Hej! Oto kolejny rozdział :) Mam nadzieję, że się spodoba. Rozpoczęłam w nim akcję sensacyjną, chociaż może nie do końca :D Życzę miłego czytania oraz czwartku, piątku i weekend'u :) Następny rozdział dam najprawdopodobniej w niedzielę ;) Swoje zdanie i opinie wyrażajcie w komentarzach niżej :)
Wasza Amy...
___________________________________
Nie
dokończyłam tej myśli. Usłyszałam przeraźliwy huk z kuchni. Czym prędzej
wybiegłam z salonu, po drodze strącając pilota na podłogę. Na samym środku
pomieszczenia leżała rozbita szklanka. Zobaczyłam ją jednak za późno, aby
stanąć w miejscu. Poczułam pieczenie. Jeden ze szklanych odłamków wbił się
prosto w moją gołą stopę. Syknęłam z bólu.
Ostrożnymi
krokami podeszłam do szafki, z której wyciągnęłam zmiotkę i szufelkę, po czym
zebrałam wszystkie szklane okruchy. W razie czego, ranę przemyłam wodą
utlenioną i założyłam kapcie.
-Dlaczego ta
szklanka spadła?- zastanawiałam się na głos. Zaledwie godzinę temu myłam
naczynia, a wszystkie starannie powkładałam do suszarki nad zlewozmywakiem.
Rozejrzałam się wokoło, chcąc znaleźć sprawcę tego zamieszania, ale zauważyłam
jedynie tajemniczą kartkę leżącą na stole. Wzięłam ją do ręki i rozwinęłam. Od
razu rozpoznałam to, że treść została napisana atramentem, ale skąd ktoś miał
czerwony? I znowu otrzymałam to samo słowo, co kiedyś: „HOMICIDA”.
Nastał
wieczór. Nie mogąc zasnąć, ubrałam dres oraz sportową kurtkę i adidasy, po czym
wyszłam z mieszkania, aby nieco pobiegać. Było już po zmroku, ale nie bałam
się. Nie miałam, czego. Zostałam świetnie wyszkolona do tego, aby obronić się
przed napastnikiem.
Po
półgodzinnym biegu zatrzymałam się, żeby nieco ochłonąć. Stanęłam koło baru i
kawiarni w centrum miasta. O dziwo, było zupełnie pusto! Odetchnęłam parę razy
i postanowiłam już wracać. Jednak coś nie dawało mi spokoju. W mieście nigdy
nie było aż tak cicho. Niepewnie rozejrzałam się wkoło siebie, ale nie
znalazłam niczego podejrzanego. Dopiero po chwili poczułam lekkie uderzenie w
głowę. Zamroczyło mnie. Ostatnie co czułam, to szuranie moimi własnymi nogami o
szorstką jezdnię. A ostatnie co słyszałam, to dziwne męskie głosy, których nie
potrafiłam rozpoznać.
******
-Musieliście
ją od razu uderzyć?!- usłyszałam gniewny krzyk.
W ustach
miałam zupełnie sucho, trochę brakowało mi tlenu. Uduszenie oraz utonięcie- to były
jedyne i dwa najprostsze sposoby na zabicie demona, takiego jak ja. Nie mogłam
otworzyć oczu. Ktoś zakrył mi je czarną chustką. Bałam się, ale próbowałam
nadal udawać, że wciąż jestem nieprzytomna.
-A mieliśmy
inne wyjście?!- usłyszałam drugi głos, w którym wyczułam nieodpartą chęć do
kłótni, a może i nawet wywołania bójki.
-Zabiłaby
nas- kolejny obcy głos rozległ się w mojej głowie. Cały czas pulsowała z bólu.
Ból po tak mocnym uderzeniu nie miał minąć zbyt szybko. Pewnie też nabili mi
niezłego guza…
-Mogliście
zaryzykować- syk pełen pogardy i kpiny wyrwał się z jednego z męskich gardeł.
-Nie
gorączkuj się tak, stary! Najważniejsze było, żeby nikt nas nie zauważył. Tego jej
stukniętego przyjaciela również musimy się pozbyć. Ktoś dał mu cynk o inwazji
demonów.
-Na jego
stratę się zgadzam, jednak jej macie nawet nie dotykać- zagroził znajomy mi
głos.
-Za późno!-
głośny i obleśny rechot rozniósł się po pomieszczeniu. Wzdrygnęłam się. Co oni
mi zrobili?! Byłam zrozpaczona i miałam ochotę wyrwać się z tego odrętwienia i
zabić ich wszystkich.
-Adam!
Zobacz, czy już nie śpi- jeden z poprzednich mężczyzn ponownie się odezwał. Był
nim ten, który mówił jako drugi. Pewnie zauważył moje wzdrygnięcie i postanowił
to sprawdzić.
Wystraszyłam
się. Jakie mieli sposoby, aby sprawdzić czy nadal śpię? A może od razu chcieli
mnie obudzić jakimiś nieludzkimi metodami? I w ogóle: gdzie byłam? Kim oni
byli? Czego chcieli? Głowa bolała mnie coraz bardziej. Zaczęłam wolniej
oddychać, aby chociaż spróbować dać im wskazówki do mojego dalszego braku
przytomności. Chciałam nawet wstrzymać oddech, jednak to sugerowałoby śmierć, a
jej nie mogłam udawać.
-Chyba już
wstała- usłyszałam nieco radosny głos, w jakim nie kryła się bynajmniej radosna
nuta z powodów, które byłyby dla mnie szczególnie miłe.
-Chyba?! Sprawdź
to dokładnie, głąbie!- w tonie, jakim wymówił, nie usłyszałam niczego innego
jak szyderstwa i lekkiego strachu.
Poczułam wtedy
coś niewyobrażalnie nieprzyjemnego. Jeden z porywaczy dotknął mojego policzka i
przesuwał dłoń w dół. Powoli, powoli, aż doszedł do szyi. Chciałam go uderzyć,
ale związanie ograniczało moje ruchy. Dmuchnął w moją twarz, a gdy poczułam na
niej dziwny żar, jakiego nigdy nie sprawiały z ust takie demony, jak ja,
zdziwiłam się. Było to na tyle nieprzyjemne, że odwróciłam głowę w drugą
stronę. Popełniłam wielki błąd.
-Ha! Nie śpi!-
radosny głos mężczyzny, który sprawdzał mój stan, rozległ się po pomieszczeniu.
Jego słowa powtarzało echo. Wziął dłoń z mojej twarzy, ale po chwili ktoś
mnie uderzył, w stylu przyjacielskiego
klepnięcia w plecy, jednak bardziej bolesnego.
-To możemy
zacząć operację: INWAZJA- jego głos odbijał się w mojej głowie, powodując
okrutny ból. Usłyszałam ciche kroki zwrócone w moją stronę. Przestraszyłam się.
Spróbowałam machnąć nogą, aby kopnąć napastnika, jednak związane kończyny
spowodowały tylko pochylenie krzesła. O mało nie upadłam.
-Rybko, nie
rzucaj się tak- rozkazał mi. Jego oddech był nie tylko nieświeży, ale również
bardzo gorący.
Poczułam
podmuch powietrza. Niezwykle stęchłego powietrza. Uderzyło w moje nozdrza, a ja
gwałtownie chwyciłam więcej tlenu. Zrobiło mi się trochę zimno. Nie mogli przecież
mnie ochłodzić! To było niebezpieczne! Po chwili ściągnęli chustkę z moich oczu. Próbowałam
przyzwyczaić swój wzrok, aby ocenić, kim są moi napastnicy. Niestety, poprzedni
uścisk był nieco za mocny i wciąż widziałam za mgłą. Miałam przywiązane ręce i
nogi do jakiegoś drewnianego krzesła.
Wreszcie oczy mogły wychwycić poszczególne
rzeczy, które znajdowały się najbliżej mnie. Odwróciłam wzrok w stronę
mężczyzn, ale właśnie wtedy…