piątek, 3 kwietnia 2015

2 ROZDZIAŁ

Wrzucam nowy rozdział. Oby się spodobał :)
_____________________________________
Usłyszałam szelest za plecami. Odwróciłam się, a moim oczom ukazał się Los. Niestety, nie miał na sobie ludzkiego ciała, więc nie mogłam się do niego odezwać, gdyż wyszłabym na wariatkę. Z niepewną miną spojrzałam na policjanta.
-O co chodzi?- spytałam, udając zmartwienie, chociaż wcale go nie czułam.
-Ta kobieta powiedziała mi, że prowadziła pani podejrzaną rozmowę przez telefon. W dodatku, wspomniała również o dziwnym zachowaniu wobec jej psa- przypomniałam sobie swoją reakcję na wyszczekanego i odpicowanego pudla, jakiego miała przy sobie koło ławki. Denerwował mnie. Groźnie na mnie patrzył, a kiedy odwzajemniłam to spojrzenie- zawarczał. Wystawiłam mu język i lekko wyciągnęłam zęby i właśnie wtedy, ona na mnie spojrzała.
-Głupek!- usłyszałam szept za plecami. Chciałam mu odpowiedzieć, ale policjant wpatrywał się we mnie, nie słysząc i nie widząc mojego przyjaciela.
-Ależ, panie władzo! Ta…- odchrząknęłam –kobieta, powinna trzymać swego psa na smyczy oraz w kagańcu na pysku. Takie jest prawo, nieprawdaż?- zrobiłam słodkie oczy. Posłał mi dziwny wzrok. Szybko zganiłam się w myślach. Niech to! Chyba zmieniłam ich kolor. Głupie emocje!
-Dobrze, więc widzę, że to wszystko to zwykłe nieporozumienie. Mam nadzieję, że się już więcej nie zobaczymy- rzekł policjant, po czym oddalił się pospiesznym krokiem, a otyła kobieta truchtała obok niego.
-Spadaj, gamoniu!- krzyknął Los, co oczywiście usłyszałam tylko ja. Sam policjant oraz kobieta mogli jedynie poczuć na swych plecach niechętne spojrzenie.
Odetchnęłam z ulgą. Los popatrzył na mnie znienacka, a ja włożyłam słuchawki do uszu. Nie mogłam mówić czegoś na głos i wyjść na wariatkę gadającą do samej siebie. Wzięłam komórkę do ręki i podniosłam na wysokość ust.
-Co?- spytałam nieuprzejmie. Miałam ochotę na zrobienie niechętnej miny, ale człowiek po drugiej stronie słuchawki raczej nie widziałby mojej mimiki.
-Podobno masz nowe zlecenie. Pomóc ci?- spytał, a ja wzruszyłam ramionami.
-Jesteś zbyt słaby, żeby ci się udało- uśmiechnął się na te słowa, a ja patrzyłam na niego z wyższością. Zawsze chętnie się z nim przekomarzałam, chociaż obecnie nie miałam na to szczególnej ochoty.
-Ten Patryk, bo właśnie tak ma na imię twoja przyszła ofiara, właśnie ci się wymyka.
-Co?!- krzyknęłam. Ludzie z parku rzucili mi szydercze i ostrzegające spojrzenia. Jeden z mężczyzn pokazał mi palec na ustach. Chciałam wystawić im swój środkowy, ale tylko zganiłam siebie w myślach i ciszej mówiłam:- O czym ty gadasz?
-Idzie przed tobą. Syn tego policjanta, którego grzecznie oceniłem.
Rozdziawiłam usta, aż wypadła mi z nich guma do żucia, którą utrzymywałam w buzi do tej pory. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście! Lub bardziej pech… Nie wyobrażałam sobie mieć żadnych problemów z kimś z władzy. Kiedyś już trafiłam do aresztu, co dla mnie- demona z klaustrofobią, nie jest zbyt przyjemne. Cela była mała i ciasna, z pewnością dla zdrowego człowieka, lecz nie dla mnie. Los wskazał mi ręką chłopaka (tego Patryka), a ja szybko do niego podbiegłam. Właściwie to nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Czułam jednak, że lepiej rozpocząć rozmowę już teraz. Zresztą, obecnie wyglądałam naprawdę super! Wszyscy młodzi mężczyźni rozglądali się za mną, więc posyłałam im ukradkowe oraz uwodzicielskie spojrzenia. Po chwili doszłam do Patryka. Student Uniwersytetu Przyrodniczego również powinien być mną zauroczony.
-Przepraszam! Dopiero się wprowadziłam i chciałam spytać, czy mógłbyś wskazać mi drogę do jakiejś najlepszej kawiarni w okolicy?- spytałam. Nie miałam pomysłu na nic innego, a coś musiałam powiedzieć.
-Spieszę się- odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc. Musiałam szybko zareagować. Czułam, jak Los śmieje się ze mnie za moimi plecami. Nie mogłam dać mu powodu do nabijania się z mojej osoby.
-To bardzo ważne- dodałam i lekko złapałam go za nadgarstek. Dopiero wtedy, odwrócił twarz w moją stronę i spojrzał mi głęboko w oczy. Zobaczyłam kilka jego wspomnień, obecne emocje, czyli pośpiech oraz zdenerwowanie, i co najważniejsze: głębię oceanu. Zapatrzyłam się, a on podobnym sposobem tak na mnie patrzył. Jednak, już po kilku sekundach otrząsnął się.
-Tam- wskazał ręką w prawo.
-To może pójdziesz ze mną? Stawiam kawę!- zaoferowałam.- Opowiesz mi trochę o mieście- dodałam szybko. Znowu spojrzał na mnie swoim wzrokiem- jeszcze mocniej uwodzicielskim od mojego- po czym zepsuł tę błogą chwilę.
-Nie mogę- rzekł. Wyrwał swoją rękę z mojego uścisku, obrócił się tyłem i poszedł.
Znowu z rozdziawionymi ustami, szeroko otwartymi oczami, wpatrywałam się w cud natury. Jak miałabym go zabić? Jak miałabym odebrać mu ciało? Jak miałabym…? Los popatrzył na mnie i zmrużył oczy.
-Lena, o co chodzi?- spytał, ale go nie słuchałam.
Moje uczucia zostały wepchnięte w błoto, zrównane z ziemią, wrzucone do śmietnika. Czułam się pusta i nieco zdołowana.
-A może jednak?- krzyknęłam za chłopakiem. Odwrócił się na ułamek sekundy. Posłał mi groźne spojrzenie.
-Opanuj się, kobieto!- krzyknął. Los się zdenerwował, podstawił mu nogę, ale Patryk nie wywrócił się. Przeszedł przez nią zwyczajnie. Przecież mój przyjaciel był jedynie duchem.- Psychiatra jest bliżej od kawiarni!- dodał, a ja patrzyłam za nim, nie mogąc uwierzyć, że ktoś mi się sprzeciwił.
Los podbiegł do mnie i chciał mnie przytulić. Ale odwróciłam się i zaczęłam biec. Biegłam prosto do mieszkania. Biegłam, żeby na chwilę zapomnieć. Miałam już świetny plan, aby złapać w sidła tego cwaniaczka! Biegłam, kiedy... 

_____________________________________

Do następnego :*

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jej! Czyli odczucia czytelnika są prawidłowe ^^ :P

      Usuń
  2. Blog jest całkiem fajny, przyjemnie się czyta. Tylko mam jedną prośbę:
    zmień kolor napisów, bo muszę bardzo wytężać wzrok, żeby coś zobaczyć. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, zmienię. W następnym rozdziale powiedz, czy jest już lepiej ;)
      I dziękuję za opinię ^^ Miło się takie czyta *.*

      Usuń