Hej! Oto kolejny wpis-3 maja, jak obiecałam :) Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na Wasze opinie. W tym tygodniu otrzymałam sporo natchnienia, które sprowadziło na mnie pomysły na nowe blogi. Gdy tylko skończę ten, obiecuję, że stworzę nowy. Może nawet lepszy, niż poprzedni ;)
Dzisiaj to, co mogę Wam zdradzić, co do dalszej przyszłości Leny i jej zagmatwanego życia, to drobne szczegóły. Przyjaźń między nią a Losem zostanie wystawiona na trudną próbę i możliwe, że się nie powiedzie. Rozpocznie się więcej problemów z pracą, gdyż zlecenie nadal trwa, a to oznacza kolejne kłopoty dla Leny. Do tego wszystkiego- na deser, dojdzie pochodzenie Patryka, którego się nie spodziewała, i które sprawi, że ich miłość (lub nie-miłość) być może skończy się tragicznie, a może szczęśliwym zakończeniem.
Nie wiem, kto woli i jakie zakończenia. Ja osobiście, wolę te, które nie są super-ekstra-hiper szczęśliwe, ponieważ zawsze powinna być jakaś cząstka tego niedosytu. Niedosytu spowodowanego nie do końca tym, czego chcieliśmy.
Następny wpis ukaże się w sobotę (9 maja).
To się rozpisałam :D Życzę miłego czytania :*
________________________
Spadałam w przepaść. Wokół mnie latało
rozżarzone żelazo oraz kawałki węgla. Spadałam do wulkanu, ale nagle ktoś
złapał mnie za rękę. Patryk. Z drugiej strony stał Los, który podbiegł do
chłopaka i uderzył go pięścią w nos. Ten puścił mnie, aby złapać się za
krwawiącą część ciała, a ja spadałam dalej. Krzyczałam.
Obudziłam
się. Cała zlana potem i pełna najgorszych przeczuć zerwałam się z kanapy. Komórka wypadła z mojej dłoni i z hukiem spadła na
ziemię. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że ekran jest cały. Telewizor grał
w najlepsze, właśnie leciał program z wróżbitami. Zaśmiałam się pod nosem. „Czy
ludzie naprawdę wierzyli w te bzdury?”- myślałam z ironią.
Świtało.
Poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę. W pomieszczeniu rozległ się
przyjemny zapach aromatycznych ziaren. Dodałam półtora łyżeczki cukru i dolałam
odrobinę mleka. Upiłam łyk, parząc przy tym wargi. Jedyny napój, który mogłam
pić bez myśli o wrzącym piekle… Moje wczorajsze przeżycie wydawało się być
jedynie zwykłym snem. Jednak spróbowałam ponownie dodzwonić się do Losu. Nadal
nic. Wreszcie wykręciłam numer do Apokalipsy.
-Słucham?-
odpowiedziała uprzejmie.
-Wiesz, co
się dzieje z Losem? Dzwonię do niego od wczoraj i wciąż nie odbiera-
powiedziałam z wyrzutem.
-Niestety.-
odparła. Nawet przez głośnik, który często zniekształcał głos, wyczułam
smutek.- Nie mogę rozmawiać. Próbuj dalej albo od razu wpadnij do niego z
wizytą.- usłyszałam dźwięk odłożonej słuchawki.
Po kilku
minutach, gdy zaczęłam zbierać się na uczelnię i próbowałam zakryć dużą ilością
pudru zadrapania na policzkach od rozbitego szkła, usłyszałam dzwonek komórki.
Odebrałam. Szef.
-I jak?
Zlecenie wykonane?- spytał od razu, bez zbędnych powitań.
-W trakcie
wykonywania- odparłam ze słyszalną niechęcią. Miałam nadzieję, że nie będzie
ciągnął tematu.
-Ten osobnik
musi zginąć już jutro. Jak nie zrobisz tego do dziewiątej w nocy, to…-
przerwał, tworząc dramatyczną pauzę.- Sam go zabiję albo wynajmę kogoś
odpowiedniego.- Zamarłam. Nie miałam pojęcia, jak powinnam zareagować. Przecież
nie mogłam go zabić!
-Szefie! Od
kiedy to szef taki w gorącej wodzie kąpany?- zażartowałam, jednak najwidoczniej
nie był w humorze.
-Ta godzina
obowiązuje- rzekł i rozłączył się. Znowu chciałam przezwać go palantem, ale
przerwałam wpół wyrazu i zmieniłam na inny: „idiota”.
Losie, czemu
jesteś tak podły? Dlaczego nie mogłam być człowiekiem albo jakimś przybyszem z
innej planety? Już chyba obcy łatwiej by się tutaj zaklimatyzował, niż ja…
Westchnęłam z rezygnacją. Spakowałam książki i wyszłam na uczelnię. Miałam
nadzieję, że przynajmniej tam zyskam nieco spokoju i prywatności.
Oczywiście,
przeliczyłam się. Patryk rzucał mi ukradkowe i zaciekawione spojrzenia, a
Daniel nie odstępował mnie na krok. Myślałam, że zwariuję. Co najgorsze,
chodziliśmy na wszystkie zajęcia razem, więc nie mogłam się odpędzić od ich
towarzystwa. W każdej chwili rozglądałam się za Losem myśląc, że pojawi się w
szkole, jednak tak się nie stało. Po porwaniu i mocnym związaniu nadgarstków,
nadal nie mogłam prawidłowo poruszać palcami. Wciąż czułam dreszcze i częściej
miewałam skurcze. Musiałam o tym zapomnieć, ale pamięć w takich sprawach bywa
nieprzejednana.
-Coś się
stało?- usłyszałam delikatny głos Daniela. Na chwilę przestał mówić o swojej
złości na jednego z profesorów i zainteresował się moją smętną miną.
-Nic-
odparłam niby od niechcenia, ale to mu nie wystarczyło. Szybko zmyłam się do
szkolnej toalety. Stanęłam przed wybrudzonym lustrem i przeczesałam palcami
włosy. Westchnęłam głęboko. Moje życie stało
się mocno skomplikowane. Kilka dziewczyn spojrzało na mnie, ale tylko jedna
spytała, czy dobrze się czuję. Kiwnęłam głową odrzucając podejrzenia mojego
złego samopoczucia lub życiowych problemów.
Kiedy wyszłam
z toalety od razu poczułam, że coś jest nie tak. W jednym kącie stała grupa
studentów. Kogoś otoczyła. Wykazałam się dużą ciekawością, więc podeszłam do
zebranych i próbowałam się przecisnąć, aby zobaczyć powód ich zainteresowania.
Gdy wreszcie udało mi się to ustalić, byłam nie tylko zdumiona, ale też
przerażona i zrozpaczona.
Szybko
podbiegłam do dwóch bijących się chłopców, a raczej jednego, który okładał
drugiego pięściami. Rozpoznałam ich twarze, nawet teraz, gdy z obu kapała krew
i pot.
-Patryk!- wrzasnęłam na cały głos. Chciałam krzyknąć
imię drugiego młodego mężczyzny, jednak nie mogłam wymówić prawdziwego, gdyż
byłoby to zbyt podejrzane. Odwrócili się w moją stronę i przestali bić.
Stanęłam między nimi.- Rozejść się!- krzyknęłam do zebranego tłumu. Usłuchali.-
Co wy, do jasnej cholery, wyprawiacie?!- nie kryłam zdenerwowania. Jednak, gdy
zobaczyłam złamany nos Patryka oraz chyba skręconą rękę Losu, spytałam go
tylko, czy przyjechał autem. Wzięłam ich za ręce. Zobaczyłam triumfujący
uśmieszek Patryka, jaki posłał do mojego przyjaciela oraz zirytowaną minę
drugiego.- Zachowujcie się jak należy- upomniałam ich, niczym troskliwa matka, po czym pojechaliśmy do szpitala. Droga nie była zbyt przyjemna, tym bardziej, że...__________________________
Do następnego wpisu ! :*
Wasza Amy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz