piątek, 1 maja 2015

Rozdział 8

Bardzo przepraszam za spóźnienie, miałam dodać rozdział w zeszłą niedzielę oraz wczoraj. Wytłumaczę się brakiem czasu, chociaż wiem, że w takie tłumaczenia nigdy nie chce się wierzyć ;P Mimo wszystko, ostatnia niedziela była dla mnie odpoczynkiem, nie tylko od szkoły, ale też od komputera :D Natomiast wczoraj...cóż... sytuacja głupia, bowiem przez cały dzień chodziłam z niezachwianą pewnością siebie, że jest środa i jutro dodam nowy rozdział :D 
Rozdział dodaję dzisiaj. I chyba podam od razu konkretne terminy, kiedy będę wrzucać nowe. W tym tygodniu, w ramach rekompensaty nowy wpis ukaże się w niedzielę (3 maja), natomiast kolejne będę dodawać w soboty/niedziele. Chciałam w piątki, jednak kolejny odpada, bo idę na noc filmową do kina ^^
Dlatego następny wpis 3 maja, a potem 9/10 maja, itd. ;)
W tym rozdziale pewne kłamstwo, jakie wkradnie się do słów Leny sprawi, iż cała jej bliska przyszłość diametralnie się zmieni, życie bardzo skomplikuje, a relacje z przyjaciółmi, jak i Patrykiem ulegną...hm, nagłej zmianie. Więcej nie powiem, bo zaraz za dużo zdradzę i nie będzie niespodzianki :D
Życzę przyjemnego czytania :*
________________________________
ROZDZIAŁ 8
Ostry, chłodny wiatr stał się nie do zniesienia. Ktoś rozbił szybę w wielkim oknie. Szklane okruchy posypały się na wszystkich. Także na mnie, lekko raniąc moją twarz. „Pięknie! Będę musiała wymyślić lepszy makijaż na uczelnię dla niepoznaki”- myślałam z sarkazmem o tak błahych sprawach, zamiast o tym, iż mogę zaraz zginąć. Dopiero teraz mój wzrok się przyzwyczaił. W zapadającym mroku zauważyłam, że zawleczono mnie do jakiegoś starego budynku. Przede mną toczyła się zawzięta walka. Coś błyszczącego przecięło powietrze między trzema barczystymi mężczyznami. Nóż…
-Uważaj!- krzyknęłam, jednak było już za późno. Usłyszałam tylko stęknięcie z bólu i zauważyłam ciało, które powoli opadło na podłogę. Chciałam podbiec i pomóc zatamować krwawienie z łydki, jednak przywiązane kończyny doskonale ograniczały moje ruchy. Oczywiście, mogłam opuścić ciało człowieka i jako normalny demon (niczym duch) przedostać się do walczących. Ale to było ponad moje siły. W dodatku, wtedy mogłabym skazać się na śmierć. Lekko przechyliłam krzesło. Dopiero teraz podniosłam głowę do góry i rozpoznałam mojego wybawcę. Los machał długą, metalową rurą jaka jeszcze przed chwilą leżała w pobliżu, a napastnicy zamierzali mu uciec (chyba przeceniali jego zdolności wojownika). Jeden z nich miał krótkie czarne włosy i chyba granatowe oczy. Drugi ubrany w skórzaną kamizelkę, z małym pistoletem u pasa, świecił przetłuszczonymi blond włosami i spod przydługiej grzywki dziwnie mi się przyglądał. Niemal łapczywie. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
-Uciekaj!- usłyszałam. Rozpoznałam ten głos. W moją stronę biegł Patryk. Zupełnie zgłupiałam tłumacząc się, albo nadal nie do końca dobrym wzrokiem, albo halucynacjami. Podbiegł do mnie i rozwiązał moje ręce. Wreszcie poczułam prawidłowy przepływ krwi.
-Ale… co ty tu robisz?- spytałam.
-Nie ma czasu na wyjaśnienia- mówił szybko, nieco niewyraźnie. Wśród odgłosów walki i postękiwań tych, którzy otrzymywali baty, nie mogłam zrozumieć niczego. Patrzyłam na niego z nieskrywanym zdumieniem, a on tylko posłał mi zaczepny uśmiech.
Zobaczyłam, że Los się nam przygląda. Uśmiechnęłam się do niego, chcąc pokazać, że nic mi nie jest, ale to był błąd… Patryk omylnie zrozumiał, że go podrywam. Popatrzył na mnie spojrzeniem pełnym wyrozumiałości, po czym nachylił się i mnie pocałował. Chwila tej nieziemskiej rozkoszy oraz zapomnienia sprawiła, że mój przyjaciel zmarszczył brwi i został zraniony nożem przeciwnika. Widząc jego krzywdę, nie potrafiłam wyrwać się z objęć Patryka i jego słodkich warg. Wreszcie, gdy pełna sytuacja doszła do mojego mózgu, uświadomiłam sobie, co właśnie wyrabiam. Zerwałam się do biegu. Kiedy znalazłam się obok Losu, chwyciłam go za szorstką dłoń. Poczułam ją, więc musiał przywdziać ludzkie ciało. Szepnęłam parę tajemniczych słów i teleportowaliśmy się prosto do mojego mieszkania, mimo iż było to dla mnie niemal zabójczym posunięciem.
*********
Szybko przynosiłam przyjacielowi nowe okłady zmoczone lodowatą bryzą. Przez cały czas ranę przemywał sobie wodą utlenioną. Nie była głęboka, lecz mimo wszystko obawialiśmy się zakażenia. Nie chciałam, żeby coś mu się stało, więc co chwila pytałam go, jak się czuje.
-Lena, daj sobie spokój- powiedział nagle, a ja posłałam mu pytające spojrzenie. W jego oczach odbijał się blask od żarówki wiszącej nad sufitem. Nadal nie kupiłam ładnej lampy.- Wiesz doskonale, o czym mówię. Nie potrzeba mi niańki ani pielęgniarki, tylko twoich wyjaśnień.
-Przepraszam. Przepraszam, że od razu nie zareagowałam właściwie, ale…- zaczęłam, jednak mi przerwał.
-Widziałem.- powiedział zamyślony, a ja zaczęłam się bać. Widział pocałunek? Mam nadzieję, że uznał go za zwykłą demoniczną grę, jaką robiłam wszystkich chłopcom.- Ten dupek rzucił się na ciebie, a ty nie mogłaś nawet zareagować, bo miałaś skrępowane ręce- dokończył. Odjęło mi mowę. Ledwie powstrzymałam się od otworzenia szeroko ust. Pomyślałam, że takie wytłumaczenie odpędzi od Losu zbędne przemyślenia na temat moich uczuć do Patryka.
-Właśnie tak- potwierdziłam, niezgodnie z prawdą. Czułam się okropnie, gdy okłamałam przyjaciela. Pierwszy raz… i oby ostatni. Myślałam, że zaraz zemdleję z nadmiaru wrażeń i okropnych emocji. Wszystko się tak skomplikowało. Westchnęłam.
-Coś się stało?- spytał z troską, a ja poczułam się jeszcze gorzej.
-Nie. Jestem tylko zmęczona i tyle- odparłam szybko. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, wiedząc, że słynęłam jako prawdziwy nocny marek, ale nic nie powiedział. Posłał mi tylko miły uśmiech, pełen przyjacielskiego zrozumienia.
-To będę się zmywał.
Pożegnaliśmy się uściskiem, po czym wrócił do swojego mieszkania. Pełna wyrzutów sumienia, poszłam pod prysznic. Dlaczego? Dlaczego okłamałam kogoś, kogo tak bardzo kochałam, jak własnego, najwspanialszego w świecie brata? Dla jakiegoś faceta, którego i tak muszę zabić? Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nawet nie zauważyłam, że słone łzy spływały po moich policzkach. Bolało mnie serce. A co, jeśli Los zechce w jakiś sposób odegrać się na Patryku za jego rzekome „rzucenie się na mnie”? Ta myśl tak bardzo mnie przeraziła, że chwyciłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciela. Jednak nie odbierał. Usiadłam na kanapie w salonie. Ziewnęłam głęboko, gdy nagle z komórką w ręku poczułam, że...
_____________________________

Do następnego wpisu!
Wasza Amy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz