niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 9

Hej! Oto kolejny wpis-3 maja, jak obiecałam :) Mam nadzieję, że się spodoba. Liczę na Wasze opinie. W tym tygodniu otrzymałam sporo natchnienia, które sprowadziło na mnie pomysły na nowe blogi. Gdy tylko skończę ten, obiecuję, że stworzę nowy. Może nawet lepszy, niż poprzedni ;) 
Dzisiaj to, co mogę Wam zdradzić, co do dalszej przyszłości Leny i jej zagmatwanego życia, to drobne szczegóły. Przyjaźń między nią a Losem zostanie wystawiona na trudną próbę i możliwe, że się nie powiedzie. Rozpocznie się więcej problemów z pracą, gdyż zlecenie nadal trwa, a to oznacza kolejne kłopoty dla Leny. Do tego wszystkiego- na deser, dojdzie pochodzenie Patryka, którego się nie spodziewała, i które sprawi, że ich miłość (lub nie-miłość) być może skończy się tragicznie, a może szczęśliwym zakończeniem.
Nie wiem, kto woli i jakie zakończenia. Ja osobiście, wolę te, które nie są super-ekstra-hiper szczęśliwe, ponieważ zawsze powinna być jakaś cząstka tego niedosytu. Niedosytu spowodowanego nie do końca tym, czego chcieliśmy. 
Następny wpis ukaże się w sobotę (9 maja).
To się rozpisałam :D Życzę miłego czytania :*
________________________
Spadałam w przepaść. Wokół mnie latało rozżarzone żelazo oraz kawałki węgla. Spadałam do wulkanu, ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. Patryk. Z drugiej strony stał Los, który podbiegł do chłopaka i uderzył go pięścią w nos. Ten puścił mnie, aby złapać się za krwawiącą część ciała, a ja spadałam dalej. Krzyczałam.
Obudziłam się. Cała zlana potem i pełna najgorszych przeczuć zerwałam się  z kanapy. Komórka  wypadła z mojej dłoni i z hukiem spadła na ziemię. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że ekran jest cały. Telewizor grał w najlepsze, właśnie leciał program z wróżbitami. Zaśmiałam się pod nosem. „Czy ludzie naprawdę wierzyli w te bzdury?”- myślałam z ironią.
Świtało. Poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę. W pomieszczeniu rozległ się przyjemny zapach aromatycznych ziaren. Dodałam półtora łyżeczki cukru i dolałam odrobinę mleka. Upiłam łyk, parząc przy tym wargi. Jedyny napój, który mogłam pić bez myśli o wrzącym piekle… Moje wczorajsze przeżycie wydawało się być jedynie zwykłym snem. Jednak spróbowałam ponownie dodzwonić się do Losu. Nadal nic. Wreszcie wykręciłam numer do Apokalipsy.
-Słucham?- odpowiedziała uprzejmie.
-Wiesz, co się dzieje z Losem? Dzwonię do niego od wczoraj i wciąż nie odbiera- powiedziałam z wyrzutem.
-Niestety.- odparła. Nawet przez głośnik, który często zniekształcał głos, wyczułam smutek.- Nie mogę rozmawiać. Próbuj dalej albo od razu wpadnij do niego z wizytą.- usłyszałam dźwięk odłożonej słuchawki.
Po kilku minutach, gdy zaczęłam zbierać się na uczelnię i próbowałam zakryć dużą ilością pudru zadrapania na policzkach od rozbitego szkła, usłyszałam dzwonek komórki. Odebrałam. Szef.
-I jak? Zlecenie wykonane?- spytał od razu, bez zbędnych powitań.
-W trakcie wykonywania- odparłam ze słyszalną niechęcią. Miałam nadzieję, że nie będzie ciągnął tematu.
-Ten osobnik musi zginąć już jutro. Jak nie zrobisz tego do dziewiątej w nocy, to…- przerwał, tworząc dramatyczną pauzę.- Sam go zabiję albo wynajmę kogoś odpowiedniego.- Zamarłam. Nie miałam pojęcia, jak powinnam zareagować. Przecież nie mogłam go zabić!
-Szefie! Od kiedy to szef taki w gorącej wodzie kąpany?- zażartowałam, jednak najwidoczniej nie był w humorze.
-Ta godzina obowiązuje- rzekł i rozłączył się. Znowu chciałam przezwać go palantem, ale przerwałam wpół wyrazu i zmieniłam na inny: „idiota”.
Losie, czemu jesteś tak podły? Dlaczego nie mogłam być człowiekiem albo jakimś przybyszem z innej planety? Już chyba obcy łatwiej by się tutaj zaklimatyzował, niż ja… Westchnęłam z rezygnacją. Spakowałam książki i wyszłam na uczelnię. Miałam nadzieję, że przynajmniej tam zyskam nieco spokoju i prywatności.
Oczywiście, przeliczyłam się. Patryk rzucał mi ukradkowe i zaciekawione spojrzenia, a Daniel nie odstępował mnie na krok. Myślałam, że zwariuję. Co najgorsze, chodziliśmy na wszystkie zajęcia razem, więc nie mogłam się odpędzić od ich towarzystwa. W każdej chwili rozglądałam się za Losem myśląc, że pojawi się w szkole, jednak tak się nie stało. Po porwaniu i mocnym związaniu nadgarstków, nadal nie mogłam prawidłowo poruszać palcami. Wciąż czułam dreszcze i częściej miewałam skurcze. Musiałam o tym zapomnieć, ale pamięć w takich sprawach bywa nieprzejednana.
-Coś się stało?- usłyszałam delikatny głos Daniela. Na chwilę przestał mówić o swojej złości na jednego z profesorów i zainteresował się moją smętną miną.
-Nic- odparłam niby od niechcenia, ale to mu nie wystarczyło. Szybko zmyłam się do szkolnej toalety. Stanęłam przed wybrudzonym lustrem i przeczesałam palcami włosy. Westchnęłam głęboko.  Moje życie stało się mocno skomplikowane. Kilka dziewczyn spojrzało na mnie, ale tylko jedna spytała, czy dobrze się czuję. Kiwnęłam głową odrzucając podejrzenia mojego złego samopoczucia lub życiowych problemów.
Kiedy wyszłam z toalety od razu poczułam, że coś jest nie tak. W jednym kącie stała grupa studentów. Kogoś otoczyła. Wykazałam się dużą ciekawością, więc podeszłam do zebranych i próbowałam się przecisnąć, aby zobaczyć powód ich zainteresowania. Gdy wreszcie udało mi się to ustalić, byłam nie tylko zdumiona, ale też przerażona i zrozpaczona.
Szybko podbiegłam do dwóch bijących się chłopców, a raczej jednego, który okładał drugiego pięściami. Rozpoznałam ich twarze, nawet teraz, gdy z obu kapała krew i pot.
-Patryk!- wrzasnęłam na cały głos. Chciałam krzyknąć imię drugiego młodego mężczyzny, jednak nie mogłam wymówić prawdziwego, gdyż byłoby to zbyt podejrzane. Odwrócili się w moją stronę i przestali bić. Stanęłam między nimi.- Rozejść się!- krzyknęłam do zebranego tłumu. Usłuchali.- Co wy, do jasnej cholery, wyprawiacie?!- nie kryłam zdenerwowania. Jednak, gdy zobaczyłam złamany nos Patryka oraz chyba skręconą rękę Losu, spytałam go tylko, czy przyjechał autem. Wzięłam ich za ręce. Zobaczyłam triumfujący uśmieszek Patryka, jaki posłał do mojego przyjaciela oraz zirytowaną minę drugiego.- Zachowujcie się jak należy- upomniałam ich, niczym troskliwa matka, po czym pojechaliśmy do szpitala. Droga nie była zbyt przyjemna, tym bardziej, że...
__________________________
Do następnego wpisu ! :*
Wasza Amy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz