sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 14

Cześć wszystkim Czytelnikom!
Goni mnie czas, 
bo czasu mi brak! 
Do czytania zapraszam Was 
i czekam na Wasz znak! :D
Dzisiaj dopadł mnie humor poety, ale spokojnie: w rozdziale tego nie będzie ;) Oby wpis spodobał się, liczę na Wasze opinie/komentarze, itp. Przypominam o możliwości przesłania swojej oceny lub pytań do mnie na mail: skrytobojczyni.lena@op.pl :)
Życzę przyjemnego czytania! :)
____________________________________
Przebudziłam się. Szybko przypomniałam sobie ostatnie wydarzenia, więc prędko wyciągnęłam sprawną rękę i dotknęłam klatki piersiowej. Nie poczułam nic mokrego, a na palcach nie miałam już krwi. Miejsce, w którym zostałam zraniona, ktoś mi opatrzył, biały i gruby bandaż mocno przyciskał mi okład. Na czole miałam zmoczone chusteczki higieniczne. Chociaż czułam gorący ogień w moim środku, to zimna woda trochę mnie chłodziła. W miarę możliwości, rozejrzałam się po pomieszczeniu, w jakim znalazłam się obecnie. Leżałam na łóżku, przykryta grubą kołdrą. Odkryłam się, aby było mi chłodniej. Koło mnie stała mała drewniana komoda z dwoma szufladkami. Postawiono na niej butelkę jakiegoś syropu, szklankę wody, a także kolejne bandaże i wodę utlenioną. Ściany pomalowano na biało, a tylko jedną na ciemny fiolet. Wyglądało to elegancko i bardzo ładnie. Na suficie wisiała zwykła, szara lampa, w której paliła się tylko jedna żarówka. Czyżby reszta się spaliła?
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Odwróciłam się w tamtą stronę. Zobaczyłam, jak przez próg przechodzi Patryk. Próbowałam wstać, ale nie miałam siły. Z mojego gardła wydobył się cichy jęk. Chłopak szybko zwrócił wzrok w moją stronę.
-Nawet nie próbuj- powiedział i usiadł na brzegu łóżka. Na powrót przykrył mnie kołdrą. Rzuciłam mu zirytowane spojrzenie, ale on przysiadł na materiale w ten sposób, abym już nie mogła się odkryć.
-Tobie nic nie jest?- wychrypiałam. Z trudem mówiłam, chociaż bywały gorsze chwile.
-Nic. Ten idiota zaatakował ciebie. Może pomyliła mu się ofiara- powiedział.- Los opowiedział mi o twoim zleceniu. Czy to wszystko była tylko zwykła gra?- spytał.
W tym pytaniu wyczułam smutek. Wiedziałam, że w to nie wierzy, ale widocznie musiał się upewnić. I właśnie wtedy dostrzegłam małą szansę. Gdybym skłamała i powiedziała, że to prawda, dałby sobie ze mną spokój. Nie musiałby cierpieć, gdyby coś mi się stało, ponieważ wtedy nic by do mnie nie czuł. Tylko, czy ze mną stałoby się tak samo? Nie byłam tego taka pewna. Bałam się, że ja odczuwałabym ten ból spowodowany jego stratą jeszcze bardziej, ponieważ nie mogłabym zatrzymać go dłużej przy sobie. Patrzyłam na niego zakłopotana, a na jego czole powoli tworzyła się tajemnicza zmarszczka. Musiałam coś odpowiedzieć, a przez cały czas żyłam w przekonaniu, że kłamstwo będzie lepsze. Chociaż przez ostatnie mówienie nieprawdy, wszystko skończyło się tragicznie. Może powinnam mu powiedzieć, co naprawdę czuję? Może… Odchrząknęłam.
-Tak.- skłamałam i dalej brnęłam, coraz dalej, coraz dalej w tym kłamstwie.:- Grałam, bo musiałam zdobyć twoje zaufanie. Zawsze tak robię. Z każdą ofiarą.- sieć utkana kłamstwami i sprzecznymi uczuciami wirowała we mnie i zaplatała się coraz mocniej. Niemal czułam jej siłę oraz złość i niedowierzanie malujące się na twarzy mego rozmówcy. Widziałam, jak zacisnął dłonie w pięści, nie wierzył, że to powiedziałam. Zupełnie tak samo jak ja. Nie czułam ruchu moich ust, tak jakby odłączyły się od mózgu, od całego ciała i mówiły to, co chciały. Chociaż byłam święcie przekonana o tym, że postępuję właściwie, w środku buchał ogień i bynajmniej nie z powracającej gorączki, lecz z cierpienia, które sprawiał mi tak bardzo smutny i zawiedziony wzrok Patryka.
-Więc to prawda…- szepnął. W jego oczach widziałam ból. Nie został zraniony, a mimo wszystko wydawało mi się, że to psychiczne cierpienie było dużo gorsze od fizycznego. Przełknęłam ślinę. Chciałam powiedzieć, że kłamałam, ale nie pozwolił mi na to.- Jak wydobrzejesz, to będziesz musiała stąd pójść. Ktoś inny się tobą zajmie. Ja muszę gdzieś iść.
-Gdzie?- spytałam. Bałam się, że postanowił zrobić coś głupiego.
-Dlaczego musiałaś tak mnie zranić?- spytał, a dopiero po chwili postanowił odpowiedzieć na moje pytanie.:- Chyba nie powinno cię to interesować.
-Patryk, ja…
-Nic nie mów!- przerwał mi gwałtownie. Odwrócił się w moją stronę. W jego oczach widziałam prawdziwy sztorm. Wcześniejsza delikatna bryza błękitnego oceanu rozpłynęła się, a sztorm zmienił wodę w granatowo-czarną, tworząc na niej złowieszcze fale.- Ufałem ci! Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham! Ryzykowałem życiem, abyś ty mogła żyć!
On mnie kocha. Ta myśl sprawiła, że na powrót serce zaczęło mi szybciej bić. Obecnie to- raczej już kochał. Miałam ochotę rzucić mu się na szyję i krzyknąć, że również czuję do niego miłość, ale nie zdążyłam. Wybiegł z pokoju jak opętany, a ja siedziałam na łóżku. Lekko się podniosłam i podciągnęłam kolana pod brodę. Ręka w gipsie nie pozwalała mi ich złapać, ale z trudem udało mi się wziąć z komody komórkę. Patryk nie zabrał swojej. Nie wiedziałam, jak mam się z nim skontaktować. Zadzwoniłam do Losu. Całe szczęście, że jego numer znałam na pamięć. Tym razem odebrał od razu, już po pierwszym sygnale.
-Słucham?- jego delikatny, męski głos rozległ się w słuchawce i doszedł do moich uszu. Zatrzęsłam się z nadmiaru wielu, do tej pory, nieprzyjemnych wrażeń.
-Los? Posłuchaj: Patryk gdzieś wyszedł. Był zły, bo…- zawahałam się.- bo go okłamałam.
-Dlaczego ostatnimi czasy wszystkich oszukujesz?- spytał z drwiną i zdumieniem.- Lena, pewnie poszedł oddać się w ręce demonów.
-Co?! Nie! Uratuj go!- krzyczałam do słuchawki. Przez krzyki nie usłyszałam, jak drzwi frontowe się otworzyły.
-Dobrze. Zrobię, co się da- odpowiedział.
-Dzięki, Los. Kocham cię!- prawie wyszeptałam i odłożyłam komórkę na miejsce.
Kiedy to zrobiłam, nade mną stał Patryk i patrzył na mnie z większym smutkiem w oczach. Już miałam się odezwać i powiedzieć mu całą prawdę, gdy chwycił gwałtownie komórkę.
-Zapomniałem wziąć telefonu. Ale teraz przynajmniej wiem, dlaczego mnie nienawidzisz. To Los jest twoim…- słowo uwięzło mu w gardle.- chłopakiem?- dokończył, ale nie pozwolił mi na tłumaczenia. Wybiegł z pokoju.
Wyskoczyłam z łóżka, chcąc za nim pobiec. Ale od razu upadłam na podłogę. Teraz moje życie mogło już się skończyć. Naprawdę, nie musiałam nadal żyć.

Jak miałam go nienawidzić? Nienawidzić Patryka, który namącił w moim życiu? Nienawidzić człowieka, którego kochałam z całego serca? Teraz rozumiałam, że kłamstwa potrafiły tylko wszystko niszczyć. Teraz rozumiałam, że jestem kompletną idiotką. Teraz rozumiałam, że muszę coś zrobić, bo jak nie, to marnie skończę swoje życie, które tak trudno zakończyć. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze (jakże ostatnio często to robiłam) i już miałam plan. Wiedziałam, co muszę zrobić. Na początku…
______________________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz