Przepraszam za jednodniowe spóźnienie. Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone ;)
Oby rozdział się spodobał, chociaż zabobonni uznają, że 13 nie brzmi zachęcająco :D Nie dajcie się zabobonom! :P
Dobra, już życzę miłego czytania! :) I zapraszam do komentowania :)
__________________________
Minęło kilka
godzin od wizyty Losu. Czułam się jak balon, który zaraz pęknie. Różnica
polegała na tym, że nie od przebicia igłą, lecz od nadmiaru emocji. Bałam się i
cieszyłam równocześnie, trochę płakałam, chociaż nie tak bardzo jak wcześniej.
-Jaka ja jestem
głupia!- kolejny raz powiedziałam to do mojego odbicia w lustrze, po czym lekko
uderzyłam się ręką w głowę. Na mój pech, zrobiłam to lewą i przez to gips
sprawił mi nieco więcej bólu, niż zamierzałam go sobie zadać.
Policzki
miałam lekko zarumienione, zadrapania próbowałam ukryć pudrem, ale nie miałam
siły nawet na to, aby sprawdzić, czy rzeczywiście to się powiodło. Czekałam na
jakikolwiek znak od Losu. Dzwoniłam do niego, lecz nie odbierał. Poszłam do
jego mieszkania, ale mi nie otworzył. Apokalipsa również martwiła się o niego.
Mówiła, że w takich chwilach ma zamiar spełnić swoje przeznaczenie. Gdy byłam
nieco młodsza i jeszcze nie do końca doświadczona w naszych demonicznych
sprawach, pytałam ją, co to znaczy, a ona kiedyś mi odpowiedziała: „Koniec
świata, mała. Koniec świata”. Od tamtej pory próbowałam jej nie irytować.
Nagle
usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć z myślą, że to Los. Ale przede
mną stał ktoś inny. Ktoś, kogo też bardzo chciałam zobaczyć, chociaż
wiedziałam, że to złe. Nie mogłam na niego patrzeć, bo wtedy zapominałam o
całym świecie. Wpatrywałam się tylko w głębię oceanu i zatapiałam w myślach, co
moglibyśmy robić razem we wspólnej przyszłości. To samo robiłam teraz. Szybko
otrząsnęłam się z oszołomienia i bzdurnych marzeń.
-Patryk?-
spytałam z niedowierzaniem. Rzucił mi troskliwe spojrzenie, w którym zobaczyłam
też dużo uczucia. Uczucia, jakie powodowało u mnie nogi jak z waty.
-Gonią mnie.
Przyszedłem się pożegnać- powiedział, a ja nie miałam pojęcia, o co chodzi. Ale
zanim zdążyłam o to spytać, poczułam jego wargi na swoich. Zatopiłam się w
pocałunku wiedząc, że nie powinnam. Że popełniam błąd, bo przecież nasz związek
się rozpadnie. Jego słowa nie dawały mi spokoju, chociaż tak bardzo pragnęłam
zapomnieć o nich i o nim. A zarazem pragnęłam zostawić go przy sobie już na
zawsze. Moje sprzeczne uczucia były nie do wytrzymania. Pocałunek dobiegł
końca, ku mojej uldze, ale też smutkowi.
-Co? O czym
ty mówisz?- pytałam żałośnie.
Widział moją
zdesperowaną minę, ale najwidoczniej bardzo mu się śpieszyło. Zobaczyłam, że
robi mały krok w tył. Korzystając z mojego wyszkolenia na wojowniczkę,
chwyciłam go za kołnierz i z całej siły popchnęłam do przodu. Po drodze
kopnęłam drzwi, które zamknęły się z hukiem. Rzucił mi pytające spojrzenie, ale
widziałam w nim też inne uczucia- coś jakby… pożądanie. Wzdrygnęłam się na tę
myśl, ale nie chciałam psuć tej chwili kolejnymi, głupimi myślami. Odwróciłam
się tyłem w stronę drzwi, stając bliżej nich, wciąż trzymając go za kołnierz.
Zasunęłam zasuwę i przekręciłam klucz w zamku, chociaż wiedziałam, że jeśli
ktoś zechce się tutaj dostać, to może z łatwością.
Chciałam mu
powiedzieć, co naprawdę czuję. Chciałam powiedzieć, że to miłość. Chciałam mu
powiedzieć: „Patryk, kocham cię!”, po czym rzucić mu się w ramiona. Jednak
słowa uwięzły mi w gardle, a ja wydałam z siebie odgłos podobny do dziwnego
chrząknięcia. Rzucił mi uwodzicielskie spojrzenie. Och, czy przypadkiem
wcześniej też tak nie robiłam jemu?
-Lena, ja…-
zaczął, ale przerwałam mu pocałunkiem. Bałam się, co może powiedzieć. Kocha
mnie czy nienawidzi? Czy może chce sobie dać ze mną spokój? Czy właśnie
uświadomił sobie, że demon i Opiekun to postacie tak różne, że nie mogą być
razem?
Złapał mnie z
tyłu i powoli przesuwał dłonie w dół moich pleców. Ja wczepiłam palce w jego
włosy. Żałowałam, że mam sprawną tylko jedną rękę. Gips z drugiej wbijał mi się
w żebra, ale ignorowałam ten ból, ponieważ chciałam, by ta chwila trwała
wiecznie. Bardzo powoli zaczęłam ściągać mu płaszcz. Po chwili spadł na ziemię.
Usłyszałam tylko, jak plastikowe guziki uderzyły o twardą posadzkę. Zrobiło mi
się gorąco na myśl, do czego właśnie dążymy. Jednak wcale nie miałam ochoty
tego przerwać. Marzyłam o tym, aby ta chwila trwała wiecznie i skończyła się
tak, jak sobie wyobraziłam. Wiedziałam, że on jest tym jedynym, chociaż tak
bardzo się bałam naszej niepewnej przyszłości. Bałam się, że będę musiała go
zabić, bo jeśli nie, to zrobi to ktoś inny. Poczułam jego palce, które
delikatnie muskały mój goły brzuch. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, który
sprawił, że zapragnęłam jeszcze więcej. Tak bardzo chciałam… chciałam… Sama nie
wiedziałam, czego. Wiedziałam tylko jedno słowo, które mogło dokończyć to
zdanie i być w pełni prawdziwe: chciałam
jego.
Nasz
pocałunek i powolną wędrówkę w stronę sypialni przerwał potężny huk. Zerwałam
się z miejsca i zobaczyłam, że ktoś wyważył drzwi wejściowe. Do mojego
mieszkania wszedł inny demon. Popatrzył na mnie łapczywie. Szybko podciągnęłam w
dół bluzkę podwiniętą do połowy brzucha. Rzucił nam zirytowane spojrzenie.
-Kazano mi
zabić tylko jedno- rzekł twardym, stanowczym i zimnym głosem. Odbił się jak
żelazo o ściany mieszkania i poczułam niemal fizyczny ból w sercu.
Spojrzałam w
to miejsce. A tam… zobaczyłam krew. Powoli rozpływała się, tworząc piękny wzór
kwiatu. Jego delikatne, czerwone płatki zaczęły być coraz bardziej widoczne.
Nie miałam wbitego żadnego noża ani sztyletu. Nic. A jednak poczułam większy
ból i pieczenie, wręcz nie do zniesienia. Przycisnęłam dłoń do rany, a gdy ją
odjęłam, zobaczyłam na niej wielką plamę ciemnoczerwonej krwi. Spływała przez
moje palce, aż w końcu rozchlapywała się na jasnych, świeżo umytych kafelkach. Chciałam
wziąć głęboki oddech, ale nie mogłam. Z przerażeniem spojrzałam na swoje
odbicie. Moja skóra przybrała kolor kości słoniowej. Zarumienione policzki
stały się blade jak pergamin. Napastnikowi rzuciłam gniewne, nienawistne
spojrzenie. Zobaczył je, ale zareagował tylko złowieszczym uśmiechem, w jakim
widziałam dumę.
-Lena!-
rozpaczliwy krzyk Patryka rozszedł się w mojej głowie i całym ciele. Przeszedł
mnie dreszcz. Czułam się taka słaba. Miałam ochotę położyć się na ziemię i
zasnąć. I spać wiecznie. Mocny uścisk Patryka przywołał mnie na ziemię.-
Dupku!- krzyknął w stronę mojego mordercy, po czym rzucił w niego sztyletem.
Nie widziałam nic więcej. Usłyszałam tylko krzyk, w którym wyczułam ból. Sama
miałam ochotę krzyczeć.- Nie zamykaj oczu! Nie zamykaj oczu!- Patryk powtarzał
te trzy słowa, jakby był w jakimś transie. Chciałam się uśmiechnąć, ale nie mogłam.
Poczułam tylko, jak podniósł mnie z ziemi, wziął w ramiona, a potem… Potem nie
czułam już nic więcej. Chociaż moje oczy zdążyły zarejestrować jeszcze większą
plamę krwi na jego klatce piersiowej, niż w miejscu mojego serca. Czy to była
moja krew, czy…?
___________________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz