Rozdział dodaję dzisiaj. I chyba podam od razu konkretne terminy, kiedy będę wrzucać nowe. W tym tygodniu, w ramach rekompensaty nowy wpis ukaże się w niedzielę (3 maja), natomiast kolejne będę dodawać w soboty/niedziele. Chciałam w piątki, jednak kolejny odpada, bo idę na noc filmową do kina ^^
Dlatego następny wpis 3 maja, a potem 9/10 maja, itd. ;)
W tym rozdziale pewne kłamstwo, jakie wkradnie się do słów Leny sprawi, iż cała jej bliska przyszłość diametralnie się zmieni, życie bardzo skomplikuje, a relacje z przyjaciółmi, jak i Patrykiem ulegną...hm, nagłej zmianie. Więcej nie powiem, bo zaraz za dużo zdradzę i nie będzie niespodzianki :D
Życzę przyjemnego czytania :*
________________________________
ROZDZIAŁ 8
Ostry,
chłodny wiatr stał się nie do zniesienia. Ktoś rozbił szybę w wielkim oknie.
Szklane okruchy posypały się na wszystkich. Także na mnie, lekko raniąc moją
twarz. „Pięknie! Będę musiała wymyślić lepszy makijaż na uczelnię dla
niepoznaki”- myślałam z sarkazmem o tak błahych sprawach, zamiast o tym, iż
mogę zaraz zginąć. Dopiero teraz mój wzrok się przyzwyczaił. W zapadającym mroku
zauważyłam, że zawleczono mnie do jakiegoś starego budynku. Przede mną toczyła
się zawzięta walka. Coś błyszczącego przecięło powietrze między trzema
barczystymi mężczyznami. Nóż…
-Uważaj!-
krzyknęłam, jednak było już za późno. Usłyszałam tylko stęknięcie z bólu i zauważyłam
ciało, które powoli opadło na podłogę. Chciałam podbiec i pomóc zatamować
krwawienie z łydki, jednak przywiązane kończyny doskonale ograniczały moje
ruchy. Oczywiście, mogłam opuścić ciało człowieka i jako normalny demon (niczym
duch) przedostać się do walczących. Ale to było ponad moje siły. W dodatku,
wtedy mogłabym skazać się na śmierć. Lekko przechyliłam krzesło. Dopiero teraz
podniosłam głowę do góry i rozpoznałam mojego wybawcę. Los machał długą,
metalową rurą jaka jeszcze przed chwilą leżała w pobliżu, a napastnicy zamierzali
mu uciec (chyba przeceniali jego zdolności wojownika). Jeden z nich miał
krótkie czarne włosy i chyba granatowe oczy. Drugi ubrany w skórzaną kamizelkę,
z małym pistoletem u pasa, świecił przetłuszczonymi blond włosami i spod
przydługiej grzywki dziwnie mi się przyglądał. Niemal łapczywie. Przeszedł mnie
nieprzyjemny dreszcz.
-Uciekaj!-
usłyszałam. Rozpoznałam ten głos. W moją stronę biegł Patryk. Zupełnie
zgłupiałam tłumacząc się, albo nadal nie do końca dobrym wzrokiem, albo halucynacjami.
Podbiegł do mnie i rozwiązał moje ręce. Wreszcie poczułam prawidłowy przepływ
krwi.
-Ale… co ty
tu robisz?- spytałam.
-Nie ma czasu
na wyjaśnienia- mówił szybko, nieco niewyraźnie. Wśród odgłosów walki i
postękiwań tych, którzy otrzymywali baty, nie mogłam zrozumieć niczego. Patrzyłam
na niego z nieskrywanym zdumieniem, a on tylko posłał mi zaczepny uśmiech.
Zobaczyłam,
że Los się nam przygląda. Uśmiechnęłam się do niego, chcąc pokazać, że nic mi
nie jest, ale to był błąd… Patryk omylnie zrozumiał, że go podrywam. Popatrzył
na mnie spojrzeniem pełnym wyrozumiałości, po czym nachylił się i mnie
pocałował. Chwila tej nieziemskiej rozkoszy oraz zapomnienia sprawiła, że mój
przyjaciel zmarszczył brwi i został zraniony nożem przeciwnika. Widząc jego
krzywdę, nie potrafiłam wyrwać się z objęć Patryka i jego słodkich warg.
Wreszcie, gdy pełna sytuacja doszła do mojego mózgu, uświadomiłam sobie, co
właśnie wyrabiam. Zerwałam się do biegu. Kiedy znalazłam się obok Losu,
chwyciłam go za szorstką dłoń. Poczułam ją, więc musiał przywdziać ludzkie
ciało. Szepnęłam parę tajemniczych słów i teleportowaliśmy się prosto do mojego
mieszkania, mimo iż było to dla mnie niemal zabójczym posunięciem.
*********
Szybko
przynosiłam przyjacielowi nowe okłady zmoczone lodowatą bryzą. Przez cały czas
ranę przemywał sobie wodą utlenioną. Nie była głęboka, lecz mimo wszystko
obawialiśmy się zakażenia. Nie chciałam, żeby coś mu się stało, więc co chwila
pytałam go, jak się czuje.
-Lena, daj
sobie spokój- powiedział nagle, a ja posłałam mu pytające spojrzenie. W jego
oczach odbijał się blask od żarówki wiszącej nad sufitem. Nadal nie kupiłam
ładnej lampy.- Wiesz doskonale, o czym mówię. Nie potrzeba mi niańki ani pielęgniarki,
tylko twoich wyjaśnień.
-Przepraszam.
Przepraszam, że od razu nie zareagowałam właściwie, ale…- zaczęłam, jednak mi
przerwał.
-Widziałem.-
powiedział zamyślony, a ja zaczęłam się bać. Widział pocałunek? Mam nadzieję,
że uznał go za zwykłą demoniczną grę, jaką robiłam wszystkich chłopcom.- Ten
dupek rzucił się na ciebie, a ty nie mogłaś nawet zareagować, bo miałaś
skrępowane ręce- dokończył. Odjęło mi mowę. Ledwie powstrzymałam się od
otworzenia szeroko ust. Pomyślałam, że takie wytłumaczenie odpędzi od Losu
zbędne przemyślenia na temat moich uczuć do Patryka.
-Właśnie tak-
potwierdziłam, niezgodnie z prawdą. Czułam się okropnie, gdy okłamałam
przyjaciela. Pierwszy raz… i oby ostatni. Myślałam, że zaraz zemdleję z
nadmiaru wrażeń i okropnych emocji. Wszystko się tak skomplikowało.
Westchnęłam.
-Coś się
stało?- spytał z troską, a ja poczułam się jeszcze gorzej.
-Nie. Jestem
tylko zmęczona i tyle- odparłam szybko. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem,
wiedząc, że słynęłam jako prawdziwy nocny marek, ale nic nie powiedział. Posłał
mi tylko miły uśmiech, pełen przyjacielskiego zrozumienia.
-To będę się
zmywał.
Pożegnaliśmy się uściskiem, po czym wrócił do swojego
mieszkania. Pełna wyrzutów sumienia, poszłam pod prysznic. Dlaczego? Dlaczego
okłamałam kogoś, kogo tak bardzo kochałam, jak własnego, najwspanialszego w
świecie brata? Dla jakiegoś faceta, którego i tak muszę zabić? Spojrzałam na
swoje odbicie w lustrze. Nawet nie zauważyłam, że słone łzy spływały po moich
policzkach. Bolało mnie serce. A co, jeśli Los zechce w jakiś sposób odegrać
się na Patryku za jego rzekome „rzucenie się na mnie”? Ta myśl tak bardzo mnie
przeraziła, że chwyciłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciela. Jednak nie
odbierał. Usiadłam na kanapie w salonie. Ziewnęłam głęboko, gdy nagle z komórką w ręku poczułam, że..._____________________________
Do następnego wpisu!
Wasza Amy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz