Wreszcie wyjaśni się tajemnica, kim dokładnie jest Patryk. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego obrotu sprawy, chociaż koniec tegoż rozdziału raczej nie zwiastuje dobrej nowiny. Akcja się zagęszcza, już niedługo nowi bohaterzy, a także więcej komplikacji oraz przeszkód stających na drodze Leny.
Następny rozdział ukaże się 22 maja (piątek). Niestety, nie mogę wrzucić w sobotę, tak jak chciałam, dlatego będzie dzień wcześniej. Liczę na Waszą obecność i oczywiście, czekam na komentarze :)
Zapraszam i życzę przyjemnego czytania! :)
__________________________
Otworzyłam
oczy. Zalało mnie jasne światło. Biały sufit, popielate ściany. Skądś znałam
ten wygląd pokoju. Wokoło postawiono sosnowe meble. Ruszyłam ręką, ale okazało
się, że nie mogłam. Miałam ją w gipsie. Świetnie- pomyślałam, a wyraźny sarkazm
był słyszalny chyba nawet na zewnątrz.
-Dobrze się
czujesz?- usłyszałam kojący głos. Los. No, tak! To on miał w tych kolorach
urządzoną sypialnię w swoim domu. Nie wiedziałam tylko, jak się tutaj
znalazłam.
-Co ja tutaj
robię?- spytałam. Bolało mnie gardło, mówiłam z wyraźną chrypą. Los podał mi
szklankę wody. Upiłam łyk i odchrząknęłam. Popatrzył na mnie z troską.
-Potrącił cię
samochód. Na szczęście, skończyło się tylko na złamanej lewej ręce oraz kilku
zadrapaniach i siniakach.-opowiedział. Miał cichy, smutny głos.- Och! Nie mogę
uwierzyć, że jesteś tak głupia i nieodpowiedzialna!- jego ton zmienił się o 180
stopni. Teraz słyszałam w nim pretensje, złość i większy ból. Oczywiście,
przecież jak oparzona wbiegłam na jezdnię! Przypomniałam sobie całe wydarzenie
i poczułam wstyd.
-Przepraszam-
wykrztusiłam, a to słowo nigdy nie przychodziło mi z łatwością. Te tzw. trzy
magiczne słowa były dla mnie totalną bzdurą oraz wyrazami, jakich nie potrafię
wymówić. Mój przyjaciel zobaczył trud, który włożyłam w swoje przeprosiny.
-Powinnaś
przeprosić swoją rękę- zaśmiał się i puścił mi oczko.
-Jasne-
rzekłam z sarkazmem i spróbowałam wstać. Woda działała kojąco na moje gardło.
Byłam pewna, że Los dorzucił do niej kilka składników leczniczych, aby szybciej
mnie uzdrowić. Powinien być na mnie wściekły, ale mimo wszystko nadal mnie
kochał. Tak jak brat kocha siostrę…
-A jak się
czujesz?- spytał z troską. Rzuciłam mu poirytowane spojrzenie.
-Och! Czuję
się tak wspaniale, że mam ochotę wybiec na dwór! Pójść na spacer, pojeździć na
rowerze i poczuć się jak nauczycielka wychowania fizycznego!
-Aż tak źle?
-Tylko w
środku.
Moja
odpowiedź sprawiła, że chłopak mocno mnie przytulił. W uścisku wyczułam mnóstwo
serca.
-Przepraszam.
Zareagowałem jak dupek, kiedy cię z nim zobaczyłem.
-Przestań,
też bym tak zareagowała.- przyrzekłam zgodnie z prawdą.- To nie twoja wina, że
cię okłamałam.
-Zmieńmy
temat, bo robi się smętnie- odezwał się. Podszedł do wieży stereo i włączył
muzykę. Oczywiście, płytę jego ulubionego zespołu- Linkin Park. Westchnęłam,
gdyż miałam ochotę na coś innego, ale teraz chciałam być mu bezwzględnie
posłuszna, aby odkupić swoje winy i na powrót zyskać w jego oczach.
Wstałam z
łóżka, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Krzyknęłam tylko, że otworzę i
pobiegłam do przedpokoju. Spodziewałam się zobaczyć Apokalipsę, która zapewne
dowiedziała się o moim wypadku albo szefa, który przyszedł do mnie z
pretensjami, jednak przed drzwiami stał nie kto inny, jak Patryk. Popatrzył na
mnie nieco zdziwiony, ale gdy zobaczył zmieszanie na mojej twarzy postanowił
zareagować.
-Skąd
wiedziałeś, gdzie mieszka Los?- spytałam.
-Los, chyba
Igor- zaśmiał się. No tak! Pewnie właśnie takie imię przybrał, aby nie wzbudzać
podejrzeń.
-Ech, Los to
jego przezwisko- uśmiechnęłam się. Patryk wszedł głębiej do mieszkania. Zamknął
za sobą drzwi.
-Podał mi
adres. Gdy byłaś nieprzytomna, siedzieliśmy przy tobie i rozmawialiśmy.
Oczywiście, o tobie.- zaczął, a ja zdumiałam się jeszcze bardziej. Na uczelni
nie mogli po prostu pogadać, tylko od razu przeszli do rękoczynów?!- Igor
zrozumiał, że…- zawahał się.- że się kochamy- dokończył. Miłość… „Demon nie
potrafi kochać. Demon to nie człowiek, to duch współpracujący ze Śmiercią. To
mieszaniec, jakiego ludzie powinni unikać, a jednak przyciąga ich, niczym muchę
do pajęczyny, niczym owada do rosiczki. Nigdy nie możemy bawić się w uczucia,
chociaż uczuciami już tak. Pamiętajcie jednak: ludzie potrafią być zawistni.
Nie wzbudzajcie w nich miłości, bo oni chcą jedynie odwzajemnionej, a wy nie
możecie im takiej podarować. Miłość to uczucie piękna, rozkoszy i przyjemności,
ale wy-demony nie umiecie takiej poczuć. Waszym uczuciem, które mylicie z tym,
jest pożądanie, a ono łączy się z innymi emocjami, jak żądza czy poczucie władzy.
Tych nie musicie unikać, ale zawsze się pilnujcie! Przestrzegajcie zasad
Dekalogu Demonów, tego, który sporządził nam Najważniejszy. Nie próbujcie
kochać, nie próbujcie wywołać w sobie uczucia rozkoszy, bo tylko spłynie na was
potworna klątwa!”- cała przemowa Wielmożnego Doktora spłynęła na mnie w jednej
chwili.
-Patryk, ja…-
zaczęłam chcąc wytłumaczyć mu najdelikatniej jak mogłam, że nasz związek nie ma
racji bytu. Posłał mi spojrzenie, w jakim zobaczyłam pożądanie. Wzdrygnęłam
się, ale ten odruch przerwał pocałunek. Znowu poczułam gasnący ogień w moim
środku. Jednak tym razem, sytuacja była nieco straszniejsza. W oczach mi
pociemniało. W płucach poczułam dziwny dym, jaki nie pozwalał na swobodny
oddech.
-Hej!-
usłyszałam głos Losu, który stał za nami. Odwróciłam się w jego stronę. W
ułamku sekundy posłał mi spojrzenie, w którym zobaczyłam niepewność, ale już po
chwili uśmiechnął się.- Gołąbeczki, bo zaraz przepędzę tego Romea!- zażartował.
Patryk złapał mnie w talii. Poczułam coś lodowatego w tym miejscu i tak samo na
ustach. Dlaczego, nie czułam tak jak zawsze po pocałunku z mężczyzną- gorąca w
tym miejscu?
Na chwilę wyszłam do łazienki. Chłopcy poszli do
salonu. Wyglądali jak starzy, dobrzy przyjaciele, ale wiedziałam, że w ufności
Losu kryje się coś groźnego i podejrzanego. Popatrzyłam na swoje odbicie w
lustrze. Na wargach, tam gdzie pocałował mnie Patryk, widniały czerwone plamy,
jak po oparzeniu. W środku czułam wielki strumień wody. Popatrzyłam na rękę w
gipsie. Spod niego wychodził kawałek czegoś czerwonego. Kartka. Wyciągnęłam ją.
Zobaczyłam tylko podpis nadawcy- Patryka, a w niej odpowiedź na pytanie: „kim
on jest?”. Wreszcie poznałam istotę, jaką był. I bynajmniej, nie otrzymałam dla siebie dobrych wieści...__________________________
Do następnego wpisu! :)
Wasza Amy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz