sobota, 16 maja 2015

Rozdział 11

Oto kolejny rozdział, jak obiecałam :)
Wreszcie wyjaśni się tajemnica, kim dokładnie jest Patryk. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z tego obrotu sprawy, chociaż koniec tegoż rozdziału raczej nie zwiastuje dobrej nowiny. Akcja się zagęszcza, już niedługo nowi bohaterzy, a także więcej komplikacji oraz przeszkód stających na drodze Leny. 
Następny rozdział ukaże się 22 maja (piątek). Niestety, nie mogę wrzucić w sobotę, tak jak chciałam, dlatego będzie dzień wcześniej. Liczę na Waszą obecność i oczywiście, czekam na komentarze :)
Zapraszam i życzę przyjemnego czytania! :)

__________________________
Otworzyłam oczy. Zalało mnie jasne światło. Biały sufit, popielate ściany. Skądś znałam ten wygląd pokoju. Wokoło postawiono sosnowe meble. Ruszyłam ręką, ale okazało się, że nie mogłam. Miałam ją w gipsie. Świetnie- pomyślałam, a wyraźny sarkazm był słyszalny chyba nawet na zewnątrz.
-Dobrze się czujesz?- usłyszałam kojący głos. Los. No, tak! To on miał w tych kolorach urządzoną sypialnię w swoim domu. Nie wiedziałam tylko, jak się tutaj znalazłam.
-Co ja tutaj robię?- spytałam. Bolało mnie gardło, mówiłam z wyraźną chrypą. Los podał mi szklankę wody. Upiłam łyk i odchrząknęłam. Popatrzył na mnie z troską.
-Potrącił cię samochód. Na szczęście, skończyło się tylko na złamanej lewej ręce oraz kilku zadrapaniach i siniakach.-opowiedział. Miał cichy, smutny głos.- Och! Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak głupia i nieodpowiedzialna!- jego ton zmienił się o 180 stopni. Teraz słyszałam w nim pretensje, złość i większy ból. Oczywiście, przecież jak oparzona wbiegłam na jezdnię! Przypomniałam sobie całe wydarzenie i poczułam wstyd.
-Przepraszam- wykrztusiłam, a to słowo nigdy nie przychodziło mi z łatwością. Te tzw. trzy magiczne słowa były dla mnie totalną bzdurą oraz wyrazami, jakich nie potrafię wymówić. Mój przyjaciel zobaczył trud, który włożyłam w swoje przeprosiny.
-Powinnaś przeprosić swoją rękę- zaśmiał się i puścił mi oczko.
-Jasne- rzekłam z sarkazmem i spróbowałam wstać. Woda działała kojąco na moje gardło. Byłam pewna, że Los dorzucił do niej kilka składników leczniczych, aby szybciej mnie uzdrowić. Powinien być na mnie wściekły, ale mimo wszystko nadal mnie kochał. Tak jak brat kocha siostrę…
-A jak się czujesz?- spytał z troską. Rzuciłam mu poirytowane spojrzenie.
-Och! Czuję się tak wspaniale, że mam ochotę wybiec na dwór! Pójść na spacer, pojeździć na rowerze i poczuć się jak nauczycielka wychowania fizycznego!
-Aż tak źle?
-Tylko w środku.
Moja odpowiedź sprawiła, że chłopak mocno mnie przytulił. W uścisku wyczułam mnóstwo serca.
-Przepraszam. Zareagowałem jak dupek, kiedy cię z nim zobaczyłem.
-Przestań, też bym tak zareagowała.- przyrzekłam zgodnie z prawdą.- To nie twoja wina, że cię okłamałam.
-Zmieńmy temat, bo robi się smętnie- odezwał się. Podszedł do wieży stereo i włączył muzykę. Oczywiście, płytę jego ulubionego zespołu- Linkin Park. Westchnęłam, gdyż miałam ochotę na coś innego, ale teraz chciałam być mu bezwzględnie posłuszna, aby odkupić swoje winy i na powrót zyskać w jego oczach.
Wstałam z łóżka, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Krzyknęłam tylko, że otworzę i pobiegłam do przedpokoju. Spodziewałam się zobaczyć Apokalipsę, która zapewne dowiedziała się o moim wypadku albo szefa, który przyszedł do mnie z pretensjami, jednak przed drzwiami stał nie kto inny, jak Patryk. Popatrzył na mnie nieco zdziwiony, ale gdy zobaczył zmieszanie na mojej twarzy postanowił zareagować.
-Skąd wiedziałeś, gdzie mieszka Los?- spytałam.
-Los, chyba Igor- zaśmiał się. No tak! Pewnie właśnie takie imię przybrał, aby nie wzbudzać podejrzeń.
-Ech, Los to jego przezwisko- uśmiechnęłam się. Patryk wszedł głębiej do mieszkania. Zamknął za sobą drzwi.
-Podał mi adres. Gdy byłaś nieprzytomna, siedzieliśmy przy tobie i rozmawialiśmy. Oczywiście, o tobie.- zaczął, a ja zdumiałam się jeszcze bardziej. Na uczelni nie mogli po prostu pogadać, tylko od razu przeszli do rękoczynów?!- Igor zrozumiał, że…- zawahał się.- że się kochamy- dokończył. Miłość… „Demon nie potrafi kochać. Demon to nie człowiek, to duch współpracujący ze Śmiercią. To mieszaniec, jakiego ludzie powinni unikać, a jednak przyciąga ich, niczym muchę do pajęczyny, niczym owada do rosiczki. Nigdy nie możemy bawić się w uczucia, chociaż uczuciami już tak. Pamiętajcie jednak: ludzie potrafią być zawistni. Nie wzbudzajcie w nich miłości, bo oni chcą jedynie odwzajemnionej, a wy nie możecie im takiej podarować. Miłość to uczucie piękna, rozkoszy i przyjemności, ale wy-demony nie umiecie takiej poczuć. Waszym uczuciem, które mylicie z tym, jest pożądanie, a ono łączy się z innymi emocjami, jak żądza czy poczucie władzy. Tych nie musicie unikać, ale zawsze się pilnujcie! Przestrzegajcie zasad Dekalogu Demonów, tego, który sporządził nam Najważniejszy. Nie próbujcie kochać, nie próbujcie wywołać w sobie uczucia rozkoszy, bo tylko spłynie na was potworna klątwa!”- cała przemowa Wielmożnego Doktora spłynęła na mnie w jednej chwili.
-Patryk, ja…- zaczęłam chcąc wytłumaczyć mu najdelikatniej jak mogłam, że nasz związek nie ma racji bytu. Posłał mi spojrzenie, w jakim zobaczyłam pożądanie. Wzdrygnęłam się, ale ten odruch przerwał pocałunek. Znowu poczułam gasnący ogień w moim środku. Jednak tym razem, sytuacja była nieco straszniejsza. W oczach mi pociemniało. W płucach poczułam dziwny dym, jaki nie pozwalał na swobodny oddech.
-Hej!- usłyszałam głos Losu, który stał za nami. Odwróciłam się w jego stronę. W ułamku sekundy posłał mi spojrzenie, w którym zobaczyłam niepewność, ale już po chwili uśmiechnął się.- Gołąbeczki, bo zaraz przepędzę tego Romea!- zażartował. Patryk złapał mnie w talii. Poczułam coś lodowatego w tym miejscu i tak samo na ustach. Dlaczego, nie czułam tak jak zawsze po pocałunku z mężczyzną- gorąca w tym miejscu?
Na chwilę wyszłam do łazienki. Chłopcy poszli do salonu. Wyglądali jak starzy, dobrzy przyjaciele, ale wiedziałam, że w ufności Losu kryje się coś groźnego i podejrzanego. Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Na wargach, tam gdzie pocałował mnie Patryk, widniały czerwone plamy, jak po oparzeniu. W środku czułam wielki strumień wody. Popatrzyłam na rękę w gipsie. Spod niego wychodził kawałek czegoś czerwonego. Kartka. Wyciągnęłam ją. Zobaczyłam tylko podpis nadawcy-  Patryka, a w niej odpowiedź na pytanie: „kim on jest?”. Wreszcie poznałam istotę, jaką był. I bynajmniej, nie otrzymałam dla siebie dobrych wieści...
__________________________
Do następnego wpisu! :)
Wasza Amy... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz