Mam nadzieję, że ten rozdział przypadnie Wam do gustu :)
Następny pojawi się 3 lipca (piątek). Potem będzie długa przerwa, ponieważ wyjeżdżam na obóz językowy ^^ Wracam dopiero 16 lipca (czwartek).
Ci, którzy niecierpliwie będą czekać na rozdział 19, niech piszą na maila: skrytobojczyni.lena@op.pl , a wtedy wyślę tej osobie kolejny wpis, który pojawi się dopiero po moim powrocie z wyjazdu :)
Życzę przyjemnego czytania! :*
PS Pamiętajcie, żeby smarować się kremem z filtrem, gdy idziecie się opalać!!! :P xD
________________________________
„Uratujemy
twój słuch, lecz coś przez to utracisz”. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w
Los, a potem swój wzrok skierowałam na Apokalipsę. Uśmiechnęła się do mnie i
zaczęła coś mówić. Moja twarz stężała i posmutniała w jednej chwili. Zauważyła
to. Jej usta przestały się poruszać i poczułam, jak ktoś objął mnie od tyłu.
Odwróciłam się i zobaczyłam Patryka, który delikatnie głaskał mnie po włosach.
Jeden z nich nawinął sobie wokół palca i posłał mi serdeczny uśmiech.
-Co utracę?-
wydukałam, chociaż nadal nie byłam pewna swoich słów. Dlaczego nie mogłam
odsunąć się w odpowiedniej chwili, kiedy demon rzucił na mnie zaklęcie? Czy
może mnie przeklął? Ta myśl sprawiła u mnie nieprzyjemne dreszcze. Po jakichś
trzech minutach otrzymałam odpowiedź na kartce. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam
czytać w myślach.
„Podobno za
powrócenie jednego zmysłu, trzeba zapłacić drugim. Jednak demon, który cię
zaatakował wyjawił nam łatwiejszy, aczkolwiek bardziej makabryczny sposób. By
uratować twój słuch, musimy użyć do tego jego i twojej krwi. Możliwe, że wtedy
stracisz swoje niektóre wojownicze zdolności. Tak mi przykro, Lena.”.
Los patrzył
na mnie z troską, a ja w miarę jak czytałam, marszczyłam brwi. Jak to? Miałabym
przestać polować? Byłam demonem, który odbierał ludziom ciała dla innych
demonów. Mówiłam o sobie niepochlebne rzeczy, często narzekałam na to, że nie
wykazuję ludzkich uczuć, a teraz nie mogłam sobie wyobrazić, że zaprzestanę
swojej pracy. Może nie każdy nazwałby ją właściwą, ale ja tak. Nie chciałam się
zgodzić na ten warunek, który druzgotał moją przyszłość.
-Ja… nie
mogę- szepnęłam. Popatrzyli na mnie z nieskrywanym zdziwieniem.
Ja natomiast
swoje oczy kierowałam po kolei na każdego z nich. Zaczęłam od Apokalipsy. Jej
niedowierzanie oraz zdumienie widziałam aż nadto, kiedy spuściła głowę, a jej
powieki zaczęły opadać. Nadal mocno trzymała mojego napastnika, którego
nadgarstki zaczęły krwawić przez zbyt mocno związane więzy. Potem spojrzałam
właśnie na niego. Jego nieobecny wzrok oraz brak poczucia winy, jaki tak bardzo
chciałam zobaczyć, wywoływały u mnie większą złość. Zgrabna sylwetka czy
brązowe włosy opadające kaskadą loków na jego ramiona, robiły na mnie wrażenie.
Wcale nie chciałam, żeby tak było, ale nie mogłam z tym walczyć. Kolejną osobą,
którą postanowiłam przejrzeć stał się Los. Posyłał mi zatroskane spojrzenie,
świadczące o jego podłym samopoczuciu. Widziałam w nim ukrytą chęć do
pozbawienia życia złego demona już teraz, zauważyłam też zmarszczki na jego
czole, jakie pojawiały się zawsze wtedy, gdy się za coś obwiniał. Stał w pozycji
gotowej do ataku, gdyby taki nastąpił, jednak zupełnie wyluzowana postura
demonicznego przestępcy wskazywała na brak ochoty do kolejnych bójek. Nie
dziwiłam mu się. Na ciałach mych przyjaciół zauważyłam ledwie dostrzegalne
znaki tego, że walczyli, na nim okazały się dużo wyraźniejsze. Zaschnięta krew
na środku koszuli czy rozcięta warga, która właśnie zaczynała puchnąć
sugerowała na brutalne traktowanie ze strony moich obrońców. Ostatnie
spojrzenie skierowałam w stronę Patryka. Mężczyzna patrzył na mnie z
niepewnością w oczach, ale też troską i czymś, co przywodziło mi na myśl
miłość. Czy jednak nie pomyliłam go z pożądaniem? Ostatnimi czasy bałam się, że
wcale go nie kochałam, a jedynie pożądałam i tylko dlatego, że jako demon nie
mogłam kochać.
Rozejrzałam
się w poszukiwaniu szefa, lecz nigdzie go nie znalazłam. Zdziwiłam się jego
nieobecnością, gdyż jeszcze przed chwilą stał obok Losu i przez chwilę o czymś
dyskutowali. Zmarszczyłam brwi. Patryk zauważył ten podejrzany odruch, wyrwał
kartkę z mojej ręki oraz długopis z dłoni mego przyjaciela, po czym zaczął coś
prędko pisać. Po chwili podał mi zapisany tekst, a ja z zapartym tchem
czytałam: „Lena, czy coś jest nie w porządku?”. Wypisane słowa tłukły się w
mojej głowie.
Ale nie
zdążyłam odpowiedzieć. Popatrzyłam na Apokalipsę, za nią stał mój szef. Nie
zdziwiłabym się tym widokiem, gdyby nie pewien szczegół, jaki pozwolił mi
myśleć o zdradzie. Mężczyzna w jednej ręce trzymał sztylet, którym rozcinał
więzy krępujące demona, a w drugiej miał tę samą broń, tyle że przykładał ją do
gardła mojej przyjaciółki.
-Nie!-
krzyknęłam z rozpaczą, ale brakowało mi siły, by podbiec do niego i zwalić z
nóg.- Zostaw ją!- wrzasnęłam głośniej, chociaż brak słuchu nadal bardzo mi
doskwierał. Szef coś powiedział, ale nie usłyszałam go. Los już popędził w
stronę zdrajcy. Chciał go powalić gołymi rękami. Patryk złapał mnie za ramiona
i przytrzymał, jakbym rzeczywiście mogła tam pomóc.
Z szyi
Apokalipsy popłynęła strużka krwi. Zamarłam. Wstrzymałam oddech tylko po to,
aby kilka sekund później wypuścić go ze świstem, kiedy szef razem z demonem
zmienili się w jedną wielką chmurę dymu. Gdy ten rozszedł się w powietrzu,
zdrajców już nie było. Chciałam krzyczeć z rozpaczy, jaka mnie ogarnęła. Brak
krwi mojego napastnika znaczył dla mnie tylko jedno: wieczne pozbawienie zmysłu
słuchu.
Patryk
szeptał mi coś do ucha. Czułam powietrze, które łaskotało mnie w tym miejscu.
Ciepło ogarniające bok mojej szyi i rozwiewające długie, blond włosy. Pewnie
mówił do mnie słowa pocieszenia, ale te zupełnie mnie nie obchodziły. Co mi po
słowach, jeśli nadal nic nie słyszę?
Po chwili,
wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam w stronę Apokalipsy. Szybko wzięłam jej
dłoń z rany na szyi, gdzie próbowała zatamować krwawienie. Czy jej śmierć
oznaczała koniec świata dla wszystkich? To pytanie zawisło w moich myślach.
Jednak doszłam do wniosku, że szef nie byłby na tyle głupi, aby doprowadzić do
prawdziwej apokalipsy, jaką zapowiedziano.
-Daj-
rozkazałam jej, a ona dopiero wtedy wzięła swoją dłoń. Zobaczyłam, że rana jest
zupełnie płytka, a krew już powoli krzepła. Odetchnęłam z ulgą. Oderwałam
kawałek materiału z dołu swojej bluzki i przyłożyłam jej do szyi. Przycisnęła
ją lekko, ale na tyle, by móc oddychać. „Z pewnością, po ranie zostanie jej
blizna.”-myślałam.
Jednak coś
zupełnie innego przykuło moją uwagę. Jedno słowo, które udało mi się usłyszeć,
lecz nie potrafiło mnie do końca pocieszyć: „zdrajca”. Czy słuch mi powracał? W
moich oczach zawitał płomyk nadziei. Ale ta szybko zniknęła, kiedy zobaczyłam
więcej otwartych ust mych przyjaciół, którzy przez cały czas nimi poruszali.
Rozmawiali, a ja nadal nic nie słyszałam. „Ten wyraz był zapewne jedynie głośną myślą w mojej głowie, stąd wydaje mi
się, że usłyszałam go naprawdę”- stwierdziłam. Nie pocieszyło mnie to.
Podeszłam do
zgromadzonych osób, jakie utworzyły coś na znak półkola i gorąco o czymś
rozprawiali. Kiedy do nich doszłam, Los od razu chwycił w rękę kartkę, a ja
dopiero teraz zobaczyłam, że na jego policzku jest długie nacięcie, jakby ktoś
zranił go nożem.
Lena…- cichy szept rozległ się w mojej
głowie, ale nie powiedział go nikt z moich przyjaciół. Nie znałam tego głosu.
Chociaż nie. Znałam go, tylko nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli, że on
powrócił. Ten dźwięk, który sprawiał u mnie dreszcze, a wśród swych słuchaczy
wzbudzał lęk i doprowadzał do paraliżu.
Otwórz oczy. „Nie każ mi tego robić!”-
krzyknęłam do głosu w głowie, ale nie usłuchał.
Moja perełko…
___________________________
Do następnego wpisu! :*
Wasza Amy...