sobota, 20 czerwca 2015

Rodział 16

Cześć! Kolejny rozdział wrzucam dzisiaj, a następny ukaże się 27 czerwca. Mam nadzieję, że będzie udany i spodoba się Wam! :) Miłego weekendu! :*
Życzę przyjemnego czytania! :D
_________________________
Poczułam ból. Ktoś mocniej mnie spoliczkował, a ja byłam wdzięczna za ten bolesny ruch. Otworzyłam oczy i miałam ochotę krzyknąć, że wszystko powróciło do normy, ale wcale tak nie było. Przy łóżku widziałam szefa i Los pogrążonych w rozmowie. Nie patrzyli na mnie, chociaż z ruchu ich warg wyczytałam kilka razy moje imię. Spojrzałam na nich ze zdziwieniem, ale właśnie wtedy uświadomiłam sobie coś, co wywołało u mnie nagły atak paniki. Nic nie słyszałam! Usta mężczyzn poruszały się, wyraźnie mówili coś na głos. Okno w sypialni zostało otwarte, a centrum miasta z pewnością było głośne. Jednak straciłam słuch!
Gwałtownie zerwałam się z łóżka. Popatrzyli na mnie, Los złapał moją rękę i przycisnął do swojej piersi. Coś do mnie mówili, ale nie słyszałam ich. Podbiegłam do okna, wyjrzałam przez nie. Zobaczyłam dzieci biegające w parku, psa, który obecnie szczekał, co mogłam ocenić po jego ruszającym się pysku i uciszających gestach jego właścicielki. Nadal w moich uszach był jedynie dziwny szum, a co jakiś czas całkowita cisza. Co się ze mną działo?!
Po chwili ktoś złapał mnie od tyłu. Pociągnął w swoją stronę, aż potknęłam się i wylądowałam plecami na jego twardym, umięśnionym brzuchu. Los mocno mnie trzymał, a ja odwróciłam się i popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Wiedział, co się stało. Coś do mnie mówił, wciąż powtarzał jedno słowo, ale nie rozumiałam go. Nigdy nie uczyłam się czytania z ruchu warg! Ta wiadomość zirytowała mnie, a dalszy brak zmysłu słuchu doprowadził mnie do totalnej rozpaczy.
-Nie!- wykrzyknęłam, chociaż nie wiedziałam, czy dobrze wypowiedziałam to słowo. Nie słysząc swego własnego głosu, nie byłam nawet pewna, czy właściwie wypowiedziałam te wszystkie litery. Los przycisnął moją głowę do swojego ramienia, a ja zaczęłam płakać w jego koszulkę. Po chwili opanowałam się, widząc, że jego bluzka jest już zupełnie przemoczona.
Szef powiedział coś do Losu, ale nie miałam pojęcia, co. Ten fakt zirytował mnie do tego stopnia, że wyrwałam się z objęć mężczyzny i z całej siły kopnęłam drewniane drzwi. Miałam nadzieję, że wypadną z zawiasów albo zrobię w nich wielką dziurę. Jednak nic takiego nie nastąpiło, a ja wydałam z siebie gardłowy dźwięk.
Moje oczy zarejestrowały gwałtowny ruch mężczyzn, którzy odwrócili się w stronę wyjścia. Odsunęłam się od drzwi, nie wiedząc, co się dzieje. Czyżby ktoś się zbliżał? Po chwili, dowiedziałam się, na co tak wyczekiwali. W progu stanął Patryk. Zdezorientowany patrzył na scenę przed jego oczami: dwóch mężczyzn- starszego i młodszego- z poważnymi minami oraz na zapłakaną kobietę z zaczerwienionymi oczami. Oddychałam głęboko. Wydawał się taki… beztroski, chociaż w jego wyrazie twarzy zauważyłam również smutek i ból. Zapewne, przeżywał jeszcze moje okrutne kłamstwo. Podbiegł do mnie. Myślałam, że chce mnie przytulić, ale zatrzymał się raptownie metr ode mnie i stanął jak słup soli. Posłałam mu zirytowane spojrzenie. Otworzyłam usta, aby wydusić z siebie przeprosiny, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zastygły, lecz tym razem nie z niemocy, ale z mojego własnego poddania się tej próbie.
Powiedział coś, ale znowu nie wiedziałam, co. Zobaczyłam, jak Los otwiera usta i odwraca się w naszą stronę. Czyżby zamierzał mu powiedzieć, co tu się wydarzyło? Dostrzegłam ostatnią szansę,  w której mogłam przeprosić Patryka bez jego współczucia, które na pewno poczuje wobec mnie, gdy dowie się prawdy.
-Przepraszam- wyszeptałam. Gardło mnie paliło, a jednak to słowo padło z moich ust i byłam z tego zadowolona. Teraz ze zniecierpliwieniem czekałam na reakcję Patryka. Ku mojemu smutkowi zaczął coś mówić. Położyłam palec na jego wargach. Spojrzał na mnie zaskoczony. Dopiero teraz odezwał się Los.
Domyśliłam się, że powiedział mu o mojej utracie zmysłu słuchu. Szybko odwrócił spojrzenie z twarzy mego przyjaciela na mnie i zrozumiał mój gest, gdy wskazałam na swoje ucho. Złapał mnie za ramiona i przesuwał dłońmi powoli w dół mojej szyi. Nie chciałam mu przerywać, ale to on to skończył.
-Kłamałam- wykrztusiłam.
Miałam nadzieję, że wie, o co mi chodziło, i że dobrze wypowiedziałam ten wyraz. Trudno było mówić cokolwiek, gdy nie słyszało się nawet własnego głosu. Jednak wszystko zrozumiał. Spojrzał na mnie wyrozumiale i rozpoczął to, co wcześniej zaczął. Kiedy jego dłonie zatrzymały się na moich obojczykach, poczułam mrowienie i przyjemne dreszcze. „Idź dalej!”- ponaglałam go w myślach, ale przecież tych nie mógł usłyszeć. Przerwał tę wspaniałą chwilę i spojrzał na zgromadzonych mężczyzn. Mój szef miał niewyraźną i nie do końca szczęśliwą minę, natomiast Los posłał mi zagadkowy uśmiech, chociaż widziałam w nim brak ufności względem Patryka. Wymienili między sobie kilka tajemniczych dla mnie zdań, a ja w tym czasie szybko podbiegłam do biurka. Chwyciłam kartkę i ołówek i napisałam: „ Co się dzieje?”. Zrobiłam to na tyle szybko, że nie zdążyli wyjść z pokoju. Przeczytali moje zadane pytanie i zrobili zatroskane miny.
„Wszystko będzie dobrze”- taką odpowiedź otrzymałam od szefa. Każdy miał mi odpowiedzieć na tej samej kartce papieru. Spojrzałam na niego ze zrozumieniem, ale też nieskrywaną rozpaczą. Teraz nadeszła kolej mego przyjaciela.
„Nie martw się. Znajdziemy sposób na przywrócenie twojego słuchu. Zostawimy was na osobności. Nie okłamuj go już. Kocham cię.”- dłuższa wypowiedź Losu sprawiła, że w moich oczach na powrót zakwitła nadzieja.
Czekałam na Patryka, który miał teraz napisać to, co chciał mi powiedzieć. Jednak nie podszedł do kartki. Dopiero, gdy tamci wyszli, on ruszył do mnie. Pokazał na mnie palcem, a potem skierował go w stronę swego serca i wolno poruszał ustami. Zrozumiałam jego romantyczny gest.
-Też cię kocham- wyszeptałam i przytuliłam się do niego.
Pocałowaliśmy się. W tym czasie, zdjęłam jego koszulkę, a on podwinął do góry moją. Czułam jego ręce na moich plecach, potem karku, szyi, obojczykach… Przestał dopiero, gdy doszedł do mostka. Spojrzał na mnie pytająco. Chciałam mu niemal krzyknąć: „Zróbmy to!”, ale wiedziałam, że to niewłaściwe. Chwyciłam jedną z jego dłoni, chociaż tak bardzo chciałam zrobić to dwoma rękoma, ale gips nadal uniemożliwiał moje ruchy. Poczułam jego szorstką skórę, a zarazem niezwykle delikatną, poczułam wyraźne mięśnie brzucha, gdy przesuwałam po nim naszymi dłońmi, poczułam mrowienie, kiedy dotykałam jego nagich pleców. Czułam podniecenie i tak bardzo chciałam, aby to nieprzyzwoite pożądanie wzięło nade mną górę. Lecz czułam, że to nie ta chwila.
Po kilku minutach, w czasie których całowaliśmy się i przytulaliśmy, położyliśmy się obok siebie na łóżku. Stykaliśmy się jedynie dłońmi, ale oparłam swoją głowę o jego ramię. Nie chciałam niczego więcej. Albo właśnie chciałam. Niesamowicie tego pragnęłam, tylko wiedziałam, że to nieodpowiednia chwila. Marzyłam o tym, lecz nie teraz. Leżeliśmy obok siebie w zupełnej ciszy. Nic nie mówiliśmy. Co jakiś czas przesuwałam dłonią po jego nagim torsie, a on głaskał mnie po włosach. Naszą romantyczną chwilę przerwało pukanie do drzwi. Nie słyszałam go, jednak Patryk wykonał dosyć wyraźny gest, dzięki czemu wiedziałam, co się dzieje. Szybko włożył koszulkę, a ja usiadłam na łóżku. Do pokoju wszedł zdyszany Los. Jego twarz wyrażała zdenerwowanie oraz pośpiech, który potwierdzały czerwone policzki oraz pot spływający mu po czole.
-Co się stało?- spytałam, nie wiedząc, czy rzeczywiście to powiedziałam.

Podbiegł do biurka i napisał coś na kartce. Śpiesznie mi ją podał, a ja przeczytałam napisaną naprędce wiadomość tak szybko, jak jeszcze nigdy. „Lena, marzenia się spełniają”. Nic z tego nie rozumiałam, więc posłałam mu pytające spojrzenie, a on złapał mnie za nadgarstek i gwałtownie wyciągnął z pokoju. Wyszliśmy z domu, a za nami biegł zdumiony Patryk. Nawet w najlepszych snach nie wyobraziłabym sobie czegoś takiego. W parku na ławce siedziała Apokalipsa, trzymając za kołnierz mężczyznę, który mnie zaatakował. Miał związane ręce i nieobecny wzrok. Na jego twarzy widniały świeże siniaki i zadrapania, a na ubraniu widziałam jeszcze niewyschnięte plamy krwi, świadczące o niedawnej bójce. Obok niego stał inny demon z mojego rodzaju- Zmiennych, który wyciągnął dłoń, na której zobaczyłam małą buteleczkę z zielonkawym płynem. Los uśmiechnął się do mnie. Patrzyłam zdezorientowana, nie mogąc niczego zrozumieć. Dopiero po chwili, przyjaciel podał mi kartkę, z której wyczytałam słowa, jakie sprawiły u mnie nieopisaną radość i ulgę, chociaż nie były do końca szczęśliwe. Wypisywano na niej tylko jedno, krótkie zdanie: …
_______________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz