piątek, 22 maja 2015

Rozdział 12

Cześć! Co tam u Was słychać? U mnie wieje sprawdzianami, kartkówkami, zadaniami... :/ Nauczyciele dowalają nam, jak tylko mogą. Ale cóż, takie życie (chociaż mogło by być miłosierniejsze). :D
Dzisiejszy rozdział odkryje jedną z większych tajemnic opowiadania. Mam nadzieję, że oczywiście, pozostaniecie przy Lenie (i mnie przy okazji :D ) do końca. Wytrwałość to ważna cecha, pielęgnujcie ją! ;) 
!!! Dla tych, którzy nie mają konta na google, założyłam specjalne konto na poczcie. Możecie wysyłać na nie swoje opinie o opowieści, a także wszelkie kierowane do mnie pytania, oceny, itp. Wszystko to kierujcie na mail : skrytobojczyni.lena@op.pl

Następny rozdział ukaże się 30 maja (sobota). Macie już plany na wakacje? :)
Przyjemnego czytania życzę ! :)
__________________________________

Przez ostatni czas nie wychodziłam z domu. Nie chodziłam na uczelnię. Nie spotykałam się ze znajomymi. Z nikim i z niczym nie chciałam mieć nic wspólnego. Na dom nałożyłam blokadę, dzięki której żadna istota nie mogła się do mnie teleportować bez mej zgody. Czułam… właściwie, to nie potrafiłam tego nazwać. Uczucie pomiędzy wstydem i odrzuceniem a pożądaniem i tęsknotą- było nie do zniesienia. Czarami przywoływałam koperty ze skrzynki, internetowo robiłam zakupy, płaciłam rachunki. Nie było mi potrzebne nic więcej. Chciałam umrzeć… Przez cały tydzień marzyłam o tym, by stracić życie. Jednak, za każdym razem tchórzyłam, a może właśnie- wykazywałam się odwagą?
Demona nie jest tak łatwo zabić. Gdybym jednak poprosiła o duże ochłodzenie, a może zwyczajnie weszła do wanny pełnej lodu na chociaż cały dzień, udałoby mi się popełnienie samobójstwa. Ale chyba nie o to do końca mi chodziło. Byłam załamana psychicznie. Wszystko mnie bolało, ale wewnątrz, gdyż w złamanej ręce nie odczuwałam aż tak wielkiego bólu.
-Otwórz drzwi!- usłyszałam rozkazujący krzyk z korytarza.
Los znowu próbował wejść do mojego mieszkania. Rzuciłam tylko kilka tajemniczych słów, jakie nieco wzmocniły drzwi. Wiedziałam, że popełniam wielki błąd. Jeszcze większy, niż wtedy, gdy okłamałam przyjaciela. Ale nie potrafiłam pokazać mu się twarzą w twarz. Zraniłam go. I Patryka. I siebie. Właściwie to wszystkich, którzy mnie znali. Szef ogromnie się na mnie zdenerwował, a gdy nie odpowiadałam na jego telefony, zlecenie zabójstwa dał innemu Zmiennemu. Oczywiście, nie mogłam pozwolić na to morderstwo. Wiedziałam, że sprzeciwiam się całej Radzie Demonów, mimo to blokada na Patryka zadziałała. Nie mogli go zobaczyć, chronił go czar, dzięki któremu nie mieli szans, aby go odnaleźć.
-Otwórz te cholerne drzwi, bo inaczej je wyważę!- krzyknął. Usłyszałam głos sąsiadki, która zwróciła mu uwagę, że powinien zachować ciszę. Zapewne zbył ją wzruszeniem ramion albo odpowiedział nieprzyjaźnie. Za dobrze go znałam.- Lena! Jak nie otworzysz, to przysięgam, że dopiero wtedy zobaczysz we mnie prawdziwego demona!- wrzasnął jeszcze głośniej. Nadal nie reagowałam. Siedziałam na krześle w kuchni i z daleka wpatrywałam się w świat za oknem. Beztroskie dzieci, niemowlęta śpiące w wózkach, zakochani… ostatnie zmroziło krew w moich żyłach.- Lena, błagam.- dużo delikatniejszy głos Losu, pełen żałości i desperacji był już ledwo słyszalny zza drugiej strony drzwi. Poczułam łzy, które pociekły z moich oczu. Nie mogłam powstrzymać płaczu. Dlaczego musiało dojść do tego wszystkiego?- Zostanę tutaj do momentu, aż wyjdziesz. Wiem, że on nadejdzie! I mogę wygadać naszą tajemnicę! Wiesz, że jestem do tego zdolny!- wiedziałam, doskonale o tym wiedziałam. A jednak nadal nie reagowałam.
Wzięłam do ręki jeden z listów, jakie znajdowałam pod drzwiami mieszkania każdego ranka. List od Patryka. Teraz trzymałam ten, w którym najbardziej mnie przepraszał i tłumaczył swoje milczenie. Jego treść sprawiała, że bolało mnie serce. „Lena! Zraniłem cię, wiem o tym. Ale jak inaczej mogłem poznać prawdziwą miłość i smak twoich warg? Przepraszam. Jestem dupkiem, świnią, chamem i wszystkim tym, od czego mnie teraz wyzywasz”.
-Och, czyli jesteś moim miłosnym, ale też przeklętym skarbem? Nieuchwytnym?- wyszeptałam i kontynuowałam czytanie: „Przepraszam za to, że ukryłem to, kim naprawdę jestem. Nie-demon i nie-człowiek, tylko odwrotność demona. Opiekun lub inaczej Posłaniec. Ty służysz żywiołowi- ogniowi, chociaż nie chcesz w nim istnieć, a ja służę wodzie. Stąd twoje oparzone wargi. Jesteś ogniem, a gdy spotykał się z wodą, tworzył bańkę. Ta pękała, pozostawiając po sobie sparzone koło na ustach Wybranki”. Do tej pory zastanawiało mnie to słowo. Wybranka… o co chodziło?
-Lena- stłumiony głos dobiegł zza zamkniętych drzwi. Nie wytrzymałam. Otworzyłam je. Przede mną stał Los. Lekko się zaniedbał. Jego koszula była trochę mokra, na jednym z rękawów zauważyłam małą czerwoną plamę. Rozpoznałam ją- krew. Popatrzył na mnie. Miał zaczerwienione oczy. Jedną z mych łez wytarł swoim palcem, a po chwili prawie rzucił mi się w ramiona. Mocno mnie uścisnął.- Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się bałem- rzekł, a ja popłakałam się. Nie mogłam dłużej zapanować nad goryczą, która stanęła jak wielka gula w moim gardle.
-Chodź- powiedziałam tylko i usiedliśmy w kuchni. Już miałam towarzystwo. Mój przyjaciel nic nie mówił. Posyłał mi tylko pytające spojrzenie, ale nie kryła się w nim nagana czy specjalna zachęta do mówienia.- Patryk jest Opiekunem. Nie możemy być razem. Zresztą, ja nie potrafię kochać- westchnęłam.
-Potrafisz. Pokochałaś mnie, jego również.
-W tym uczuciu kryło się więcej pożądania, niż miłości- odparłam z wyrzutem.
-Wszyscy cię kochamy, Lena, bo jesteś naszym skarbem- te słowa sprawiły, że inaczej popatrzyłam na swoją beznadziejną sytuację.
-A czy kiedykolwiek poczuję coś innego od pożądania, jakie już wykorzystywałam na ludziach? Na nic nieświadomych mężczyznach, którzy myśleli, że ich pokochałam?
-Wszyscy są z tobą. Jeśli będzie trzeba, sprzeciwię się każdemu, kto nie zechce twojego szczęścia. Wiem, że Demon i Opiekun nie mogą być razem. Tego zabraniają wszystkie kodeksy oraz zwykły zdrowy rozsądek. Pomyśl jednak: na pewno nikt go nie zabije, skoro prawda wyszła na jaw.
-Jak to?- poczułam płomyk nadziei.
-Opiekuna nie można zabić, chyba że w pojedynku prawdy. Takie jest prawo.
-Tak! To jest rozwiązanie!- krzyknęłam radośnie, zrywając się z krzesła.- Kocham cię- powiedziałam i pocałowałam Los w policzek. Robiłam tak już nie raz, ale chyba nigdy z taką radością. No, może wtedy, gdy kupił mi auto.- Ale nie mogę skazać Patryka na śmierć- moja radość przeminęła tak jak liść, którego porwał wiatr.
-Obiecuję ci, że on nie umrze.
-Jeśli wygra pojedynek, a zwycięstwo zawsze stało po stronie demonów.
-Owszem, ale to ja stanę do pojedynku. Nie będę walczyć, by zabić, lecz by uratować.
-Nie! Nie zgadzam się na to! W pojedynku zawsze jeden musi ponieść śmierć! Nie pozwolę ci!
-Lena, kocham cię, a dla tak wspaniałej przyrodniej siostry, zrobiłbym wszystko.- rzekł, po czym rozpłynął się w powietrzu, przenikając prze mą blokadę.
Zostałam sama. Czułam, jak serce wyrywa się z mojej piersi, jak przerażenie złapało mnie za płuca i nie pozwalało oddychać, jak wielka pięść zdusiła mój okrzyk pełen strachu i bólu. Bałam się i miałam nadzieję, że Los nie spełni swojej obietnicy.

_________________________________

Do następnego wpisu !
Wasza Amy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz