąco na myśl, do czego właśnie dążymy. Jednak wcale nie miałam ochoty tego przerwać. Marzyłam o tym, aby ta chwila trwała wiecznie i skończyła się tak, jak sobie wyobraziłam. Wiedziałam, że on jest tym jedynym, chociaż tak bardzo się bałam naszej niepewnej przyszłości. Bałam się, że będę musiała go zabić, bo jeśli nie, to zrobi to ktoś inny. Poczułam jego palce, które delikatnie muskały mój goły brzuch. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, który sprawił, że zapragnęłam jeszcze więcej. Tak bardzo chciałam… chciałam… Sama nie wiedziałam, czego. Wiedziałam tylko jedno słowo, które mogło dokończyć to zdanie i być w pełni prawdziwe: chciałam jego.
Nasz pocałunek i powolną wędrówkę w stronę sypialni przerwał potężny huk. Zerwałam się z miejsca i zobaczyłam, że ktoś wyważył drzwi wejściowe. Do mojego mieszkania wszedł inny demon. Popatrzył na mnie łapczywie. Szybko podciągnęłam w dół bluzkę podwiniętą do połowy brzucha. Rzucił nam zirytowane spojrzenie.
-Kazano mi zabić tylko jedno- rzekł twardym, stanowczym i zimnym głosem. Odbił się jak żelazo o ściany mieszkania i poczułam niemal fizyczny ból w sercu.
Spojrzałam w to miejsce. A tam… zobaczyłam krew. Powoli rozpływała się, tworząc piękny wzór kwiatu. Jego delikatne, czerwone płatki zaczęły być coraz bardziej widoczne. Nie miałam wbitego żadnego noża ani sztyletu. Nic. A jednak poczułam większy ból i pieczenie, wręcz nie do zniesienia. Przycisnęłam dłoń do rany, a gdy ją odjęłam, zobaczyłam na niej wielką plamę ciemnoczerwonej krwi. Spływała przez moje palce, aż w końcu rozchlapywała się na jasnych, świeżo umytych kafelkach. Chciałam wziąć głęboki oddech, ale nie mogłam. Z przerażeniem spojrzałam na swoje odbicie. Moja skóra przybrała kolor kości słoniowej. Zarumienione policzki stały się blade jak pergamin. Napastnikowi rzuciłam gniewne, nienawistne spojrzenie. Zobaczył je, ale zareagował tylko złowieszczym uśmiechem, w jakim widziałam dumę.

-Lena!- rozpaczliwy krzyk Patryka rozszedł się w mojej głowie i całym ciele. Przeszedł mnie dreszcz. Czułam się taka słaba. Miałam ochotę położyć się na ziemię i zasnąć. I spać wiecznie. Mocny uścisk Patryka przywołał mnie na ziemię.- Dupku!- krzyknął w stronę mojego mordercy, po czym rzucił w niego sztyletem. Nie widziałam nic więcej. Usłyszałam tylko krzyk, w którym wyczułam ból. Sama miałam ochotę krzyczeć.- Nie zamykaj oczu! Nie zamykaj oczu!- Patryk powtarzał te trzy słowa, jakby był w jakimś transie. Chciałam się uśmiechnąć, ale nie mogłam. Poczułam tylko, jak podniósł mnie z ziemi, wziął w ramiona, a potem… Potem nie czułam już nic więcej. Chociaż moje oczy zdążyły zarejestrować jeszcze większą plamę krwi na jego klatce piersiowej, niż w miejscu mojego serca. Czy to była moja krew, czy…?
___________________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy...

piątek, 22 maja 2015

Rozdział 12

Cześć! Co tam u Was słychać? U mnie wieje sprawdzianami, kartkówkami, zadaniami... :/ Nauczyciele dowalają nam, jak tylko mogą. Ale cóż, takie życie (chociaż mogło by być miłosierniejsze). :D
Dzisiejszy rozdział odkryje jedną z większych tajemnic opowiadania. Mam nadzieję, że oczywiście, pozostaniecie przy Lenie (i mnie przy okazji :D ) do końca. Wytrwałość to ważna cecha, pielęgnujcie ją! ;) 
!!! Dla tych, którzy nie mają konta na google, założyłam specjalne konto na poczcie. Możecie wysyłać na nie swoje opinie o opowieści, a także wszelkie kierowane do mnie pytania, oceny, itp. Wszystko to kierujcie na mail : skrytobojczyni.lena@op.pl

Następny rozdział ukaże się 30 maja (sobota). Macie już plany na wakacje? :)
Przyjemnego czytania życzę ! :)
__________________________________

Przez ostatni czas nie wychodziłam z domu. Nie chodziłam na uczelnię. Nie spotykałam się ze znajomymi. Z nikim i z niczym nie chciałam mieć nic wspólnego. Na dom nałożyłam blokadę, dzięki której żadna istota nie mogła się do mnie teleportować bez mej zgody. Czułam… właściwie, to nie potrafiłam tego nazwać. Uczucie pomiędzy wstydem i odrzuceniem a pożądaniem i tęsknotą- było nie do zniesienia. Czarami przywoływałam koperty ze skrzynki, internetowo robiłam zakupy, płaciłam rachunki. Nie było mi potrzebne nic więcej. Chciałam umrzeć… Przez cały tydzień marzyłam o tym, by stracić życie. Jednak, za każdym razem tchórzyłam, a może właśnie- wykazywałam się odwagą?
Demona nie jest tak łatwo zabić. Gdybym jednak poprosiła o duże ochłodzenie, a może zwyczajnie weszła do wanny pełnej lodu na chociaż cały dzień, udałoby mi się popełnienie samobójstwa. Ale chyba nie o to do końca mi chodziło. Byłam załamana psychicznie. Wszystko mnie bolało, ale wewnątrz, gdyż w złamanej ręce nie odczuwałam aż tak wielkiego bólu.
-Otwórz drzwi!- usłyszałam rozkazujący krzyk z korytarza.
Los znowu próbował wejść do mojego mieszkania. Rzuciłam tylko kilka tajemniczych słów, jakie nieco wzmocniły drzwi. Wiedziałam, że popełniam wielki błąd. Jeszcze większy, niż wtedy, gdy okłamałam przyjaciela. Ale nie potrafiłam pokazać mu się twarzą w twarz. Zraniłam go. I Patryka. I siebie. Właściwie to wszystkich, którzy mnie znali. Szef ogromnie się na mnie zdenerwował, a gdy nie odpowiadałam na jego telefony, zlecenie zabójstwa dał innemu Zmiennemu. Oczywiście, nie mogłam pozwolić na to morderstwo. Wiedziałam, że sprzeciwiam się całej Radzie Demonów, mimo to blokada na Patryka zadziałała. Nie mogli go zobaczyć, chronił go czar, dzięki któremu nie mieli szans, aby go odnaleźć.
-Otwórz te cholerne drzwi, bo inaczej je wyważę!- krzyknął. Usłyszałam głos sąsiadki, która zwróciła mu uwagę, że powinien zachować ciszę. Zapewne zbył ją wzruszeniem ramion albo odpowiedział nieprzyjaźnie. Za dobrze go znałam.- Lena! Jak nie otworzysz, to przysięgam, że dopiero wtedy zobaczysz we mnie prawdziwego demona!- wrzasnął jeszcze głośniej. Nadal nie reagowałam. Siedziałam na krześle w kuchni i z daleka wpatrywałam się w świat za oknem. Beztroskie dzieci, niemowlęta śpiące w wózkach, zakochani… ostatnie zmroziło krew w moich żyłach.- Lena, błagam.- dużo delikatniejszy głos Losu, pełen żałości i desperacji był już ledwo słyszalny zza drugiej strony drzwi. Poczułam łzy, które pociekły z moich oczu. Nie mogłam powstrzymać płaczu. Dlaczego musiało dojść do tego wszystkiego?- Zostanę tutaj do momentu, aż wyjdziesz. Wiem, że on nadejdzie! I mogę wygadać naszą tajemnicę! Wiesz, że jestem do tego zdolny!- wiedziałam, doskonale o tym wiedziałam. A jednak nadal nie reagowałam.
Wzięłam do ręki jeden z listów, jakie znajdowałam pod drzwiami mieszkania każdego ranka. List od Patryka. Teraz trzymałam ten, w którym najbardziej mnie przepraszał i tłumaczył swoje milczenie. Jego treść sprawiała, że bolało mnie serce. „Lena! Zraniłem cię, wiem o tym. Ale jak inaczej mogłem poznać prawdziwą miłość i smak twoich warg? Przepraszam. Jestem dupkiem, świnią, chamem i wszystkim tym, od czego mnie teraz wyzywasz”.
-Och, czyli jesteś moim miłosnym, ale też przeklętym skarbem? Nieuchwytnym?- wyszeptałam i kontynuowałam czytanie: „Przepraszam za to, że ukryłem to, kim naprawdę jestem. Nie-demon i nie-człowiek, tylko odwrotność demona. Opiekun lub inaczej Posłaniec. Ty służysz żywiołowi- ogniowi, chociaż nie chcesz w nim istnieć, a ja służę wodzie. Stąd twoje oparzone wargi. Jesteś ogniem, a gdy spotykał się z wodą, tworzył bańkę. Ta pękała, pozostawiając po sobie sparzone koło na ustach Wybranki”. Do tej pory zastanawiało mnie to słowo. Wybranka… o co chodziło?
-Lena- stłumiony głos dobiegł zza zamkniętych drzwi. Nie wytrzymałam. Otworzyłam je. Przede mną stał Los. Lekko się zaniedbał. Jego koszula była trochę mokra, na jednym z rękawów zauważyłam małą czerwoną plamę. Rozpoznałam ją- krew. Popatrzył na mnie. Miał zaczerwienione oczy. Jedną z mych łez wytarł swoim palcem, a po chwili prawie rzucił mi się w ramiona. Mocno mnie uścisnął.- Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się bałem- rzekł, a ja popłakałam się. Nie mogłam dłużej zapanować nad goryczą, która stanęła jak wielka gula w moim gardle.
-Chodź- powiedziałam tylko i usiedliśmy w kuchni. Już miałam towarzystwo. Mój przyjaciel nic nie mówił. Posyłał mi tylko pytające spojrzenie, ale nie kryła się w nim nagana czy specjalna zachęta do mówienia.- Patryk jest Opiekunem. Nie możemy być razem. Zresztą, ja nie potrafię kochać- westchnęłam.
-Potrafisz. Pokochałaś mnie, jego również.
-W tym uczuciu kryło się więcej pożądania, niż miłości- odparłam z wyrzutem.
-Wszyscy cię kochamy, Lena, bo jesteś naszym skarbem- te słowa sprawiły, że inaczej popatrzyłam na swoją beznadziejną sytuację.
-A czy kiedykolwiek poczuję coś innego od pożądania, jakie już wykorzystywałam na ludziach? Na nic nieświadomych mężczyznach, którzy myśleli, że ich pokochałam?
-Wszyscy są z tobą. Jeśli będzie trzeba, sprzeciwię się każdemu, kto nie zechce twojego szczęścia. Wiem, że Demon i Opiekun nie mogą być razem. Tego zabraniają wszystkie kodeksy oraz zwykły zdrowy rozsądek. Pomyśl jednak: na pewno nikt go nie zabije, skoro prawda wyszła na jaw.
-Jak to?- poczułam płomyk nadziei.
-Opiekuna nie można zabić, chyba że w pojedynku prawdy. Takie jest prawo.
-Tak! To jest rozwiązanie!- krzyknęłam radośnie, zrywając się z krzesła.- Kocham cię- powiedziałam i pocałowałam Los w policzek. Robiłam tak już nie raz, ale chyba nigdy z taką radością. No, może wtedy, gdy kupił mi auto.- Ale nie mogę skazać Patryka na śmierć- moja radość przeminęła tak jak liść, którego porwał wiatr.
-Obiecuję ci, że on nie umrze.
-Jeśli wygra pojedynek, a zwycięstwo zawsze stało po stronie demonów.
-Owszem, ale to ja stanę do pojedynku. Nie będę walczyć, by zabić, lecz by uratować.
-Nie! Nie zgadzam się na to! W pojedynku zawsze jeden musi ponieść śmierć! Nie pozwolę ci!
-Lena, kocham cię, a dla tak wspaniałej przyrodniej siostry, zrobiłbym wszystko.- rzekł, po czym rozpłynął się w powietrzu, przenikając prze mą blokadę.
Zostałam sama. Czułam, jak serce wyrywa się z mojej piersi, jak przerażenie złapało mnie za płuca i nie pozwalało oddychać, jak wielka pięść zdusiła mój okrzyk pełen strachu i bólu. Bałam się i miałam nadzieję, że Los nie spełni swojej obietnicy.

_________________________________

Do następnego wpisu !
Wasza Amy... 

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 11

Oto kolejny rozdział, jak obiecałam :)
Wreszcie wyjaśni się tajemnica, kim dokładnie jest Patryk. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego obrotu sprawy, chociaż koniec tegoż rozdziału raczej nie zwiastuje dobrej nowiny. Akcja się zagęszcza, już niedługo nowi bohaterzy, a także więcej komplikacji oraz przeszkód stających na drodze Leny. 
Następny rozdział ukaże się 22 maja (piątek). Niestety, nie mogę wrzucić w sobotę, tak jak chciałam, dlatego będzie dzień wcześniej. Liczę na Waszą obecność i oczywiście, czekam na komentarze :)
Zapraszam i życzę przyjemnego czytania! :)

__________________________
Otworzyłam oczy. Zalało mnie jasne światło. Biały sufit, popielate ściany. Skądś znałam ten wygląd pokoju. Wokoło postawiono sosnowe meble. Ruszyłam ręką, ale okazało się, że nie mogłam. Miałam ją w gipsie. Świetnie- pomyślałam, a wyraźny sarkazm był słyszalny chyba nawet na zewnątrz.
-Dobrze się czujesz?- usłyszałam kojący głos. Los. No, tak! To on miał w tych kolorach urządzoną sypialnię w swoim domu. Nie wiedziałam tylko, jak się tutaj znalazłam.
-Co ja tutaj robię?- spytałam. Bolało mnie gardło, mówiłam z wyraźną chrypą. Los podał mi szklankę wody. Upiłam łyk i odchrząknęłam. Popatrzył na mnie z troską.
-Potrącił cię samochód. Na szczęście, skończyło się tylko na złamanej lewej ręce oraz kilku zadrapaniach i siniakach.-opowiedział. Miał cichy, smutny głos.- Och! Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak głupia i nieodpowiedzialna!- jego ton zmienił się o 180 stopni. Teraz słyszałam w nim pretensje, złość i większy ból. Oczywiście, przecież jak oparzona wbiegłam na jezdnię! Przypomniałam sobie całe wydarzenie i poczułam wstyd.
-Przepraszam- wykrztusiłam, a to słowo nigdy nie przychodziło mi z łatwością. Te tzw. trzy magiczne słowa były dla mnie totalną bzdurą oraz wyrazami, jakich nie potrafię wymówić. Mój przyjaciel zobaczył trud, który włożyłam w swoje przeprosiny.
-Powinnaś przeprosić swoją rękę- zaśmiał się i puścił mi oczko.
-Jasne- rzekłam z sarkazmem i spróbowałam wstać. Woda działała kojąco na moje gardło. Byłam pewna, że Los dorzucił do niej kilka składników leczniczych, aby szybciej mnie uzdrowić. Powinien być na mnie wściekły, ale mimo wszystko nadal mnie kochał. Tak jak brat kocha siostrę…
-A jak się czujesz?- spytał z troską. Rzuciłam mu poirytowane spojrzenie.
-Och! Czuję się tak wspaniale, że mam ochotę wybiec na dwór! Pójść na spacer, pojeździć na rowerze i poczuć się jak nauczycielka wychowania fizycznego!
-Aż tak źle?
-Tylko w środku.
Moja odpowiedź sprawiła, że chłopak mocno mnie przytulił. W uścisku wyczułam mnóstwo serca.
-Przepraszam. Zareagowałem jak dupek, kiedy cię z nim zobaczyłem.
-Przestań, też bym tak zareagowała.- przyrzekłam zgodnie z prawdą.- To nie twoja wina, że cię okłamałam.
-Zmieńmy temat, bo robi się smętnie- odezwał się. Podszedł do wieży stereo i włączył muzykę. Oczywiście, płytę jego ulubionego zespołu- Linkin Park. Westchnęłam, gdyż miałam ochotę na coś innego, ale teraz chciałam być mu bezwzględnie posłuszna, aby odkupić swoje winy i na powrót zyskać w jego oczach.
Wstałam z łóżka, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Krzyknęłam tylko, że otworzę i pobiegłam do przedpokoju. Spodziewałam się zobaczyć Apokalipsę, która zapewne dowiedziała się o moim wypadku albo szefa, który przyszedł do mnie z pretensjami, jednak przed drzwiami stał nie kto inny, jak Patryk. Popatrzył na mnie nieco zdziwiony, ale gdy zobaczył zmieszanie na mojej twarzy postanowił zareagować.
-Skąd wiedziałeś, gdzie mieszka Los?- spytałam.
-Los, chyba Igor- zaśmiał się. No tak! Pewnie właśnie takie imię przybrał, aby nie wzbudzać podejrzeń.
-Ech, Los to jego przezwisko- uśmiechnęłam się. Patryk wszedł głębiej do mieszkania. Zamknął za sobą drzwi.
-Podał mi adres. Gdy byłaś nieprzytomna, siedzieliśmy przy tobie i rozmawialiśmy. Oczywiście, o tobie.- zaczął, a ja zdumiałam się jeszcze bardziej. Na uczelni nie mogli po prostu pogadać, tylko od razu przeszli do rękoczynów?!- Igor zrozumiał, że…- zawahał się.- że się kochamy- dokończył. Miłość… „Demon nie potrafi kochać. Demon to nie człowiek, to duch współpracujący ze Śmiercią. To mieszaniec, jakiego ludzie powinni unikać, a jednak przyciąga ich, niczym muchę do pajęczyny, niczym owada do rosiczki. Nigdy nie możemy bawić się w uczucia, chociaż uczuciami już tak. Pamiętajcie jednak: ludzie potrafią być zawistni. Nie wzbudzajcie w nich miłości, bo oni chcą jedynie odwzajemnionej, a wy nie możecie im takiej podarować. Miłość to uczucie piękna, rozkoszy i przyjemności, ale wy-demony nie umiecie takiej poczuć. Waszym uczuciem, które mylicie z tym, jest pożądanie, a ono łączy się z innymi emocjami, jak żądza czy poczucie władzy. Tych nie musicie unikać, ale zawsze się pilnujcie! Przestrzegajcie zasad Dekalogu Demonów, tego, który sporządził nam Najważniejszy. Nie próbujcie kochać, nie próbujcie wywołać w sobie uczucia rozkoszy, bo tylko spłynie na was potworna klątwa!”- cała przemowa Wielmożnego Doktora spłynęła na mnie w jednej chwili.
-Patryk, ja…- zaczęłam chcąc wytłumaczyć mu najdelikatniej jak mogłam, że nasz związek nie ma racji bytu. Posłał mi spojrzenie, w jakim zobaczyłam pożądanie. Wzdrygnęłam się, ale ten odruch przerwał pocałunek. Znowu poczułam gasnący ogień w moim środku. Jednak tym razem, sytuacja była nieco straszniejsza. W oczach mi pociemniało. W płucach poczułam dziwny dym, jaki nie pozwalał na swobodny oddech.
-Hej!- usłyszałam głos Losu, który stał za nami. Odwróciłam się w jego stronę. W ułamku sekundy posłał mi spojrzenie, w którym zobaczyłam niepewność, ale już po chwili uśmiechnął się.- Gołąbeczki, bo zaraz przepędzę tego Romea!- zażartował. Patryk złapał mnie w talii. Poczułam coś lodowatego w tym miejscu i tak samo na ustach. Dlaczego, nie czułam tak jak zawsze po pocałunku z mężczyzną- gorąca w tym miejscu?
Na chwilę wyszłam do łazienki. Chłopcy poszli do salonu. Wyglądali jak starzy, dobrzy przyjaciele, ale wiedziałam, że w ufności Losu kryje się coś groźnego i podejrzanego. Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Na wargach, tam gdzie pocałował mnie Patryk, widniały czerwone plamy, jak po oparzeniu. W środku czułam wielki strumień wody. Popatrzyłam na rękę w gipsie. Spod niego wychodził kawałek czegoś czerwonego. Kartka. Wyciągnęłam ją. Zobaczyłam tylko podpis nadawcy-  Patryka, a w niej odpowiedź na pytanie: „kim on jest?”. Wreszcie poznałam istotę, jaką był. I bynajmniej, nie otrzymałam dla siebie dobrych wieści...
__________________________
Do następnego wpisu! :)
Wasza Amy... 

sobota, 9 maja 2015

Rozdział 10

Hej! To już 10 rozdział. Jestem dumna z tych, którzy wytrwali do tej pory ;) 
W następnych częściach pojawi się kilka nowych postaci, oczywiście- złych, bo przecież takie kocham najbardziej *.* W dodatku w momencie, gdy pomoc każdego demona będzie niezbędna, aby zwalczyć tych złych bohaterów, Lena utraci coś bardzo cennego i przez to, poczuje się zupełnie bezużyteczna. Pozostaje również kwestia jej przyjaciół: czy Los, Apokalipsa oraz Patryk nadal będą współpracować? A może, któreś z nich stanie się pionkiem w rękach złego demona? I najważniejsze pytanie: ile ofiar pochłonie Inwazja Demonów, o której wspomniano, a która powoli zaczyna się niezauważenie rozprzestrzeniać?
Ech, za dużo powiedziałam. Mam za długi język! :D
Życzę przyjemnego czytania, bo to jeden z ostatnich w miarę spokojnych rozdziałów. W następnych rozkręcam akcję na całego :D Ale o tym powiem przy następnym wpisie, który ukaże się 16 maja. 
______________________
Chłopcy ciągle sobie docinali. Ich dokuczanie sobie nawzajem wzbudzało we mnie większą irytację. Z początku próbowałam zachować spokój, ale w końcu na nich nawrzeszczałam, wygarniając całą złość, jaka męczyła mnie w środku. Popatrzyli na moją osobę oraz zapewne czerwoną z gniewu  twarz, uśmiechnęli się pod nosem i umilkli. Po jakimś czasie znowu sobie docinali, więc w końcu klepnęłam Los nieco mocniej w ramię, aż się za nie złapał i posłał mi zdumione spojrzenie męczennika. Ja tylko wyżej podniosłam głowę.
W szpitalu musieliśmy trochę poczekać, aż przyjmie nas lekarz. Do gabinetu pierwszy wszedł Patryk. Korzystając z wolnej chwili, postanowiłam przeprowadzić poważną rozmowę z przyjacielem.
-Dlaczego się biliście i kto zaczął?- spytałam. Chyba jeszcze nigdy nie mówiłam z taką stanowczością. Popatrzyłam na niego, ale nie widziałam zbyt wiele skruchy. Na jego twarzy mogłam dostrzec zniecierpliwienie, zniechęcenie do prowadzenia trudnej rozmowy oraz, o dziwo!, zadowolenie. Miałam nadzieję, że nie był dumny ze swoich czynów…
-Ja- odpowiedział. Popatrzyłam na niego groźnie, ale on tylko się uśmiechnął. Lekko uderzyłam go w ramię. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wiedziałam, że to go zabolało.- Powiedziałaś, że on rzucił się na ciebie. Wtedy… gdy cię pocałował. Musiałem mu dać jasno do zrozumienia, że na moją przyjaciółkę tak się bezczelnie nie rzuca.- rozdziawiłam usta, nie mogąc uwierzyć, że bił się o mnie. Ogarnął mnie większy wstyd, że tak go okłamałam i to kłamstwo spowodowało bójkę.
-Och, cóż za kochany chłopiec- jedna z czekających na swoją kolej, staruszek wyraziła własne zdanie i patrzyła na mnie oczekując mojej reakcji.
-Jesteś głupi- powiedziałam tylko. Posłał mi zirytowane spojrzenie i westchnął, przy czym wydał cichy jęk bólu. Wiedziałam, że tym razem już udawał. Był niezłym aktorem, lecz nie lepszym ode mnie.- Och, dlaczego…?- dodałam, przybierając męczeński ton głosu oraz smutek. Teraz patrzył na mnie z troską.- Nie rozumiem, czemu spotyka mnie tyle przykrości.- nadal marudziłam nad swoim życiem.
-Och, Lena. Przepraszam- miał zaszklone oczy. Przybrał minę, tę co zawsze- smutne oczka, usta skierowane w dół, spuszczona głowa. Zaczął masować moją dłoń i lekko mnie przytulił. Tylko na to czekałam. Zaczęłam się trząść, a on myśląc, iż płaczę, przytulił mnie mocniej. Jednak ja się śmiałam. Śmiałam się z tego, że dał się nabrać. Oczywiście, że byłam na niego zła, ale przecież musiałam też się na nim odegrać.- Ty idioto!- krzyknęłam nieco za głośno. Staruszka, która jeszcze przed chwilą uważała nas za „słodką parę gołąbeczków” posłała mi zdegustowane spojrzenie.
-Jesteś wstrętna!- powiedział niby to z wyrzutem i wypuścił mnie z uścisku. Uśmiechnęłam się do niego.- Więc jest okej?- spytał.
-Mój kawał nie zmienia faktu, że jestem na ciebie zła. Pozwól decydować mi samej o moim życiu. Cieszę się, że się o mnie troszczysz, ponieważ kocham cię jak brata, ale nie powinieneś tak się mną opiekować, jakbyś nim był.
W tym momencie z gabinetu wyszedł Patryk. Rzucił mi przyjazny uśmiech. Miał nos zakryty grubym plastrem, a drugi opatrunek został przyklejony z prawej strony jego czoła nad brwiami. Los otrzymał zupełnie inne spojrzenie- nienawistne. Chłopak usiadł koło mnie, natomiast mój przyjaciel poszedł do lekarza. Wydawało mi się, że jego rany były poważniejsze.
-Bójki zdarzają się raczej w podstawówce albo gimnazjum? Nie uważasz, że jesteś na to za stary?- spytałam z wyrzutem i smutnym wzrokiem.- O co wam poszło?
-Właściwie, to nie wiem. Ten szaleniec twierdził, że zmusiłem cię, byś mnie pocałowała- odpowiedział. Staruszka popatrzyła na nas ciekawiej i widziałam, jak bezczelnie podsłuchiwała naszą rozmowę. Chciałam wyjść ze szpitala, jednak nie miałam na to siły ani ochoty. Westchnęłam. Jednak tym razem nie musiałam udawać męczenniczki, aby odpowiednio zareagował.
-Przepraszam. Nie ja zacząłem, ale mogłem jakoś to przerwać, a zamiast tego wylądowaliśmy w szpitalu na ostrym dyżurze- powiedział ze skruszoną miną. Staruszka przysunęła się bliżej mnie. Och, co za nieskrywana ludzka ciekawość!
-Posłuchaj, ja…- chciałam powiedzieć mu jak skłamałam, jednak mi przeszkodził. Słodki smak jego warg znowu wystąpił na moich ustach. Znowu ten cudowny smak! Zamknęłam oczy i rozmarzyłam się. Myślałam o tym, co moglibyśmy robić razem w przyszłości, gdyby nasza miłość przetrwała. I gdyby to na pewno była miłość. Obawiałam się, że mogło to być zwyczajne pożądanie ze względu na tzw. „zakazany owoc”. W końcu nasza przyszłość nie była usiana różami.
Wydawało mi się, że nasz pocałunek trwał wieki. Kiedy skończyliśmy, pocałowaliśmy się jeszcze raz. Poczułam jego ręce na swoich plecach. Przeszedł mnie dreszcz. Ten pocałunek był niezwykle przyjemny. Nie znajdowaliśmy się w odpowiednim miejscu, jednak wcale mi to nie przeszkadzało.  W moim środku czułam buchający ogień, ale gasił go strumień lodowatej wody, którą powodował Patryk. Nie oddychałam. Zatraciłam się w pocałunku i przyjemnym uścisku. Jednak ten dobiegł końca. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Głębia oceanu i ogniste błyski… Dwa zupełnie odwrotne spojrzenia, które przyciągały się z wielką siłą, które powodowały tyle przyjemności!
Z rumieńcami na policzkach odwróciłam się w stronę gabinetu, udając zawstydzoną i właśnie wtedy zobaczyłam Los. Patrzył na nas, nie kryjąc zdziwienia oraz zwątpienia… we mnie. Poczułam się okropnie. Chciałam zerwać się z krzesła i pobiec do niego, wszystko mu wytłumaczyć, ale nie mogłam  ruszyć się z miejsca. Jego smutek przewiercał mnie na wylot. Poczułam się jak śmieć. Nie wiedziałam, ile zdążył zobaczyć, ale chyba wystarczająco dużo. Wybiegł ze szpitala jak opętany. Dopiero teraz, do moich nóg dotarły ważne impulsy. Zerwałam się do biegu. Zobaczyłam go po drugiej stronie ulicy. Wbiegłam na drogę, niewiele myśląc i nie kłopocząc się rozglądaniem. Jedno z aut nie zdążyło się zatrzymać. Poczułam, jak z całej siły wstrząsnęło moim ramieniem. Upadłam na jezdnię i straciłam przytomność.
_____________________

Do następnego wpisu! :)
Wasza Amy...

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 9

Hej! Oto kolejny wpis-3 maja, jak obiecałam :) Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na Wasze opinie. W tym tygodniu otrzymałam sporo natchnienia, które sprowadziło na mnie pomysły na nowe blogi. Gdy tylko skończę ten, obiecuję, że stworzę nowy. Może nawet lepszy, niż poprzedni ;) 
Dzisiaj to, co mogę Wam zdradzić, co do dalszej przyszłości Leny i jej zagmatwanego życia, to drobne szczegóły. Przyjaźń między nią a Losem zostanie wystawiona na trudną próbę i możliwe, że się nie powiedzie. Rozpocznie się więcej problemów z pracą, gdyż zlecenie nadal trwa, a to oznacza kolejne kłopoty dla Leny. Do tego wszystkiego- na deser, dojdzie pochodzenie Patryka, którego się nie spodziewała, i które sprawi, że ich miłość (lub nie-miłość) być może skończy się tragicznie, a może szczęśliwym zakończeniem.
Nie wiem, kto woli i jakie zakończenia. Ja osobiście, wolę te, które nie są super-ekstra-hiper szczęśliwe, ponieważ zawsze powinna być jakaś cząstka tego niedosytu. Niedosytu spowodowanego nie do końca tym, czego chcieliśmy. 
Następny wpis ukaże się w sobotę (9 maja).
To się rozpisałam :D Życzę miłego czytania :*
________________________
Spadałam w przepaść. Wokół mnie latało rozżarzone żelazo oraz kawałki węgla. Spadałam do wulkanu, ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. Patryk. Z drugiej strony stał Los, który podbiegł do chłopaka i uderzył go pięścią w nos. Ten puścił mnie, aby złapać się za krwawiącą część ciała, a ja spadałam dalej. Krzyczałam.
Obudziłam się. Cała zlana potem i pełna najgorszych przeczuć zerwałam się  z kanapy. Komórka  wypadła z mojej dłoni i z hukiem spadła na ziemię. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że ekran jest cały. Telewizor grał w najlepsze, właśnie leciał program z wróżbitami. Zaśmiałam się pod nosem. „Czy ludzie naprawdę wierzyli w te bzdury?”- myślałam z ironią.
Świtało. Poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę. W pomieszczeniu rozległ się przyjemny zapach aromatycznych ziaren. Dodałam półtora łyżeczki cukru i dolałam odrobinę mleka. Upiłam łyk, parząc przy tym wargi. Jedyny napój, który mogłam pić bez myśli o wrzącym piekle… Moje wczorajsze przeżycie wydawało się być jedynie zwykłym snem. Jednak spróbowałam ponownie dodzwonić się do Losu. Nadal nic. Wreszcie wykręciłam numer do Apokalipsy.
-Słucham?- odpowiedziała uprzejmie.
-Wiesz, co się dzieje z Losem? Dzwonię do niego od wczoraj i wciąż nie odbiera- powiedziałam z wyrzutem.
-Niestety.- odparła. Nawet przez głośnik, który często zniekształcał głos, wyczułam smutek.- Nie mogę rozmawiać. Próbuj dalej albo od razu wpadnij do niego z wizytą.- usłyszałam dźwięk odłożonej słuchawki.
Po kilku minutach, gdy zaczęłam zbierać się na uczelnię i próbowałam zakryć dużą ilością pudru zadrapania na policzkach od rozbitego szkła, usłyszałam dzwonek komórki. Odebrałam. Szef.
-I jak? Zlecenie wykonane?- spytał od razu, bez zbędnych powitań.
-W trakcie wykonywania- odparłam ze słyszalną niechęcią. Miałam nadzieję, że nie będzie ciągnął tematu.
-Ten osobnik musi zginąć już jutro. Jak nie zrobisz tego do dziewiątej w nocy, to…- przerwał, tworząc dramatyczną pauzę.- Sam go zabiję albo wynajmę kogoś odpowiedniego.- Zamarłam. Nie miałam pojęcia, jak powinnam zareagować. Przecież nie mogłam go zabić!
-Szefie! Od kiedy to szef taki w gorącej wodzie kąpany?- zażartowałam, jednak najwidoczniej nie był w humorze.
-Ta godzina obowiązuje- rzekł i rozłączył się. Znowu chciałam przezwać go palantem, ale przerwałam wpół wyrazu i zmieniłam na inny: „idiota”.
Losie, czemu jesteś tak podły? Dlaczego nie mogłam być człowiekiem albo jakimś przybyszem z innej planety? Już chyba obcy łatwiej by się tutaj zaklimatyzował, niż ja… Westchnęłam z rezygnacją. Spakowałam książki i wyszłam na uczelnię. Miałam nadzieję, że przynajmniej tam zyskam nieco spokoju i prywatności.
Oczywiście, przeliczyłam się. Patryk rzucał mi ukradkowe i zaciekawione spojrzenia, a Daniel nie odstępował mnie na krok. Myślałam, że zwariuję. Co najgorsze, chodziliśmy na wszystkie zajęcia razem, więc nie mogłam się odpędzić od ich towarzystwa. W każdej chwili rozglądałam się za Losem myśląc, że pojawi się w szkole, jednak tak się nie stało. Po porwaniu i mocnym związaniu nadgarstków, nadal nie mogłam prawidłowo poruszać palcami. Wciąż czułam dreszcze i częściej miewałam skurcze. Musiałam o tym zapomnieć, ale pamięć w takich sprawach bywa nieprzejednana.
-Coś się stało?- usłyszałam delikatny głos Daniela. Na chwilę przestał mówić o swojej złości na jednego z profesorów i zainteresował się moją smętną miną.
-Nic- odparłam niby od niechcenia, ale to mu nie wystarczyło. Szybko zmyłam się do szkolnej toalety. Stanęłam przed wybrudzonym lustrem i przeczesałam palcami włosy. Westchnęłam głęboko.  Moje życie stało się mocno skomplikowane. Kilka dziewczyn spojrzało na mnie, ale tylko jedna spytała, czy dobrze się czuję. Kiwnęłam głową odrzucając podejrzenia mojego złego samopoczucia lub życiowych problemów.
Kiedy wyszłam z toalety od razu poczułam, że coś jest nie tak. W jednym kącie stała grupa studentów. Kogoś otoczyła. Wykazałam się dużą ciekawością, więc podeszłam do zebranych i próbowałam się przecisnąć, aby zobaczyć powód ich zainteresowania. Gdy wreszcie udało mi się to ustalić, byłam nie tylko zdumiona, ale też przerażona i zrozpaczona.
Szybko podbiegłam do dwóch bijących się chłopców, a raczej jednego, który okładał drugiego pięściami. Rozpoznałam ich twarze, nawet teraz, gdy z obu kapała krew i pot.
-Patryk!- wrzasnęłam na cały głos. Chciałam krzyknąć imię drugiego młodego mężczyzny, jednak nie mogłam wymówić prawdziwego, gdyż byłoby to zbyt podejrzane. Odwrócili się w moją stronę i przestali bić. Stanęłam między nimi.- Rozejść się!- krzyknęłam do zebranego tłumu. Usłuchali.- Co wy, do jasnej cholery, wyprawiacie?!- nie kryłam zdenerwowania. Jednak, gdy zobaczyłam złamany nos Patryka oraz chyba skręconą rękę Losu, spytałam go tylko, czy przyjechał autem. Wzięłam ich za ręce. Zobaczyłam triumfujący uśmieszek Patryka, jaki posłał do mojego przyjaciela oraz zirytowaną minę drugiego.- Zachowujcie się jak należy- upomniałam ich, niczym troskliwa matka, po czym pojechaliśmy do szpitala. Droga nie była zbyt przyjemna, tym bardziej, że...
__________________________
Do następnego wpisu ! :*
Wasza Amy... 

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 8

Bardzo przepraszam za spóźnienie, miałam dodać rozdział w zeszłą niedzielę oraz wczoraj. Wytłumaczę się brakiem czasu, chociaż wiem, że w takie tłumaczenia nigdy nie chce się wierzyć ;P Mimo wszystko, ostatnia niedziela była dla mnie odpoczynkiem, nie tylko od szkoły, ale też od komputera :D Natomiast wczoraj...cóż... sytuacja głupia, bowiem przez cały dzień chodziłam z niezachwianą pewnością siebie, że jest środa i jutro dodam nowy rozdział :D 
Rozdział dodaję dzisiaj. I chyba podam od razu konkretne terminy, kiedy będę wrzucać nowe. W tym tygodniu, w ramach rekompensaty nowy wpis ukaże się w niedzielę (3 maja), natomiast kolejne będę dodawać w soboty/niedziele. Chciałam w piątki, jednak kolejny odpada, bo idę na noc filmową do kina ^^
Dlatego następny wpis 3 maja, a potem 9/10 maja, itd. ;)
W tym rozdziale pewne kłamstwo, jakie wkradnie się do słów Leny sprawi, iż cała jej bliska przyszłość diametralnie się zmieni, życie bardzo skomplikuje, a relacje z przyjaciółmi, jak i Patrykiem ulegną...hm, nagłej zmianie. Więcej nie powiem, bo zaraz za dużo zdradzę i nie będzie niespodzianki :D
Życzę przyjemnego czytania :*
________________________________
ROZDZIAŁ 8
Ostry, chłodny wiatr stał się nie do zniesienia. Ktoś rozbił szybę w wielkim oknie. Szklane okruchy posypały się na wszystkich. Także na mnie, lekko raniąc moją twarz. „Pięknie! Będę musiała wymyślić lepszy makijaż na uczelnię dla niepoznaki”- myślałam z sarkazmem o tak błahych sprawach, zamiast o tym, iż mogę zaraz zginąć. Dopiero teraz mój wzrok się przyzwyczaił. W zapadającym mroku zauważyłam, że zawleczono mnie do jakiegoś starego budynku. Przede mną toczyła się zawzięta walka. Coś błyszczącego przecięło powietrze między trzema barczystymi mężczyznami. Nóż…
-Uważaj!- krzyknęłam, jednak było już za późno. Usłyszałam tylko stęknięcie z bólu i zauważyłam ciało, które powoli opadło na podłogę. Chciałam podbiec i pomóc zatamować krwawienie z łydki, jednak przywiązane kończyny doskonale ograniczały moje ruchy. Oczywiście, mogłam opuścić ciało człowieka i jako normalny demon (niczym duch) przedostać się do walczących. Ale to było ponad moje siły. W dodatku, wtedy mogłabym skazać się na śmierć. Lekko przechyliłam krzesło. Dopiero teraz podniosłam głowę do góry i rozpoznałam mojego wybawcę. Los machał długą, metalową rurą jaka jeszcze przed chwilą leżała w pobliżu, a napastnicy zamierzali mu uciec (chyba przeceniali jego zdolności wojownika). Jeden z nich miał krótkie czarne włosy i chyba granatowe oczy. Drugi ubrany w skórzaną kamizelkę, z małym pistoletem u pasa, świecił przetłuszczonymi blond włosami i spod przydługiej grzywki dziwnie mi się przyglądał. Niemal łapczywie. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
-Uciekaj!- usłyszałam. Rozpoznałam ten głos. W moją stronę biegł Patryk. Zupełnie zgłupiałam tłumacząc się, albo nadal nie do końca dobrym wzrokiem, albo halucynacjami. Podbiegł do mnie i rozwiązał moje ręce. Wreszcie poczułam prawidłowy przepływ krwi.
-Ale… co ty tu robisz?- spytałam.
-Nie ma czasu na wyjaśnienia- mówił szybko, nieco niewyraźnie. Wśród odgłosów walki i postękiwań tych, którzy otrzymywali baty, nie mogłam zrozumieć niczego. Patrzyłam na niego z nieskrywanym zdumieniem, a on tylko posłał mi zaczepny uśmiech.
Zobaczyłam, że Los się nam przygląda. Uśmiechnęłam się do niego, chcąc pokazać, że nic mi nie jest, ale to był błąd… Patryk omylnie zrozumiał, że go podrywam. Popatrzył na mnie spojrzeniem pełnym wyrozumiałości, po czym nachylił się i mnie pocałował. Chwila tej nieziemskiej rozkoszy oraz zapomnienia sprawiła, że mój przyjaciel zmarszczył brwi i został zraniony nożem przeciwnika. Widząc jego krzywdę, nie potrafiłam wyrwać się z objęć Patryka i jego słodkich warg. Wreszcie, gdy pełna sytuacja doszła do mojego mózgu, uświadomiłam sobie, co właśnie wyrabiam. Zerwałam się do biegu. Kiedy znalazłam się obok Losu, chwyciłam go za szorstką dłoń. Poczułam ją, więc musiał przywdziać ludzkie ciało. Szepnęłam parę tajemniczych słów i teleportowaliśmy się prosto do mojego mieszkania, mimo iż było to dla mnie niemal zabójczym posunięciem.
*********
Szybko przynosiłam przyjacielowi nowe okłady zmoczone lodowatą bryzą. Przez cały czas ranę przemywał sobie wodą utlenioną. Nie była głęboka, lecz mimo wszystko obawialiśmy się zakażenia. Nie chciałam, żeby coś mu się stało, więc co chwila pytałam go, jak się czuje.
-Lena, daj sobie spokój- powiedział nagle, a ja posłałam mu pytające spojrzenie. W jego oczach odbijał się blask od żarówki wiszącej nad sufitem. Nadal nie kupiłam ładnej lampy.- Wiesz doskonale, o czym mówię. Nie potrzeba mi niańki ani pielęgniarki, tylko twoich wyjaśnień.
-Przepraszam. Przepraszam, że od razu nie zareagowałam właściwie, ale…- zaczęłam, jednak mi przerwał.
-Widziałem.- powiedział zamyślony, a ja zaczęłam się bać. Widział pocałunek? Mam nadzieję, że uznał go za zwykłą demoniczną grę, jaką robiłam wszystkich chłopcom.- Ten dupek rzucił się na ciebie, a ty nie mogłaś nawet zareagować, bo miałaś skrępowane ręce- dokończył. Odjęło mi mowę. Ledwie powstrzymałam się od otworzenia szeroko ust. Pomyślałam, że takie wytłumaczenie odpędzi od Losu zbędne przemyślenia na temat moich uczuć do Patryka.
-Właśnie tak- potwierdziłam, niezgodnie z prawdą. Czułam się okropnie, gdy okłamałam przyjaciela. Pierwszy raz… i oby ostatni. Myślałam, że zaraz zemdleję z nadmiaru wrażeń i okropnych emocji. Wszystko się tak skomplikowało. Westchnęłam.
-Coś się stało?- spytał z troską, a ja poczułam się jeszcze gorzej.
-Nie. Jestem tylko zmęczona i tyle- odparłam szybko. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, wiedząc, że słynęłam jako prawdziwy nocny marek, ale nic nie powiedział. Posłał mi tylko miły uśmiech, pełen przyjacielskiego zrozumienia.
-To będę się zmywał.
Pożegnaliśmy się uściskiem, po czym wrócił do swojego mieszkania. Pełna wyrzutów sumienia, poszłam pod prysznic. Dlaczego? Dlaczego okłamałam kogoś, kogo tak bardzo kochałam, jak własnego, najwspanialszego w świecie brata? Dla jakiegoś faceta, którego i tak muszę zabić? Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nawet nie zauważyłam, że słone łzy spływały po moich policzkach. Bolało mnie serce. A co, jeśli Los zechce w jakiś sposób odegrać się na Patryku za jego rzekome „rzucenie się na mnie”? Ta myśl tak bardzo mnie przeraziła, że chwyciłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciela. Jednak nie odbierał. Usiadłam na kanapie w salonie. Ziewnęłam głęboko, gdy nagle z komórką w ręku poczułam, że...
_____________________________

Do następnego wpisu!
Wasza Amy...