niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 17

Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wczoraj, tak jak powinnam. Przyjechała do mnie koleżanka i cały dzień spędziłyśmy na spacerach w blasku palącego słońca oraz na piciu Coli i rozmowie :D 
Mam nadzieję, że ten rozdział przypadnie Wam do gustu :) 
Następny pojawi się 3 lipca (piątek). Potem będzie długa przerwa, ponieważ wyjeżdżam na obóz językowy ^^ Wracam dopiero 16 lipca (czwartek). 
Ci, którzy niecierpliwie będą czekać na rozdział 19, niech piszą na maila: skrytobojczyni.lena@op.pl , a wtedy wyślę tej osobie kolejny wpis, który pojawi się dopiero po moim powrocie z wyjazdu :) 
Życzę przyjemnego czytania! :* 
PS Pamiętajcie, żeby smarować się kremem z filtrem, gdy idziecie się opalać!!! :P xD
________________________________
„Uratujemy twój słuch, lecz coś przez to utracisz”. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w Los, a potem swój wzrok skierowałam na Apokalipsę. Uśmiechnęła się do mnie i zaczęła coś mówić. Moja twarz stężała i posmutniała w jednej chwili. Zauważyła to. Jej usta przestały się poruszać i poczułam, jak ktoś objął mnie od tyłu. Odwróciłam się i zobaczyłam Patryka, który delikatnie głaskał mnie po włosach. Jeden z nich nawinął sobie wokół palca i posłał mi serdeczny uśmiech.
-Co utracę?- wydukałam, chociaż nadal nie byłam pewna swoich słów. Dlaczego nie mogłam odsunąć się w odpowiedniej chwili, kiedy demon rzucił na mnie zaklęcie? Czy może mnie przeklął? Ta myśl sprawiła u mnie nieprzyjemne dreszcze. Po jakichś trzech minutach otrzymałam odpowiedź na kartce. Wzięłam ją do ręki i zaczęłam czytać w myślach.
„Podobno za powrócenie jednego zmysłu, trzeba zapłacić drugim. Jednak demon, który cię zaatakował wyjawił nam łatwiejszy, aczkolwiek bardziej makabryczny sposób. By uratować twój słuch, musimy użyć do tego jego i twojej krwi. Możliwe, że wtedy stracisz swoje niektóre wojownicze zdolności. Tak mi przykro, Lena.”.
Los patrzył na mnie z troską, a ja w miarę jak czytałam, marszczyłam brwi. Jak to? Miałabym przestać polować? Byłam demonem, który odbierał ludziom ciała dla innych demonów. Mówiłam o sobie niepochlebne rzeczy, często narzekałam na to, że nie wykazuję ludzkich uczuć, a teraz nie mogłam sobie wyobrazić, że zaprzestanę swojej pracy. Może nie każdy nazwałby ją właściwą, ale ja tak. Nie chciałam się zgodzić na ten warunek, który druzgotał moją przyszłość.
-Ja… nie mogę- szepnęłam. Popatrzyli na mnie z nieskrywanym zdziwieniem.
Ja natomiast swoje oczy kierowałam po kolei na każdego z nich. Zaczęłam od Apokalipsy. Jej niedowierzanie oraz zdumienie widziałam aż nadto, kiedy spuściła głowę, a jej powieki zaczęły opadać. Nadal mocno trzymała mojego napastnika, którego nadgarstki zaczęły krwawić przez zbyt mocno związane więzy. Potem spojrzałam właśnie na niego. Jego nieobecny wzrok oraz brak poczucia winy, jaki tak bardzo chciałam zobaczyć, wywoływały u mnie większą złość. Zgrabna sylwetka czy brązowe włosy opadające kaskadą loków na jego ramiona, robiły na mnie wrażenie. Wcale nie chciałam, żeby tak było, ale nie mogłam z tym walczyć. Kolejną osobą, którą postanowiłam przejrzeć stał się Los. Posyłał mi zatroskane spojrzenie, świadczące o jego podłym samopoczuciu. Widziałam w nim ukrytą chęć do pozbawienia życia złego demona już teraz, zauważyłam też zmarszczki na jego czole, jakie pojawiały się zawsze wtedy, gdy się za coś obwiniał. Stał w pozycji gotowej do ataku, gdyby taki nastąpił, jednak zupełnie wyluzowana postura demonicznego przestępcy wskazywała na brak ochoty do kolejnych bójek. Nie dziwiłam mu się. Na ciałach mych przyjaciół zauważyłam ledwie dostrzegalne znaki tego, że walczyli, na nim okazały się dużo wyraźniejsze. Zaschnięta krew na środku koszuli czy rozcięta warga, która właśnie zaczynała puchnąć sugerowała na brutalne traktowanie ze strony moich obrońców. Ostatnie spojrzenie skierowałam w stronę Patryka. Mężczyzna patrzył na mnie z niepewnością w oczach, ale też troską i czymś, co przywodziło mi na myśl miłość. Czy jednak nie pomyliłam go z pożądaniem? Ostatnimi czasy bałam się, że wcale go nie kochałam, a jedynie pożądałam i tylko dlatego, że jako demon nie mogłam kochać.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu szefa, lecz nigdzie go nie znalazłam. Zdziwiłam się jego nieobecnością, gdyż jeszcze przed chwilą stał obok Losu i przez chwilę o czymś dyskutowali. Zmarszczyłam brwi. Patryk zauważył ten podejrzany odruch, wyrwał kartkę z mojej ręki oraz długopis z dłoni mego przyjaciela, po czym zaczął coś prędko pisać. Po chwili podał mi zapisany tekst, a ja z zapartym tchem czytałam: „Lena, czy coś jest nie w porządku?”. Wypisane słowa tłukły się w mojej głowie.
Ale nie zdążyłam odpowiedzieć. Popatrzyłam na Apokalipsę, za nią stał mój szef. Nie zdziwiłabym się tym widokiem, gdyby nie pewien szczegół, jaki pozwolił mi myśleć o zdradzie. Mężczyzna w jednej ręce trzymał sztylet, którym rozcinał więzy krępujące demona, a w drugiej miał tę samą broń, tyle że przykładał ją do gardła mojej przyjaciółki.
-Nie!- krzyknęłam z rozpaczą, ale brakowało mi siły, by podbiec do niego i zwalić z nóg.- Zostaw ją!- wrzasnęłam głośniej, chociaż brak słuchu nadal bardzo mi doskwierał. Szef coś powiedział, ale nie usłyszałam go. Los już popędził w stronę zdrajcy. Chciał go powalić gołymi rękami. Patryk złapał mnie za ramiona i przytrzymał, jakbym rzeczywiście mogła tam pomóc.
Z szyi Apokalipsy popłynęła strużka krwi. Zamarłam. Wstrzymałam oddech tylko po to, aby kilka sekund później wypuścić go ze świstem, kiedy szef razem z demonem zmienili się w jedną wielką chmurę dymu. Gdy ten rozszedł się w powietrzu, zdrajców już nie było. Chciałam krzyczeć z rozpaczy, jaka mnie ogarnęła. Brak krwi mojego napastnika znaczył dla mnie tylko jedno: wieczne pozbawienie zmysłu słuchu.
Patryk szeptał mi coś do ucha. Czułam powietrze, które łaskotało mnie w tym miejscu. Ciepło ogarniające bok mojej szyi i rozwiewające długie, blond włosy. Pewnie mówił do mnie słowa pocieszenia, ale te zupełnie mnie nie obchodziły. Co mi po słowach, jeśli nadal nic nie słyszę?
Po chwili, wyrwałam się z jego uścisku i pobiegłam w stronę Apokalipsy. Szybko wzięłam jej dłoń z rany na szyi, gdzie próbowała zatamować krwawienie. Czy jej śmierć oznaczała koniec świata dla wszystkich? To pytanie zawisło w moich myślach. Jednak doszłam do wniosku, że szef nie byłby na tyle głupi, aby doprowadzić do prawdziwej apokalipsy, jaką zapowiedziano.
-Daj- rozkazałam jej, a ona dopiero wtedy wzięła swoją dłoń. Zobaczyłam, że rana jest zupełnie płytka, a krew już powoli krzepła. Odetchnęłam z ulgą. Oderwałam kawałek materiału z dołu swojej bluzki i przyłożyłam jej do szyi. Przycisnęła ją lekko, ale na tyle, by móc oddychać. „Z pewnością, po ranie zostanie jej blizna.”-myślałam.
Jednak coś zupełnie innego przykuło moją uwagę. Jedno słowo, które udało mi się usłyszeć, lecz nie potrafiło mnie do końca pocieszyć: „zdrajca”. Czy słuch mi powracał? W moich oczach zawitał płomyk nadziei. Ale ta szybko zniknęła, kiedy zobaczyłam więcej otwartych ust mych przyjaciół, którzy przez cały czas nimi poruszali. Rozmawiali, a ja nadal nic nie słyszałam. „Ten wyraz był zapewne jedynie  głośną myślą w mojej głowie, stąd wydaje mi się, że usłyszałam go naprawdę”- stwierdziłam. Nie pocieszyło mnie to.
Podeszłam do zgromadzonych osób, jakie utworzyły coś na znak półkola i gorąco o czymś rozprawiali. Kiedy do nich doszłam, Los od razu chwycił w rękę kartkę, a ja dopiero teraz zobaczyłam, że na jego policzku jest długie nacięcie, jakby ktoś zranił go nożem.
Lena…- cichy szept rozległ się w mojej głowie, ale nie powiedział go nikt z moich przyjaciół. Nie znałam tego głosu. Chociaż nie. Znałam go, tylko nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli, że on powrócił. Ten dźwięk, który sprawiał u mnie dreszcze, a wśród swych słuchaczy wzbudzał lęk i doprowadzał do paraliżu.
Otwórz oczy. „Nie każ mi tego robić!”- krzyknęłam do głosu w głowie, ale nie usłuchał.

Moja perełko…
___________________________
Do następnego wpisu! :*
Wasza Amy...

2 komentarze: