Życzę przyjemnego czytania! :D
_________________________
Poczułam ból.
Ktoś mocniej mnie spoliczkował, a ja byłam wdzięczna za ten bolesny ruch.
Otworzyłam oczy i miałam ochotę krzyknąć, że wszystko powróciło do normy, ale
wcale tak nie było. Przy łóżku widziałam szefa i Los pogrążonych w rozmowie.
Nie patrzyli na mnie, chociaż z ruchu ich warg wyczytałam kilka razy moje imię.
Spojrzałam na nich ze zdziwieniem, ale właśnie wtedy uświadomiłam sobie coś, co
wywołało u mnie nagły atak paniki. Nic nie słyszałam! Usta mężczyzn poruszały
się, wyraźnie mówili coś na głos. Okno w sypialni zostało otwarte, a centrum
miasta z pewnością było głośne. Jednak straciłam słuch!
Gwałtownie
zerwałam się z łóżka. Popatrzyli na mnie, Los złapał moją rękę i przycisnął do
swojej piersi. Coś do mnie mówili, ale nie słyszałam ich. Podbiegłam do okna,
wyjrzałam przez nie. Zobaczyłam dzieci biegające w parku, psa, który obecnie
szczekał, co mogłam ocenić po jego ruszającym się pysku i uciszających gestach
jego właścicielki. Nadal w moich uszach był jedynie dziwny szum, a co jakiś
czas całkowita cisza. Co się ze mną działo?!
Po chwili
ktoś złapał mnie od tyłu. Pociągnął w swoją stronę, aż potknęłam się i
wylądowałam plecami na jego twardym, umięśnionym brzuchu. Los mocno mnie
trzymał, a ja odwróciłam się i popatrzyłam na niego ze łzami w oczach.
Wiedział, co się stało. Coś do mnie mówił, wciąż powtarzał jedno słowo, ale nie
rozumiałam go. Nigdy nie uczyłam się czytania z ruchu warg! Ta wiadomość
zirytowała mnie, a dalszy brak zmysłu słuchu doprowadził mnie do totalnej
rozpaczy.
-Nie!- wykrzyknęłam,
chociaż nie wiedziałam, czy dobrze wypowiedziałam to słowo. Nie słysząc swego
własnego głosu, nie byłam nawet pewna, czy właściwie wypowiedziałam te
wszystkie litery. Los przycisnął moją głowę do swojego ramienia, a ja zaczęłam
płakać w jego koszulkę. Po chwili opanowałam się, widząc, że jego bluzka jest
już zupełnie przemoczona.
Szef
powiedział coś do Losu, ale nie miałam pojęcia, co. Ten fakt zirytował mnie do
tego stopnia, że wyrwałam się z objęć mężczyzny i z całej siły kopnęłam
drewniane drzwi. Miałam nadzieję, że wypadną z zawiasów albo zrobię w nich
wielką dziurę. Jednak nic takiego nie nastąpiło, a ja wydałam z siebie gardłowy
dźwięk.
Moje oczy
zarejestrowały gwałtowny ruch mężczyzn, którzy odwrócili się w stronę wyjścia.
Odsunęłam się od drzwi, nie wiedząc, co się dzieje. Czyżby ktoś się zbliżał? Po
chwili, dowiedziałam się, na co tak wyczekiwali. W progu stanął Patryk.
Zdezorientowany patrzył na scenę przed jego oczami: dwóch mężczyzn- starszego i
młodszego- z poważnymi minami oraz na zapłakaną kobietę z zaczerwienionymi
oczami. Oddychałam głęboko. Wydawał się taki… beztroski, chociaż w jego wyrazie
twarzy zauważyłam również smutek i ból. Zapewne, przeżywał jeszcze moje okrutne
kłamstwo. Podbiegł do mnie. Myślałam, że chce mnie przytulić, ale zatrzymał się
raptownie metr ode mnie i stanął jak słup soli. Posłałam mu zirytowane
spojrzenie. Otworzyłam usta, aby wydusić z siebie przeprosiny, jednak nie
wydobył się z nich żaden dźwięk. Zastygły, lecz tym razem nie z niemocy, ale z
mojego własnego poddania się tej próbie.
Powiedział
coś, ale znowu nie wiedziałam, co. Zobaczyłam, jak Los otwiera usta i odwraca
się w naszą stronę. Czyżby zamierzał mu powiedzieć, co tu się wydarzyło?
Dostrzegłam ostatnią szansę, w której
mogłam przeprosić Patryka bez jego współczucia, które na pewno poczuje wobec
mnie, gdy dowie się prawdy.
-Przepraszam-
wyszeptałam. Gardło mnie paliło, a jednak to słowo padło z moich ust i byłam z
tego zadowolona. Teraz ze zniecierpliwieniem czekałam na reakcję Patryka. Ku
mojemu smutkowi zaczął coś mówić. Położyłam palec na jego wargach. Spojrzał na
mnie zaskoczony. Dopiero teraz odezwał się Los.
Domyśliłam
się, że powiedział mu o mojej utracie zmysłu słuchu. Szybko odwrócił spojrzenie
z twarzy mego przyjaciela na mnie i zrozumiał mój gest, gdy wskazałam na swoje
ucho. Złapał mnie za ramiona i przesuwał dłońmi powoli w dół mojej szyi. Nie
chciałam mu przerywać, ale to on to skończył.
-Kłamałam-
wykrztusiłam.
Miałam
nadzieję, że wie, o co mi chodziło, i że dobrze wypowiedziałam ten wyraz.
Trudno było mówić cokolwiek, gdy nie słyszało się nawet własnego głosu. Jednak
wszystko zrozumiał. Spojrzał na mnie wyrozumiale i rozpoczął to, co wcześniej
zaczął. Kiedy jego dłonie zatrzymały się na moich obojczykach, poczułam
mrowienie i przyjemne dreszcze. „Idź dalej!”- ponaglałam go w myślach, ale
przecież tych nie mógł usłyszeć. Przerwał tę wspaniałą chwilę i spojrzał na
zgromadzonych mężczyzn. Mój szef miał niewyraźną i nie do końca szczęśliwą
minę, natomiast Los posłał mi zagadkowy uśmiech, chociaż widziałam w nim brak
ufności względem Patryka. Wymienili między sobie kilka tajemniczych dla mnie
zdań, a ja w tym czasie szybko podbiegłam do biurka. Chwyciłam kartkę i ołówek
i napisałam: „ Co się dzieje?”. Zrobiłam to na tyle szybko, że nie zdążyli
wyjść z pokoju. Przeczytali moje zadane pytanie i zrobili zatroskane miny.
„Wszystko
będzie dobrze”- taką odpowiedź otrzymałam od szefa. Każdy miał mi odpowiedzieć
na tej samej kartce papieru. Spojrzałam na niego ze zrozumieniem, ale też
nieskrywaną rozpaczą. Teraz nadeszła kolej mego przyjaciela.
„Nie martw
się. Znajdziemy sposób na przywrócenie twojego słuchu. Zostawimy was na
osobności. Nie okłamuj go już. Kocham cię.”- dłuższa wypowiedź Losu sprawiła,
że w moich oczach na powrót zakwitła nadzieja.
Czekałam na
Patryka, który miał teraz napisać to, co chciał mi powiedzieć. Jednak nie
podszedł do kartki. Dopiero, gdy tamci wyszli, on ruszył do mnie. Pokazał na
mnie palcem, a potem skierował go w stronę swego serca i wolno poruszał ustami.
Zrozumiałam jego romantyczny gest.
-Też cię
kocham- wyszeptałam i przytuliłam się do niego.
Pocałowaliśmy
się. W tym czasie, zdjęłam jego koszulkę, a on podwinął do góry moją. Czułam
jego ręce na moich plecach, potem karku, szyi, obojczykach… Przestał dopiero,
gdy doszedł do mostka. Spojrzał na mnie pytająco. Chciałam mu niemal krzyknąć:
„Zróbmy to!”, ale wiedziałam, że to niewłaściwe. Chwyciłam jedną z jego dłoni,
chociaż tak bardzo chciałam zrobić to dwoma rękoma, ale gips nadal uniemożliwiał
moje ruchy. Poczułam jego szorstką skórę, a zarazem niezwykle delikatną,
poczułam wyraźne mięśnie brzucha, gdy przesuwałam po nim naszymi dłońmi,
poczułam mrowienie, kiedy dotykałam jego nagich pleców. Czułam podniecenie i
tak bardzo chciałam, aby to nieprzyzwoite pożądanie wzięło nade mną górę. Lecz
czułam, że to nie ta chwila.
Po kilku
minutach, w czasie których całowaliśmy się i przytulaliśmy, położyliśmy się
obok siebie na łóżku. Stykaliśmy się jedynie dłońmi, ale oparłam swoją głowę o
jego ramię. Nie chciałam niczego więcej. Albo właśnie chciałam. Niesamowicie
tego pragnęłam, tylko wiedziałam, że to nieodpowiednia chwila. Marzyłam o tym,
lecz nie teraz. Leżeliśmy obok siebie w zupełnej ciszy. Nic nie mówiliśmy. Co
jakiś czas przesuwałam dłonią po jego nagim torsie, a on głaskał mnie po
włosach. Naszą romantyczną chwilę przerwało pukanie do drzwi. Nie słyszałam go,
jednak Patryk wykonał dosyć wyraźny gest, dzięki czemu wiedziałam, co się
dzieje. Szybko włożył koszulkę, a ja usiadłam na łóżku. Do pokoju wszedł
zdyszany Los. Jego twarz wyrażała zdenerwowanie oraz pośpiech, który
potwierdzały czerwone policzki oraz pot spływający mu po czole.
-Co się
stało?- spytałam, nie wiedząc, czy rzeczywiście to powiedziałam.
Podbiegł do
biurka i napisał coś na kartce. Śpiesznie mi ją podał, a ja przeczytałam napisaną
naprędce wiadomość tak szybko, jak jeszcze nigdy. „Lena, marzenia się
spełniają”. Nic z tego nie rozumiałam, więc posłałam mu pytające spojrzenie, a
on złapał mnie za nadgarstek i gwałtownie wyciągnął z pokoju. Wyszliśmy z domu,
a za nami biegł zdumiony Patryk. Nawet w najlepszych snach nie wyobraziłabym
sobie czegoś takiego. W parku na ławce siedziała Apokalipsa, trzymając za
kołnierz mężczyznę, który mnie zaatakował. Miał związane ręce i nieobecny
wzrok. Na jego twarzy widniały świeże siniaki i zadrapania, a na ubraniu
widziałam jeszcze niewyschnięte plamy krwi, świadczące o niedawnej bójce. Obok
niego stał inny demon z mojego rodzaju- Zmiennych, który wyciągnął dłoń, na
której zobaczyłam małą buteleczkę z zielonkawym płynem. Los uśmiechnął się do
mnie. Patrzyłam zdezorientowana, nie mogąc niczego zrozumieć. Dopiero po
chwili, przyjaciel podał mi kartkę, z której wyczytałam słowa, jakie sprawiły u
mnie nieopisaną radość i ulgę, chociaż nie były do końca szczęśliwe. Wypisywano
na niej tylko jedno, krótkie zdanie: …
_______________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz