niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 13

Przepraszam za jednodniowe spóźnienie. Mam nadzieję, że zostanie mi wybaczone ;)
Oby rozdział się spodobał, chociaż zabobonni uznają, że 13 nie brzmi zachęcająco :D Nie dajcie się zabobonom! :P
Dobra, już życzę miłego czytania! :) I zapraszam do komentowania :)

__________________________
Minęło kilka godzin od wizyty Losu. Czułam się jak balon, który zaraz pęknie. Różnica polegała na tym, że nie od przebicia igłą, lecz od nadmiaru emocji. Bałam się i cieszyłam równocześnie, trochę płakałam, chociaż nie tak bardzo jak wcześniej.
-Jaka ja jestem głupia!- kolejny raz powiedziałam to do mojego odbicia w lustrze, po czym lekko uderzyłam się ręką w głowę. Na mój pech, zrobiłam to lewą i przez to gips sprawił mi nieco więcej bólu, niż zamierzałam go sobie zadać.
Policzki miałam lekko zarumienione, zadrapania próbowałam ukryć pudrem, ale nie miałam siły nawet na to, aby sprawdzić, czy rzeczywiście to się powiodło. Czekałam na jakikolwiek znak od Losu. Dzwoniłam do niego, lecz nie odbierał. Poszłam do jego mieszkania, ale mi nie otworzył. Apokalipsa również martwiła się o niego. Mówiła, że w takich chwilach ma zamiar spełnić swoje przeznaczenie. Gdy byłam nieco młodsza i jeszcze nie do końca doświadczona w naszych demonicznych sprawach, pytałam ją, co to znaczy, a ona kiedyś mi odpowiedziała: „Koniec świata, mała. Koniec świata”. Od tamtej pory próbowałam jej nie irytować.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć z myślą, że to Los. Ale przede mną stał ktoś inny. Ktoś, kogo też bardzo chciałam zobaczyć, chociaż wiedziałam, że to złe. Nie mogłam na niego patrzeć, bo wtedy zapominałam o całym świecie. Wpatrywałam się tylko w głębię oceanu i zatapiałam w myślach, co moglibyśmy robić razem we wspólnej przyszłości. To samo robiłam teraz. Szybko otrząsnęłam się z oszołomienia i bzdurnych marzeń.
-Patryk?- spytałam z niedowierzaniem. Rzucił mi troskliwe spojrzenie, w którym zobaczyłam też dużo uczucia. Uczucia, jakie powodowało u mnie nogi jak z waty.
-Gonią mnie. Przyszedłem się pożegnać- powiedział, a ja nie miałam pojęcia, o co chodzi. Ale zanim zdążyłam o to spytać, poczułam jego wargi na swoich. Zatopiłam się w pocałunku wiedząc, że nie powinnam. Że popełniam błąd, bo przecież nasz związek się rozpadnie. Jego słowa nie dawały mi spokoju, chociaż tak bardzo pragnęłam zapomnieć o nich i o nim. A zarazem pragnęłam zostawić go przy sobie już na zawsze. Moje sprzeczne uczucia były nie do wytrzymania. Pocałunek dobiegł końca, ku mojej uldze, ale też smutkowi.
-Co? O czym ty mówisz?- pytałam żałośnie.
Widział moją zdesperowaną minę, ale najwidoczniej bardzo mu się śpieszyło. Zobaczyłam, że robi mały krok w tył. Korzystając z mojego wyszkolenia na wojowniczkę, chwyciłam go za kołnierz i z całej siły popchnęłam do przodu. Po drodze kopnęłam drzwi, które zamknęły się z hukiem. Rzucił mi pytające spojrzenie, ale widziałam w nim też inne uczucia- coś jakby… pożądanie. Wzdrygnęłam się na tę myśl, ale nie chciałam psuć tej chwili kolejnymi, głupimi myślami. Odwróciłam się tyłem w stronę drzwi, stając bliżej nich, wciąż trzymając go za kołnierz. Zasunęłam zasuwę i przekręciłam klucz w zamku, chociaż wiedziałam, że jeśli ktoś zechce się tutaj dostać, to może z łatwością.
Chciałam mu powiedzieć, co naprawdę czuję. Chciałam powiedzieć, że to miłość. Chciałam mu powiedzieć: „Patryk, kocham cię!”, po czym rzucić mu się w ramiona. Jednak słowa uwięzły mi w gardle, a ja wydałam z siebie odgłos podobny do dziwnego chrząknięcia. Rzucił mi uwodzicielskie spojrzenie. Och, czy przypadkiem wcześniej też tak nie robiłam jemu?
-Lena, ja…- zaczął, ale przerwałam mu pocałunkiem. Bałam się, co może powiedzieć. Kocha mnie czy nienawidzi? Czy może chce sobie dać ze mną spokój? Czy właśnie uświadomił sobie, że demon i Opiekun to postacie tak różne, że nie mogą być razem?
Złapał mnie z tyłu i powoli przesuwał dłonie w dół moich pleców. Ja wczepiłam palce w jego włosy. Żałowałam, że mam sprawną tylko jedną rękę. Gips z drugiej wbijał mi się w żebra, ale ignorowałam ten ból, ponieważ chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. Bardzo powoli zaczęłam ściągać mu płaszcz. Po chwili spadł na ziemię. Usłyszałam tylko, jak plastikowe guziki uderzyły o twardą posadzkę. Zrobiło mi się gorąco na myśl, do czego właśnie dążymy. Jednak wcale nie miałam ochoty tego przerwać. Marzyłam o tym, aby ta chwila trwała wiecznie i skończyła się tak, jak sobie wyobraziłam. Wiedziałam, że on jest tym jedynym, chociaż tak bardzo się bałam naszej niepewnej przyszłości. Bałam się, że będę musiała go zabić, bo jeśli nie, to zrobi to ktoś inny. Poczułam jego palce, które delikatnie muskały mój goły brzuch. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, który sprawił, że zapragnęłam jeszcze więcej. Tak bardzo chciałam… chciałam… Sama nie wiedziałam, czego. Wiedziałam tylko jedno słowo, które mogło dokończyć to zdanie i być w pełni prawdziwe: chciałam jego.
Nasz pocałunek i powolną wędrówkę w stronę sypialni przerwał potężny huk. Zerwałam się z miejsca i zobaczyłam, że ktoś wyważył drzwi wejściowe. Do mojego mieszkania wszedł inny demon. Popatrzył na mnie łapczywie. Szybko podciągnęłam w dół bluzkę podwiniętą do połowy brzucha. Rzucił nam zirytowane spojrzenie.
-Kazano mi zabić tylko jedno- rzekł twardym, stanowczym i zimnym głosem. Odbił się jak żelazo o ściany mieszkania i poczułam niemal fizyczny ból w sercu.
Spojrzałam w to miejsce. A tam… zobaczyłam krew. Powoli rozpływała się, tworząc piękny wzór kwiatu. Jego delikatne, czerwone płatki zaczęły być coraz bardziej widoczne. Nie miałam wbitego żadnego noża ani sztyletu. Nic. A jednak poczułam większy ból i pieczenie, wręcz nie do zniesienia. Przycisnęłam dłoń do rany, a gdy ją odjęłam, zobaczyłam na niej wielką plamę ciemnoczerwonej krwi. Spływała przez moje palce, aż w końcu rozchlapywała się na jasnych, świeżo umytych kafelkach. Chciałam wziąć głęboki oddech, ale nie mogłam. Z przerażeniem spojrzałam na swoje odbicie. Moja skóra przybrała kolor kości słoniowej. Zarumienione policzki stały się blade jak pergamin. Napastnikowi rzuciłam gniewne, nienawistne spojrzenie. Zobaczył je, ale zareagował tylko złowieszczym uśmiechem, w jakim widziałam dumę.

-Lena!- rozpaczliwy krzyk Patryka rozszedł się w mojej głowie i całym ciele. Przeszedł mnie dreszcz. Czułam się taka słaba. Miałam ochotę położyć się na ziemię i zasnąć. I spać wiecznie. Mocny uścisk Patryka przywołał mnie na ziemię.- Dupku!- krzyknął w stronę mojego mordercy, po czym rzucił w niego sztyletem. Nie widziałam nic więcej. Usłyszałam tylko krzyk, w którym wyczułam ból. Sama miałam ochotę krzyczeć.- Nie zamykaj oczu! Nie zamykaj oczu!- Patryk powtarzał te trzy słowa, jakby był w jakimś transie. Chciałam się uśmiechnąć, ale nie mogłam. Poczułam tylko, jak podniósł mnie z ziemi, wziął w ramiona, a potem… Potem nie czułam już nic więcej. Chociaż moje oczy zdążyły zarejestrować jeszcze większą plamę krwi na jego klatce piersiowej, niż w miejscu mojego serca. Czy to była moja krew, czy…?
___________________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz