Dzisiejszy rozdział odkryje jedną z większych tajemnic opowiadania. Mam nadzieję, że oczywiście, pozostaniecie przy Lenie (i mnie przy okazji :D ) do końca. Wytrwałość to ważna cecha, pielęgnujcie ją! ;)
!!! Dla tych, którzy nie mają konta na google, założyłam specjalne konto na poczcie. Możecie wysyłać na nie swoje opinie o opowieści, a także wszelkie kierowane do mnie pytania, oceny, itp. Wszystko to kierujcie na mail : skrytobojczyni.lena@op.pl
Następny rozdział ukaże się 30 maja (sobota). Macie już plany na wakacje? :)
Przyjemnego czytania życzę ! :)
__________________________________
Przez ostatni
czas nie wychodziłam z domu. Nie chodziłam na uczelnię. Nie spotykałam się ze
znajomymi. Z nikim i z niczym nie chciałam mieć nic wspólnego. Na dom nałożyłam
blokadę, dzięki której żadna istota nie mogła się do mnie teleportować bez mej
zgody. Czułam… właściwie, to nie potrafiłam tego nazwać. Uczucie pomiędzy
wstydem i odrzuceniem a pożądaniem i tęsknotą- było nie do zniesienia. Czarami
przywoływałam koperty ze skrzynki, internetowo robiłam zakupy, płaciłam
rachunki. Nie było mi potrzebne nic więcej. Chciałam umrzeć… Przez cały tydzień
marzyłam o tym, by stracić życie. Jednak, za każdym razem tchórzyłam, a może
właśnie- wykazywałam się odwagą?
Demona nie
jest tak łatwo zabić. Gdybym jednak poprosiła o duże ochłodzenie, a może zwyczajnie
weszła do wanny pełnej lodu na chociaż cały dzień, udałoby mi się popełnienie
samobójstwa. Ale chyba nie o to do końca mi chodziło. Byłam załamana
psychicznie. Wszystko mnie bolało, ale wewnątrz, gdyż w złamanej ręce nie
odczuwałam aż tak wielkiego bólu.
-Otwórz
drzwi!- usłyszałam rozkazujący krzyk z korytarza.
Los znowu
próbował wejść do mojego mieszkania. Rzuciłam tylko kilka tajemniczych słów,
jakie nieco wzmocniły drzwi. Wiedziałam, że popełniam wielki błąd. Jeszcze
większy, niż wtedy, gdy okłamałam przyjaciela. Ale nie potrafiłam pokazać mu
się twarzą w twarz. Zraniłam go. I Patryka. I siebie. Właściwie to wszystkich,
którzy mnie znali. Szef ogromnie się na mnie zdenerwował, a gdy nie
odpowiadałam na jego telefony, zlecenie zabójstwa dał innemu Zmiennemu.
Oczywiście, nie mogłam pozwolić na to morderstwo. Wiedziałam, że sprzeciwiam
się całej Radzie Demonów, mimo to blokada na Patryka zadziałała. Nie mogli go
zobaczyć, chronił go czar, dzięki któremu nie mieli szans, aby go odnaleźć.
-Otwórz te
cholerne drzwi, bo inaczej je wyważę!- krzyknął. Usłyszałam głos sąsiadki,
która zwróciła mu uwagę, że powinien zachować ciszę. Zapewne zbył ją wzruszeniem
ramion albo odpowiedział nieprzyjaźnie. Za dobrze go znałam.- Lena! Jak nie
otworzysz, to przysięgam, że dopiero wtedy zobaczysz we mnie prawdziwego
demona!- wrzasnął jeszcze głośniej. Nadal nie reagowałam. Siedziałam na krześle
w kuchni i z daleka wpatrywałam się w świat za oknem. Beztroskie dzieci,
niemowlęta śpiące w wózkach, zakochani… ostatnie zmroziło krew w moich żyłach.-
Lena, błagam.- dużo delikatniejszy głos Losu, pełen żałości i desperacji był
już ledwo słyszalny zza drugiej strony drzwi. Poczułam łzy, które pociekły z
moich oczu. Nie mogłam powstrzymać płaczu. Dlaczego musiało dojść do tego
wszystkiego?- Zostanę tutaj do momentu, aż wyjdziesz. Wiem, że on nadejdzie! I
mogę wygadać naszą tajemnicę! Wiesz, że jestem do tego zdolny!- wiedziałam,
doskonale o tym wiedziałam. A jednak nadal nie reagowałam.
Wzięłam do
ręki jeden z listów, jakie znajdowałam pod drzwiami mieszkania każdego ranka.
List od Patryka. Teraz trzymałam ten, w którym najbardziej mnie przepraszał i
tłumaczył swoje milczenie. Jego treść sprawiała, że bolało mnie serce. „Lena!
Zraniłem cię, wiem o tym. Ale jak inaczej mogłem poznać prawdziwą miłość i smak
twoich warg? Przepraszam. Jestem dupkiem, świnią, chamem i wszystkim tym, od
czego mnie teraz wyzywasz”.
-Och, czyli
jesteś moim miłosnym, ale też przeklętym skarbem? Nieuchwytnym?- wyszeptałam i
kontynuowałam czytanie: „Przepraszam za to, że ukryłem to, kim naprawdę jestem.
Nie-demon i nie-człowiek, tylko odwrotność demona. Opiekun lub inaczej
Posłaniec. Ty służysz żywiołowi- ogniowi, chociaż nie chcesz w nim istnieć, a
ja służę wodzie. Stąd twoje oparzone wargi. Jesteś ogniem, a gdy spotykał się z
wodą, tworzył bańkę. Ta pękała, pozostawiając po sobie sparzone koło na ustach
Wybranki”. Do tej pory zastanawiało mnie to słowo. Wybranka… o co chodziło?
-Lena-
stłumiony głos dobiegł zza zamkniętych drzwi. Nie wytrzymałam. Otworzyłam je.
Przede mną stał Los. Lekko się zaniedbał. Jego koszula była trochę mokra, na
jednym z rękawów zauważyłam małą czerwoną plamę. Rozpoznałam ją- krew. Popatrzył
na mnie. Miał zaczerwienione oczy. Jedną z mych łez wytarł swoim palcem, a po
chwili prawie rzucił mi się w ramiona. Mocno mnie uścisnął.- Nie wyobrażasz
sobie, jak bardzo się bałem- rzekł, a ja popłakałam się. Nie mogłam dłużej
zapanować nad goryczą, która stanęła jak wielka gula w moim gardle.
-Chodź-
powiedziałam tylko i usiedliśmy w kuchni. Już miałam towarzystwo. Mój
przyjaciel nic nie mówił. Posyłał mi tylko pytające spojrzenie, ale nie kryła
się w nim nagana czy specjalna zachęta do mówienia.- Patryk jest Opiekunem. Nie
możemy być razem. Zresztą, ja nie potrafię kochać- westchnęłam.
-Potrafisz.
Pokochałaś mnie, jego również.
-W tym
uczuciu kryło się więcej pożądania, niż miłości- odparłam z wyrzutem.
-Wszyscy cię kochamy, Lena, bo jesteś naszym
skarbem- te słowa sprawiły, że inaczej popatrzyłam na swoją beznadziejną
sytuację.
-A czy
kiedykolwiek poczuję coś innego od pożądania, jakie już wykorzystywałam na
ludziach? Na nic nieświadomych mężczyznach, którzy myśleli, że ich pokochałam?
-Wszyscy są z
tobą. Jeśli będzie trzeba, sprzeciwię się każdemu, kto nie zechce twojego
szczęścia. Wiem, że Demon i Opiekun nie mogą być razem. Tego zabraniają
wszystkie kodeksy oraz zwykły zdrowy rozsądek. Pomyśl jednak: na pewno nikt go
nie zabije, skoro prawda wyszła na jaw.
-Jak to?-
poczułam płomyk nadziei.
-Opiekuna nie
można zabić, chyba że w pojedynku prawdy. Takie jest prawo.
-Tak! To jest
rozwiązanie!- krzyknęłam radośnie, zrywając się z krzesła.- Kocham cię-
powiedziałam i pocałowałam Los w policzek. Robiłam tak już nie raz, ale chyba
nigdy z taką radością. No, może wtedy, gdy kupił mi auto.- Ale nie mogę skazać
Patryka na śmierć- moja radość przeminęła tak jak liść, którego porwał wiatr.
-Obiecuję ci,
że on nie umrze.
-Jeśli wygra
pojedynek, a zwycięstwo zawsze stało po stronie demonów.
-Owszem, ale
to ja stanę do pojedynku. Nie będę walczyć, by zabić, lecz by uratować.
-Nie! Nie
zgadzam się na to! W pojedynku zawsze jeden musi ponieść śmierć! Nie pozwolę
ci!
-Lena, kocham
cię, a dla tak wspaniałej przyrodniej siostry, zrobiłbym wszystko.- rzekł, po
czym rozpłynął się w powietrzu, przenikając prze mą blokadę.
Zostałam sama. Czułam, jak serce wyrywa się z mojej
piersi, jak przerażenie złapało mnie za płuca i nie pozwalało oddychać, jak
wielka pięść zdusiła mój okrzyk pełen strachu i bólu. Bałam się i miałam nadzieję, że Los nie spełni swojej obietnicy._________________________________
Do następnego wpisu !
Wasza Amy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz