czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 7

Hej! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się spodoba. Rozpoczęłam w nim akcję sensacyjną, chociaż może nie do końca :D Życzę miłego czytania oraz czwartku, piątku i weekend'u :) Następny rozdział dam najprawdopodobniej w niedzielę ;) Swoje zdanie i opinie wyrażajcie w komentarzach niżej :)
Wasza Amy...
___________________________________
Nie dokończyłam tej myśli. Usłyszałam przeraźliwy huk z kuchni. Czym prędzej wybiegłam z salonu, po drodze strącając pilota na podłogę. Na samym środku pomieszczenia leżała rozbita szklanka. Zobaczyłam ją jednak za późno, aby stanąć w miejscu. Poczułam pieczenie. Jeden ze szklanych odłamków wbił się prosto w moją gołą stopę. Syknęłam z bólu.
Ostrożnymi krokami podeszłam do szafki, z której wyciągnęłam zmiotkę i szufelkę, po czym zebrałam wszystkie szklane okruchy. W razie czego, ranę przemyłam wodą utlenioną i założyłam kapcie.
-Dlaczego ta szklanka spadła?- zastanawiałam się na głos. Zaledwie godzinę temu myłam naczynia, a wszystkie starannie powkładałam do suszarki nad zlewozmywakiem. Rozejrzałam się wokoło, chcąc znaleźć sprawcę tego zamieszania, ale zauważyłam jedynie tajemniczą kartkę leżącą na stole. Wzięłam ją do ręki i rozwinęłam. Od razu rozpoznałam to, że treść została napisana atramentem, ale skąd ktoś miał czerwony? I znowu otrzymałam to samo słowo, co kiedyś: „HOMICIDA”.
Nastał wieczór. Nie mogąc zasnąć, ubrałam dres oraz sportową kurtkę i adidasy, po czym wyszłam z mieszkania, aby nieco pobiegać. Było już po zmroku, ale nie bałam się. Nie miałam, czego. Zostałam świetnie wyszkolona do tego, aby obronić się przed napastnikiem.
Po półgodzinnym biegu zatrzymałam się, żeby nieco ochłonąć. Stanęłam koło baru i kawiarni w centrum miasta. O dziwo, było zupełnie pusto! Odetchnęłam parę razy i postanowiłam już wracać. Jednak coś nie dawało mi spokoju. W mieście nigdy nie było aż tak cicho. Niepewnie rozejrzałam się wkoło siebie, ale nie znalazłam niczego podejrzanego. Dopiero po chwili poczułam lekkie uderzenie w głowę. Zamroczyło mnie. Ostatnie co czułam, to szuranie moimi własnymi nogami o szorstką jezdnię. A ostatnie co słyszałam, to dziwne męskie głosy, których nie potrafiłam rozpoznać.
******
-Musieliście ją od razu uderzyć?!- usłyszałam gniewny krzyk.
W ustach miałam zupełnie sucho, trochę brakowało mi tlenu. Uduszenie oraz utonięcie- to były jedyne i dwa najprostsze sposoby na zabicie demona, takiego jak ja. Nie mogłam otworzyć oczu. Ktoś zakrył mi je czarną chustką. Bałam się, ale próbowałam nadal udawać, że wciąż jestem nieprzytomna.
-A mieliśmy inne wyjście?!- usłyszałam drugi głos, w którym wyczułam nieodpartą chęć do kłótni, a może i nawet wywołania bójki.
-Zabiłaby nas- kolejny obcy głos rozległ się w mojej głowie. Cały czas pulsowała z bólu. Ból po tak mocnym uderzeniu nie miał minąć zbyt szybko. Pewnie też nabili mi niezłego guza…
-Mogliście zaryzykować- syk pełen pogardy i kpiny wyrwał się z jednego z męskich gardeł.
-Nie gorączkuj się tak, stary! Najważniejsze było, żeby nikt nas nie zauważył. Tego jej stukniętego przyjaciela również musimy się pozbyć. Ktoś dał mu cynk o inwazji demonów.
-Na jego stratę się zgadzam, jednak jej macie nawet nie dotykać- zagroził znajomy mi głos.
-Za późno!- głośny i obleśny rechot rozniósł się po pomieszczeniu. Wzdrygnęłam się. Co oni mi zrobili?! Byłam zrozpaczona i miałam ochotę wyrwać się z tego odrętwienia i zabić ich wszystkich.
-Adam! Zobacz, czy już nie śpi- jeden z poprzednich mężczyzn ponownie się odezwał. Był nim ten, który mówił jako drugi. Pewnie zauważył moje wzdrygnięcie i postanowił to sprawdzić.
Wystraszyłam się. Jakie mieli sposoby, aby sprawdzić czy nadal śpię? A może od razu chcieli mnie obudzić jakimiś nieludzkimi metodami? I w ogóle: gdzie byłam? Kim oni byli? Czego chcieli? Głowa bolała mnie coraz bardziej. Zaczęłam wolniej oddychać, aby chociaż spróbować dać im wskazówki do mojego dalszego braku przytomności. Chciałam nawet wstrzymać oddech, jednak to sugerowałoby śmierć, a jej nie mogłam udawać.
-Chyba już wstała- usłyszałam nieco radosny głos, w jakim nie kryła się bynajmniej radosna nuta z powodów, które byłyby dla mnie szczególnie miłe.
-Chyba?! Sprawdź to dokładnie, głąbie!- w tonie, jakim wymówił, nie usłyszałam niczego innego jak szyderstwa i lekkiego strachu.
Poczułam wtedy coś niewyobrażalnie nieprzyjemnego. Jeden z porywaczy dotknął mojego policzka i przesuwał dłoń w dół. Powoli, powoli, aż doszedł do szyi. Chciałam go uderzyć, ale związanie ograniczało moje ruchy. Dmuchnął w moją twarz, a gdy poczułam na niej dziwny żar, jakiego nigdy nie sprawiały z ust takie demony, jak ja, zdziwiłam się. Było to na tyle nieprzyjemne, że odwróciłam głowę w drugą stronę. Popełniłam wielki błąd.
-Ha! Nie śpi!- radosny głos mężczyzny, który sprawdzał mój stan, rozległ się po pomieszczeniu. Jego słowa powtarzało echo. Wziął dłoń z mojej twarzy, ale po chwili ktoś mnie  uderzył, w stylu przyjacielskiego klepnięcia w plecy, jednak bardziej bolesnego.
-To możemy zacząć operację: INWAZJA- jego głos odbijał się w mojej głowie, powodując okrutny ból. Usłyszałam ciche kroki zwrócone w moją stronę. Przestraszyłam się. Spróbowałam machnąć nogą, aby kopnąć napastnika, jednak związane kończyny spowodowały tylko pochylenie krzesła. O mało nie upadłam.
-Rybko, nie rzucaj się tak- rozkazał mi. Jego oddech był nie tylko nieświeży, ale również bardzo gorący.
Poczułam podmuch powietrza. Niezwykle stęchłego powietrza. Uderzyło w moje nozdrza, a ja gwałtownie chwyciłam więcej tlenu. Zrobiło mi się trochę zimno. Nie mogli przecież mnie ochłodzić! To było niebezpieczne! Po chwili  ściągnęli chustkę z moich oczu. Próbowałam przyzwyczaić swój wzrok, aby ocenić, kim są moi napastnicy. Niestety, poprzedni uścisk był nieco za mocny i wciąż widziałam za mgłą. Miałam przywiązane ręce i nogi do jakiegoś drewnianego krzesła.
 Wreszcie oczy mogły wychwycić poszczególne rzeczy, które znajdowały się najbliżej mnie. Odwróciłam wzrok w stronę mężczyzn, ale właśnie wtedy…

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 6

To już kolejny rozdział :) Następny spróbuję dodać jakoś w czwartek. Chyba, że wcześniej nie wytrzymam i pojawi się szybciej :D Trochę bardziej skomplikuję życie Leny, więc od następnym rozdziałów szybko poznacie ją lepiej i pewnie znielubicie ;) Myślałam, żeby założyć jakiegoś fotograficznego bloga, ale nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Pomóżcie! :D
Okej, już kończę. Życzę miłej dzisiejszej niedzieli oraz super-tygodnia ! :)
_______________________________________
ROZDZIAŁ 6

Jakiś chłopak. Rzuciłam mu ostrzegające spojrzenie, ale popatrzył na mnie i po chwili swój wzrok skierował nieco niżej. „No, tak! Za duży dekolt!”- myślałam. Zmrużyłam lekko powieki, aby nadać sobie nieco znudzony wygląd, ale widocznie wyczytał na mojej twarzy coś zupełnie innego. W końcu poddałam się i lekko wzruszyłam ramionami. Ten gest mógł wyczytać jako znak mojej niechęci do zawierania znajomości, ale nadal patrzył tam, gdzie wcześniej. Zirytowałam się.
-Słucham?- spytałam uprzejmym głosem, chociaż w środku czułam już, tak doskonale znaną mi, wrzącą lawę. Podniósł głowę i popatrzył mi w oczy.
-Jesteś tą nową dziewczyną w szkole, nie?- powiedział, zupełnie nie ukrywając zainteresowania. Patrzyłam nieco niechętnie na jego osobę, ale lekko się uśmiechnęłam. Nadal trwałam w dziwnej nostalgii po pocałunku z Patrykiem. Jego krótkie, ciemnobrązowe włosy oraz błękitne oczy wciąż trwały w mej pamięci.
-Tak i co w związku z tym?- mówiłam nieco powoli, nie mogąc otrząsnąć się z uczucia błogości.
-Może potrzebujesz pomocy? Wiesz, mógłbym oprowadzić cię po szkole- zaproponował. Rzuciłam mu zdziwione spojrzenie i lekko zmarszczyłam brwi. Szukałam jedynie odpowiedzi na swoje pytanie zadane do Patryka, a otrzymałam podejrzanego typa jako zbędnego szkolnego mentora. Chciałam nieuprzejmie oznajmić mu, żeby spadał, jednak w ostatniej chwili powstrzymałam się. Przecież skoro Patryk mnie pocałował, to znaczyło, że mu na mnie zależało. Gdybym wzbudziła w nim zazdrość, na pewno szybko by do mnie przyszedł.
-Okej- odpowiedziałam z szerokim uśmiechem i lekko wychyliłam się ponad jego ramię. Podał mi swoją dłoń i przedstawił się.
-Daniel- uścisnęłam jego rękę.
-Lena- odparłam, a on wziął mój plecak, jak prawdziwy dżentelmen i zaczął oprowadzać.
Kiedy przechodziliśmy blisko szkolnej szatni, zobaczyłam z oddali Patryka. Daniel akurat skończył opowiadać jakiś kawał, typu suchar, a ja zaczęłam śmiać się w głos, aby zwrócić na siebie uwagę tego, który mnie pocałował. Popatrzył na mnie, a jego koledzy posłali mi ukradkowe spojrzenia. Ich emocje były doprawdy różnorodne. Większość z nich chciała się ze mnie ponabijać, ale niektórzy czuli jakieś dziwne przyciąganie. Oczywiście, że ich uwodziłam! Urodą zostałam obdarzona nie tylko do celów zawodowych, ale również dla zwykłej przyjemności wodzenia mężczyzn za nos, wywoływania u nich zazdrości oraz pożądania, a na końcu wbijania noża w serce. Uwielbiałam bawić się z nimi w ten sposób! Jednak w oczach i emocjach Patryka, nie zauważyłam żadnych odczuć, które sugerowałyby na bliskie zazdrości uczucia. Zdenerwowałam się, więc chwyciłam Daniela za ramię i poprosiłam o pokazanie klasy biologicznej.
Jeszcze się policzymy, kochasiu- pomyślałam, ale już po chwili zdałam sobie sprawę, że ten przymiotnik nie opisywał Patryka tak jak powinien. Miłość lub bardziej pożądanie i niepewność tkwiła w moim sercu, którego tak naprawdę nie miałam. Było jedynie w posiadaniu ciała człowieka, jakie przywdziałam. Biło, ponieważ musiało odrzucać wszelkie podejrzenia, ale nie dlatego, żebym nie umarła.
Na korytarzu zauważyłam podejrzanego chłopaka. Przyglądał mi się, próbując ukryć za marmurową kolumną, jednak wypatrzyłam jego spojrzenie. Miał nieco przydługą grzywkę w kolorze blond, trochę już przetłuszczoną. Ciemne, chyba granatowe oczy wpatrywały się we mnie z dziwną odrazą i dozą zainteresowania. Poczułam na sobie, nie tylko jego wzrok, ale także dziwne i drobne kryształki lodu, które uderzały w moje ciało. W miejscach tych uderzeń, dostawałam czerwonych oparzeń. To tylko bardziej spotęgowało tęsknotę za dotykiem Patryka. Dlaczego nasz pocałunek nie mógł trwać dłużej? I dlaczego teraz mnie unikał?
Daniel posłał mi zainteresowane spojrzenie i mocniej chwycił mnie w talii. Oczywiście, ten gest nie był dla mnie szczególnie komfortowy. Chciałam, aby przytulał mnie jedynie Patryk, jednak  tego nie udało mi się spełnić. Moje postanowienia, a zarazem zadania, jakie sobie przeznaczyłam na ten tydzień to:
1.Złapać w miłosne sidła Patryka;
2. Dowiedzieć się, kim on jest, do cholery?!;
3. Otrzymać więcej informacji na temat inwazji demonów, o której wspomniał mi Los.
-Och Losie, czemu jesteś moim przyjacielem, a nie możesz wpłynąć na me życie?- szepnęłam do odbicia w tafli kawy, jaką zaparzyłam sobie, gdy wróciłam do domu. Po tych słowach, zasiadłam do wszelkich pisemnych prac na uczelnię. Jednak przez cały czas, myślami byłam przy tym, który mnie odrzucał. A może wcale tak nie było? Może droczył się ze mną? Może nie był demonem, a czymś zupełnie odwrotnym? Ostatnia myśl zmroziła mi krew w żyłach i odebrała wszelką  nadzieję na tzw. lepsze jutro:  może był... 

_________________________________________

Mam nadzieję, że się podobało. Do następnego wpisu!
Wasza Amy...

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 5

Hej! Oto kolejny rozdział :) Myślę, że teraz do komentarzy włączą się romantyczki. Ale ostrzegam: to nie będzie żaden tani, łatwy czy przelotny romans! Wolałam to sprostować, aby nie było później nieścisłości ;D Poza tym będą również inne wątki: kryminalny, dramat... Mam nadzieję, że mam obserwatorów, którzy rzeczywiście czytają tego bloga. Bardzo zależy mi na Waszych opiniach. 
Gratuluję tym, którzy dotarli do tego momentu ! ;)
Miłego tygodnia życzę oraz obecnie- przyjemnego czytania ! :)

____________________________________________________________________________
Los. Rzadko można było poczuć ducha jak ciało normalnego człowieka, ale tym razem tak właśnie było. Myślałam, że przybrał ludzkie ciało, ale dosyć rzadko to robił. Nienawidził tego. Jego śliczne, krótkie loki zawsze zmieniały swój kruczoczarny kolor na inny, a bursztynowe oczy stawały się niebieskie. Ta barwa doprowadzała go do szału. W końcu, demony nie gustowały w czymś, co przypominało niebo. Niepewnie się do niego uśmiechnęłam i prosiłam o wyjaśnienia. Popatrzył na mnie ze zrozumieniem , po czym lekko pogłaskał po moich blond włosach. Od zawsze bardzo je lubiłam. Zakończone delikatnymi lokami, długie, bo aż do końca pleców, idealnie współgrały z zielonymi oczami, wciętą talią i szczupłą sylwetką. Wielu uważało mnie za ideał.
-Bądź przy mnie dzisiaj cały dzień. Potrzebuję twojego duchowego wsparcia. - wyszeptałam, jednak okazało się, że zbyt wyraźnie poruszałam wargami. Patryk wraz ze swymi kolegami zaczął się śmiać. Usłyszałam ich bezczelne głosy, które wołały: „Ta wariatka gada sama do siebie” albo „Trzymajcie się z daleka od chorej na głowę”. Za każdym razem, owe opinie o mojej osobie kończyli niekoniecznie przyjemnymi słowami. Przekleństwa skierowane w moją stronę, oceniające mnie jako- łagodniej mówiąc- kobietę lekkich obyczajów, niepoparte niczym, niezwykle mnie zdenerwowały. W środku poczułam wrzącą lawę! Chciałam rzucić się na nich z pięściami i… i co? Pozabijać ich? Wtedy trafiłabym do aresztu, następnie na dożywocie i marnie skończyłby się mój żywot. Los podbiegł do bezczelnych studentów i pomieszał im nieco w głowach. Mógł przecież zmienić ich los. Tym sposobem mieli się nie lada zdziwić, gdy jeden z profesorów odda ich ostatnie sprawdziany.
Kiedy znalazłam się na uczelni, posłałam Patrykowi kilka spojrzeń proszących o pomoc. Raz odezwałam się do niego, chcąc spytać o drogę do konkretnej klasy, ale odpowiadał wzruszeniem ramion lub niemiłymi, wręcz chamskimi zdaniami. Miałam ochotę go uderzyć, ale to tylko pogorszyłoby już i tak beznadziejną sytuację. Wreszcie nie wytrzymałam. Gwałtownie podeszłam do Patryka. Był ubrany w koszulę w czarno-zieloną kratę oraz granatowe dżinsy. Ciemnobrązowe włosy zaczesał lekko do tyłu, na jego szyi zobaczyłam srebrny medalion z małym krzyżykiem na środku. Wzdrygnęłam się, gdyż sama nie mogłam nosić takich ozdób. Miał szczupłą sylwetkę i wysportowaną- idealną…- rozmarzyłam się, ale szybko odrzuciłam te wszystkie myśli i rozpoczęłam rozmowę.
-Hej! Nie znam do końca układu sal w tej uczelni, a poza tym chciałabym cię o coś zapytać- powiedziałam prosto z mostu, ale znowu utonęłam w głębi oceanu. To uczucie było takie błogie, takie cudowne. W czasie, gdy trwało, wyobrażałam sobie, jak rozmawiamy, a nawet marzyłam o wspólnym pocałunku. Chciałam, żeby mnie przytulił, chciałam poczuć smak jego warg na swoich, chciałam czuć jego silne ręce, które oplotłyby mnie w przyjemnym uścisku. Jednak to nie nastąpiło. Patrzyłam zawiedziona, a Patryk wyszczerzył zęby.
-O co ci chodzi, wariatko?- spytał. Rzuciłam mu nieco zirytowane spojrzenie.- Od czasu, gdy mnie zobaczyłaś, nie mam świętego spokoju- wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam słowo „świętego”.
-Ja…- zawahałam się.- Widziałam cię ostatnio w dziwnych okolicznościach. Mówiłeś, że nie jesteś człowiekiem ani demonem. Możesz to wytłumaczyć?- spytałam. Postanowiłam zaprzestać zabawy w kotka i myszkę, a bezpośrednia rozmowa dotycząca cennych dla mnie informacji, była najważniejsza. Popatrzyłam w jego oczy, ale tym razem nie zobaczyłam w nich żadnych emocji, jakie obecnie odczuwał.
-Demonem?- zrobił zdziwioną minę, a ja nie zrozumiałam. Szybko rozejrzałam się wokół siebie i pociągnęłam Patryka w ciemniejszy kąt. Musiałam odbyć tę rozmowę, nie mogłam znowu jej przerwać, kiedy byłam już tak blisko! Rzucił mi wyzywające spojrzenie. Koło mnie nie stał Los. Byliśmy zupełnie sami, więc mogłam mówić wszystko, co mi się nawinie na język.
-Tak! Tak właśnie powiedziałeś! Nie wypieraj się!- prawie krzyczałam, ale szybko położył palec na moich wargach. Poczułam słony smak jego skóry. Popatrzyłam na niego nieco gniewnie, ale mimo wszystko, ten dotyk był dla mnie niezwykle przyjemny.- Wytłumacz mi to- szepnęłam, jednak nie otrzymałam słownej odpowiedzi.

Patryk nachylił się nade mną, złapał moją twarz w swoje szerokie, nieco szorstkie dłonie i skierował swój wzrok wprost w moje oczy. Wpatrywałam się w głębię oceanu, a on w iskierki ognia, które zaczęły płonąć w tle zieleni, otaczającej moje źrenice. Po chwili, poczułam coś zimnego, ale też przyjemnego na swoich wargach. Pocałował mnie, a jego ręce lekko powędrowały w dół moich pleców. Gdy doszedł do miejsca między łopatkami, wziął dłonie. Rzucił mi ostatnie mroczne spojrzenie i odszedł. Stałam sparaliżowana nie wiedząc, co powinnam zrobić. Miałam nadzieję, że mój przyjaciel niczego nie widział. Wyciągnęłam lusterko z plecaka i popatrzyłam w swoje odbicie. Moje usta były lekko sparzone, stąd czułam podniecenie, ale też i ból. W oczach płonął ogień. Zerwałam się do biegu, ale drogę zastąpił mi…

Koniec rozdziału. Niedługo kolejny. Liczę na Wasze wsparcie :) Będę niezmiernie wdzięczna za parę miłych słów w komentarzach, ale oczywiście- krytyki także się spodziewam :D Do następnego rozdziału ! 
Wasza Amy...

sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 4

Kolejny, już 4 rozdział. Chciałam tylko powiedzieć, że jest mi niezmiernie miło, gdy widzę coraz więcej wyświetleń oraz Wasze komentarze :) Mam nadzieję, że są szczere, a opowieść naprawdę się podoba. Zapraszam na kolejny wpis ! :)
________________________________
Zegar, który nagle przestał bić. Naliczyłam jedynie pięć uderzeń, a przecież było już po siódmej. Godzina dziewiętnasta rzeczywiście widniała według wskazówek, lecz czemu dzwony tak nagle umilkły? Ruszyłam w stronę salonu, a za sobą słyszałam ciche tupanie. Gdy się odwracałam, nikogo nie było. To przerażało mnie jeszcze bardziej. Los i Apokalipsa dopiero sobie poszli. Nie spodziewałam się nikogo więcej. Wtedy jednak ujrzałam twarz Patryka, która jakby znikąd pojawiła się w formie podobnej do obrazu rzucanego przez projektor, na mojej ścianie.
                -Nie złapiesz w swe sidła kogoś takiego jak ja. Nie jestem człowiekiem, lecz nie jestem też demonem- usłyszałam. Jego usta wcale się nie poruszały, ale gdy głos umilkł, jego twarz również zniknęła.
                Zostałam sama. Stałam sparaliżowana, nie wiedząc zupełnie, co się dzieje. Nie- człowiek i nie-demon, więc kto? To pytanie utwierdziło mnie w przekonaniu, by zadzwonić do szefa i dowiedzieć się, czy przypadkiem nie wplątał mnie w inne sprawy, z jakimi nie dawali sobie rady najlepsi Zmienni.
                Wykręciłam numer, a właściwie nacisnęłam klawisze na komórce. Głośnik przyłożyłam do ucha, ale odpowiadała mi głucha cisza. Nie mogłam nawet nagrać się na sekretarce, ponieważ nie otrzymałam takiej możliwości. Pełna najgorszych obaw, zadzwoniłam do Losu. On również nie odbierał. Gdy miałam ciało człowieka, nie mogłam teleportować się tak, jak moi znajomi. A gdybym, odrzuciła to ciało dłużej, niż mogę, to umarłabym, a w ten sposób nikomu nie pomogła. Wykonałam jeszcze kilka telefonów, ale za każdym razem było tak samo.
Bardzo się bałam, nie wiedziałam, co o tym myśleć. Czy wszyscy zmówili się, aby nie odbierać ode mnie telefonów? Ale dlaczego? Wzięłam szybki prysznic, przeczesałam włosy, ale tylko palcami. Pozostawiłam na nich mokry ślad. Nałożyłam maseczkę i nadal, pełna najgorszych obaw siedziałam na kanapie w salonie. Oglądałam jakiś nudny serial i w jego trakcie popijałam gorącą czekoladę. Bardzo chciałam, żeby w tej chwili pojawił się koło mnie mój przyjaciel, po czym mocno mnie przytulił.
                Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam jak na skrzydłach myśląc, że to Los. Jednak pomyliłam się. Otworzyłam, ale przede mną stała mała córka mojej sąsiadki. Popatrzyła na mnie, zrobiła wielkie oczy, krzyknęła przerażona i uciekła. Nie mogłam ruszyć się z miejsca. Dopiero po chwili zauważyłam, że nadal miałam na twarzy zieloną maseczkę. Zaśmiałam się.
                Gdy po raz drugi rozległ się dzwonek do drzwi, byłam już pewna, że to Los, chociaż sądziłam też, że może to sąsiadka, która przyszła z pretensjami, iż straszę jej dziecko. Ale to nie był nikt, kogo mogłabym się spodziewać. Na wycieraczce przed drzwiami leżała czarna koperta z dużymi drukowanymi literami: „HOMICIDA”. Jako demon szybko rozpoznałam ten język, czyli w tym wypadku łaciński oraz znaczenie słowa. Obok tej wiadomości, zauważyłam też czerwoną różę z ostrymi kolcami. Chwyciłam obie rzeczy. „Morderca”… Słowo z koperty przerażało mnie. Czułam się obserwowana, prześladowana.
                Dopiero po dwóch godzinach ktoś oddzwonił. Odebrałam. Los. Pytał mnie o powód, dla którego dzwoniłam, a gdy wszystko mu wytłumaczyłam, nie potrafił mi tego wyjaśnić. Sam okropnie się zdziwił, a mógł mi powiedzieć tylko, że słyszał o pewnych tajemniczych planach. Jedyne, co jeszcze mógł o tym dodać, to były bardzo dziwne informacje, dotyczące jakiejś inwazji demonów. O co chodziło?
                Gdy dzwony wybiły północ, skończyłam rozmowę. Wzięłam szybki prysznic i poszłam spać. Jutro musiałam być wyspana. Musiałam zaobserwować zachowanie Patryka, może zdradziłby mi przypadkiem, jak się znalazł w moim salonie? Miałam wiele wątpliwości, co do rozpoczęcia nauki na tej uczelni, ale wiedziałam, że nie mam innego wyjścia. Zawsze mogłam odrzucić zlecenie, jednak na to było zwyczajnie za późno. Bałam się, ale szybko stłumiłam te myśli.
                -Jesteś demonem! Jesteś Zmienną! To wystarczy, żebyś czuła się bezpiecznie, komfortowo i … dobrze.- pocieszałam samą siebie. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Przez całą noc dręczyły mnie koszmary, w których ginęłam. Lecz tym razem, naprawdę. A przecież demona, nie tak łatwo było zabić.
-Czy jeszcze zaznam spokoju?- spytałam samą siebie rano, gdy stałam przed lustrem i przygotowywałam się do wyjścia. A kiedy już szłam na autobus, zobaczyłam twarz Patryka. Stojąc na przystanku, rozmawiał ze swymi kolegami. Posłał mi nieśmiały uśmiech, ale tylko tyle. Głębia oceanu rozpłynęła się w moich oczach. Kim jesteś?- chciałam spytać, jednak przerwał mi autobus, który właśnie się zatrzymał. Poczułam uścisk na swoim nadgarstku. Odwróciłam się w stronę napastnika,  gotowa go kopnąć, ugryźć, uszczypnąć czy powalić na ziemię, ale przede mną stał…
______________________________________
Do następnego wpisu ! :)
Wasza Amy...

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 3

Następny rozdział jeszcze nie do końca przewiduje zdarzenia, jakie będą w kolejnych. Powiem Wam, że sama nieco się pogubiłam, i gdy ostatnio pisałam tzw. "na zapas" przyłapałam się na chyba zbyt wielkim rozmarzeniu ;D Mogę jedynie zdradzić, że wplątałam w to wątek kryminalny, nieco więcej problemów (och, bo tak kocham wszystko komplikować!), kłótnie, niespodzianki- niekoniecznie miłe. Mam nadzieję, że ten rozdział sprawi, iż nadal ktoś będzie to czytał. A może skomentuje to więcej osób? ;) Zapraszam. W komentarzach możecie też podawać linki do swoich blogów :)
********************************************************************
Rozdział 3
Jedno z aut zatrzymało się gwałtownie przede mną, gdy przebiegałam przez ulicę. Kierowca pogroził mi palcem i wykrzyknął kilka przekleństw, ale tym razem nie miałam ochoty do kłótni. Może kiedy indziej odkrzyknęłabym równie obraźliwe słowa, a nawet opluła karoserię, lecz nie dzisiaj.
                Zatrzymałam się dopiero w mieszkaniu. Stanęłam na środku holu i zaczęłam wpatrywać się we wskazówki zegara, który wisiał naprzeciwko mnie w salonie. Jego ciche stukanie doprowadzało mnie do szału. Ale wtedy, przypomniałam sobie ten wzrok…  Wzrok Patryka, który bynajmniej nie patrzył na mnie tak zwyczajnie jak cała reszta młodych mężczyzn. Ci rzucali mi ukradkowe spojrzenia pełne miłości, bądź otwarcie patrzyli na mnie cali zafascynowani i od razu zauroczeni. Oparłam się o drzwi i powoli zaczęłam zjeżdżać plecami w dół. W ten sposób wylądowałam na podłodze. Podciągnęłam kolana pod brodę i przez chwilę tak siedziałam.
                -Co powinnam zrobić? Och, Lena! Jaka ty jesteś głupia i naiwna! Pewnie ten chłopak też jest z typu osób, które wszędzie szukają swych fanek, ponieważ chcą być popularni. Na uczelni, musisz wypaść dużo lepiej od wszystkich innych dziewczyn- mówiłam sama do siebie. Rozległo się pukanie do drzwi. Szybko wstałam, ściągnęłam buty, poprawiłam włosy i otworzyłam. Przede mną stał Los w asyście z Apokalipsą.- Hm, czego takiego dokonałam, że spotyka mnie zaszczyt waszych odwiedzin?
                -Słyszałam o twojej nowej ofierze- powiedziała Apokalipsa, a ja rzuciłam Losowi groźne spojrzenie. Pewnie wygadał już wszystkim moim znajomym. Świetnie, myślałam z sarkazmem.
                -Wybacz- wyszeptał, ale w jego słowach czy minie nie poczułam ani odrobiny skruchy.
                -Może herbaty?- zaproponowałam. Oczywiście, odmówili. Kto chciałby wybierać się w mini-podróż do wrzącego piekła? Tak właśnie (grzecznie) nazywaliśmy ten miły napój. Mocno zbliżał nas w stronę piekielnych czeluści, a tych chcieliśmy uniknąć.
                -Pomóc ci jakoś w tym zleceniu?
                -Poradzę sobie. Nie pierwszy raz działam w ten sposób. I nie pierwszy raz, będę musiała zabić- rzekłam pewna siebie. Popatrzyli na mnie, dwoma zupełnie odwrotnymi spojrzeniami. Apokalipsa- pełnym zrozumienia i dumy, Los- zapełnionym niepewnością i widocznym zmartwieniem. Pożegnaliśmy się, po czym zamienili się w chmurę dymu i zniknęli. Oczywiście, zostawiając po sobie małą kupkę popiołu. Ech, jakże tego nie znoszę… Wzięłam miotłę i zmiotłam ten kurz.
                Szybko ruszyłam w stronę swojego pokoju. Do ręki chwyciłam pióro z czarnym atramentem i pergamin. Napisałam krótką wiadomość o treści: „Przyślij mi książki do tego wstrętnego Uniwersytetu”, przy czym przymiotnik opisujący uczelnię zastąpiłam nieco gorszym słowem. Do swojego szefa nie zamierzałam zwracać się przyjaźnie. Liścik rzuciłam w górę, poczułam podmuch wiatru, który przez chwilę targał moimi włosami, a gdy się odwróciłam- kartki nie było. Na łóżku leżał plecak z książkami.
                -To zaczynamy kaźń- powiedziałam i już miałam pewien plan, niekoniecznie przyjemny dla ofiary, który mógł wypalić. Jeśli Patryk od razu zacząłby ze mną współpracować, nie musiałabym używać mrocznych czarów, bólu czy innych nieco bestialskich lub ściślej mówiąc- nieludzkich metod do tego, aby spełnić nadane mi zlecenie.- Szykuj się- dodałam, ale moją uwagę zwróciło coś podejrzanego-... 

***********************************
Do kolejnego wpisu ! :*
Wasza Amy...

piątek, 3 kwietnia 2015

2 ROZDZIAŁ

Wrzucam nowy rozdział. Oby się spodobał :)
_____________________________________
Usłyszałam szelest za plecami. Odwróciłam się, a moim oczom ukazał się Los. Niestety, nie miał na sobie ludzkiego ciała, więc nie mogłam się do niego odezwać, gdyż wyszłabym na wariatkę. Z niepewną miną spojrzałam na policjanta.
-O co chodzi?- spytałam, udając zmartwienie, chociaż wcale go nie czułam.
-Ta kobieta powiedziała mi, że prowadziła pani podejrzaną rozmowę przez telefon. W dodatku, wspomniała również o dziwnym zachowaniu wobec jej psa- przypomniałam sobie swoją reakcję na wyszczekanego i odpicowanego pudla, jakiego miała przy sobie koło ławki. Denerwował mnie. Groźnie na mnie patrzył, a kiedy odwzajemniłam to spojrzenie- zawarczał. Wystawiłam mu język i lekko wyciągnęłam zęby i właśnie wtedy, ona na mnie spojrzała.
-Głupek!- usłyszałam szept za plecami. Chciałam mu odpowiedzieć, ale policjant wpatrywał się we mnie, nie słysząc i nie widząc mojego przyjaciela.
-Ależ, panie władzo! Ta…- odchrząknęłam –kobieta, powinna trzymać swego psa na smyczy oraz w kagańcu na pysku. Takie jest prawo, nieprawdaż?- zrobiłam słodkie oczy. Posłał mi dziwny wzrok. Szybko zganiłam się w myślach. Niech to! Chyba zmieniłam ich kolor. Głupie emocje!
-Dobrze, więc widzę, że to wszystko to zwykłe nieporozumienie. Mam nadzieję, że się już więcej nie zobaczymy- rzekł policjant, po czym oddalił się pospiesznym krokiem, a otyła kobieta truchtała obok niego.
-Spadaj, gamoniu!- krzyknął Los, co oczywiście usłyszałam tylko ja. Sam policjant oraz kobieta mogli jedynie poczuć na swych plecach niechętne spojrzenie.
Odetchnęłam z ulgą. Los popatrzył na mnie znienacka, a ja włożyłam słuchawki do uszu. Nie mogłam mówić czegoś na głos i wyjść na wariatkę gadającą do samej siebie. Wzięłam komórkę do ręki i podniosłam na wysokość ust.
-Co?- spytałam nieuprzejmie. Miałam ochotę na zrobienie niechętnej miny, ale człowiek po drugiej stronie słuchawki raczej nie widziałby mojej mimiki.
-Podobno masz nowe zlecenie. Pomóc ci?- spytał, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jesteś zbyt słaby, żeby ci się udało- uśmiechnął się na te słowa, a ja patrzyłam na niego z wyższością. Zawsze chętnie się z nim przekomarzałam, chociaż obecnie nie miałam na to szczególnej ochoty.
-Ten Patryk, bo właśnie tak ma na imię twoja przyszła ofiara, właśnie ci się wymyka.
-Co?!- krzyknęłam. Ludzie z parku rzucili mi szydercze i ostrzegające spojrzenia. Jeden z mężczyzn pokazał mi palec na ustach. Chciałam wystawić im swój środkowy, ale tylko zganiłam siebie w myślach i ciszej mówiłam:- O czym ty gadasz?
-Idzie przed tobą. Syn tego policjanta, którego grzecznie oceniłem.
Rozdziawiłam usta, aż wypadła mi z nich guma do żucia, którą utrzymywałam w buzi do tej pory. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście! Lub bardziej pech… Nie wyobrażałam sobie mieć żadnych problemów z kimś z władzy. Kiedyś już trafiłam do aresztu, co dla mnie- demona z klaustrofobią, nie jest zbyt przyjemne. Cela była mała i ciasna, z pewnością dla zdrowego człowieka, lecz nie dla mnie. Los wskazał mi ręką chłopaka (tego Patryka), a ja szybko do niego podbiegłam. Właściwie to nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czułam jednak, że lepiej rozpocząć rozmowę już teraz. Zresztą, obecnie wyglądałam naprawdę super! Wszyscy młodzi mężczyźni rozglądali się za mną, więc posyłałam im ukradkowe oraz uwodzicielskie spojrzenia. Po chwili doszłam do Patryka. Student Uniwersytetu Przyrodniczego również powinien być mną zauroczony.
-Przepraszam! Dopiero się wprowadziłam i chciałam spytać, czy mógłbyś wskazać mi drogę do jakiejś najlepszej kawiarni w okolicy?- spytałam. Nie miałam pomysłu na nic innego, a coś musiałam powiedzieć.
-Spieszę się- odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc. Musiałam szybko zareagować. Czułam, jak Los śmieje się ze mnie za moimi plecami. Nie mogłam dać mu powodu do nabijania się z mojej osoby.
-To bardzo ważne- dodałam i lekko złapałam go za nadgarstek. Dopiero wtedy, odwrócił twarz w moją stronę i spojrzał mi głęboko w oczy. Zobaczyłam kilka jego wspomnień, obecne emocje, czyli pośpiech oraz zdenerwowanie, i co najważniejsze: głębię oceanu. Zapatrzyłam się, a on podobnym sposobem tak na mnie patrzył. Jednak, już po kilku sekundach otrząsnął się.
-Tam- wskazał ręką w prawo.
-To może pójdziesz ze mną? Stawiam kawę!- zaoferowałam.- Opowiesz mi trochę o mieście- dodałam szybko. Znowu spojrzał na mnie swoim wzrokiem- jeszcze mocniej uwodzicielskim od mojego- po czym zepsuł tę błogą chwilę.
-Nie mogę- rzekł. Wyrwał swoją rękę z mojego uścisku, obrócił się tyłem i poszedł.
Znowu z rozdziawionymi ustami, szeroko otwartymi oczami, wpatrywałam się w cud natury. Jak miałabym go zabić? Jak miałabym odebrać mu ciało? Jak miałabym…? Los popatrzył na mnie i zmrużył oczy.
-Lena, o co chodzi?- spytał, ale go nie słuchałam.
Moje uczucia zostały wepchnięte w błoto, zrównane z ziemią, wrzucone do śmietnika. Czułam się pusta i nieco zdołowana.
-A może jednak?- krzyknęłam za chłopakiem. Odwrócił się na ułamek sekundy. Posłał mi groźne spojrzenie.
-Opanuj się, kobieto!- krzyknął. Los się zdenerwował, podstawił mu nogę, ale Patryk nie wywrócił się. Przeszedł przez nią zwyczajnie. Przecież mój przyjaciel był jedynie duchem.- Psychiatra jest bliżej od kawiarni!- dodał, a ja patrzyłam za nim, nie mogąc uwierzyć, że ktoś mi się sprzeciwił.
Los podbiegł do mnie i chciał mnie przytulić. Ale odwróciłam się i zaczęłam biec. Biegłam prosto do mieszkania. Biegłam, żeby na chwilę zapomnieć. Miałam już świetny plan, aby złapać w sidła tego cwaniaczka! Biegłam, kiedy... 

_____________________________________

Do następnego :*