Hej! To już 10 rozdział. Jestem dumna z tych, którzy wytrwali do tej pory ;)
W następnych częściach pojawi się kilka nowych postaci, oczywiście- złych, bo przecież takie kocham najbardziej *.* W dodatku w momencie, gdy pomoc każdego demona będzie niezbędna, aby zwalczyć tych złych bohaterów, Lena utraci coś bardzo cennego i przez to, poczuje się zupełnie bezużyteczna. Pozostaje również kwestia jej przyjaciół: czy Los, Apokalipsa oraz Patryk nadal będą współpracować? A może, któreś z nich stanie się pionkiem w rękach złego demona? I najważniejsze pytanie: ile ofiar pochłonie Inwazja Demonów, o której wspomniano, a która powoli zaczyna się niezauważenie rozprzestrzeniać?
Ech, za dużo powiedziałam. Mam za długi język! :D
Życzę przyjemnego czytania, bo to jeden z ostatnich w miarę spokojnych rozdziałów. W następnych rozkręcam akcję na całego :D Ale o tym powiem przy następnym wpisie, który ukaże się 16 maja.
______________________
Chłopcy
ciągle sobie docinali. Ich dokuczanie sobie nawzajem wzbudzało we mnie większą
irytację. Z początku próbowałam zachować spokój, ale w końcu na nich
nawrzeszczałam, wygarniając całą złość, jaka męczyła mnie w środku. Popatrzyli
na moją osobę oraz zapewne czerwoną z gniewu twarz, uśmiechnęli się pod nosem i umilkli. Po
jakimś czasie znowu sobie docinali, więc w końcu klepnęłam Los nieco mocniej w
ramię, aż się za nie złapał i posłał mi zdumione spojrzenie męczennika. Ja
tylko wyżej podniosłam głowę.
W szpitalu
musieliśmy trochę poczekać, aż przyjmie nas lekarz. Do gabinetu pierwszy wszedł
Patryk. Korzystając z wolnej chwili, postanowiłam przeprowadzić poważną rozmowę
z przyjacielem.
-Dlaczego się
biliście i kto zaczął?- spytałam. Chyba jeszcze nigdy nie mówiłam z taką
stanowczością. Popatrzyłam na niego, ale nie widziałam zbyt wiele skruchy. Na
jego twarzy mogłam dostrzec zniecierpliwienie, zniechęcenie do prowadzenia
trudnej rozmowy oraz, o dziwo!, zadowolenie. Miałam nadzieję, że nie był dumny
ze swoich czynów…
-Ja-
odpowiedział. Popatrzyłam na niego groźnie, ale on tylko się uśmiechnął. Lekko
uderzyłam go w ramię. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wiedziałam, że to go
zabolało.- Powiedziałaś, że on rzucił się na ciebie. Wtedy… gdy cię pocałował.
Musiałem mu dać jasno do zrozumienia, że na moją przyjaciółkę tak się
bezczelnie nie rzuca.- rozdziawiłam usta, nie mogąc uwierzyć, że bił się o
mnie. Ogarnął mnie większy wstyd, że tak go okłamałam i to kłamstwo spowodowało
bójkę.
-Och, cóż za
kochany chłopiec- jedna z czekających na swoją kolej, staruszek wyraziła własne
zdanie i patrzyła na mnie oczekując mojej reakcji.
-Jesteś
głupi- powiedziałam tylko. Posłał mi zirytowane spojrzenie i westchnął, przy
czym wydał cichy jęk bólu. Wiedziałam, że tym razem już udawał. Był niezłym
aktorem, lecz nie lepszym ode mnie.- Och, dlaczego…?- dodałam, przybierając
męczeński ton głosu oraz smutek. Teraz patrzył na mnie z troską.- Nie rozumiem,
czemu spotyka mnie tyle przykrości.- nadal marudziłam nad swoim życiem.
-Och, Lena.
Przepraszam- miał zaszklone oczy. Przybrał minę, tę co zawsze- smutne oczka, usta
skierowane w dół, spuszczona głowa. Zaczął masować moją dłoń i lekko mnie
przytulił. Tylko na to czekałam. Zaczęłam się trząść, a on myśląc, iż płaczę,
przytulił mnie mocniej. Jednak ja się śmiałam. Śmiałam się z tego, że dał się
nabrać. Oczywiście, że byłam na niego zła, ale przecież musiałam też się na nim
odegrać.- Ty idioto!- krzyknęłam nieco za głośno. Staruszka, która jeszcze
przed chwilą uważała nas za „słodką parę gołąbeczków” posłała mi zdegustowane
spojrzenie.
-Jesteś
wstrętna!- powiedział niby to z wyrzutem i wypuścił mnie z uścisku.
Uśmiechnęłam się do niego.- Więc jest okej?- spytał.
-Mój kawał
nie zmienia faktu, że jestem na ciebie zła. Pozwól decydować mi samej o moim
życiu. Cieszę się, że się o mnie troszczysz, ponieważ kocham cię jak brata, ale
nie powinieneś tak się mną opiekować, jakbyś nim był.
W tym
momencie z gabinetu wyszedł Patryk. Rzucił mi przyjazny uśmiech. Miał nos
zakryty grubym plastrem, a drugi opatrunek został przyklejony z prawej strony
jego czoła nad brwiami. Los otrzymał zupełnie inne spojrzenie- nienawistne.
Chłopak usiadł koło mnie, natomiast mój przyjaciel poszedł do lekarza. Wydawało
mi się, że jego rany były poważniejsze.
-Bójki
zdarzają się raczej w podstawówce albo gimnazjum? Nie uważasz, że jesteś na to
za stary?- spytałam z wyrzutem i smutnym wzrokiem.- O co wam poszło?
-Właściwie,
to nie wiem. Ten szaleniec twierdził, że zmusiłem cię, byś mnie pocałowała-
odpowiedział. Staruszka popatrzyła na nas ciekawiej i widziałam, jak bezczelnie
podsłuchiwała naszą rozmowę. Chciałam wyjść ze szpitala, jednak nie miałam na
to siły ani ochoty. Westchnęłam. Jednak tym razem nie musiałam udawać
męczenniczki, aby odpowiednio zareagował.
-Przepraszam.
Nie ja zacząłem, ale mogłem jakoś to przerwać, a zamiast tego wylądowaliśmy w
szpitalu na ostrym dyżurze- powiedział ze skruszoną miną. Staruszka przysunęła
się bliżej mnie. Och, co za nieskrywana ludzka ciekawość!
-Posłuchaj,
ja…- chciałam powiedzieć mu jak skłamałam, jednak mi przeszkodził. Słodki smak
jego warg znowu wystąpił na moich ustach. Znowu ten cudowny smak! Zamknęłam
oczy i rozmarzyłam się. Myślałam o tym, co moglibyśmy robić razem w
przyszłości, gdyby nasza miłość przetrwała. I gdyby to na pewno była miłość.
Obawiałam się, że mogło to być zwyczajne pożądanie ze względu na tzw. „zakazany
owoc”. W końcu nasza przyszłość nie była usiana różami.
Wydawało mi
się, że nasz pocałunek trwał wieki. Kiedy skończyliśmy, pocałowaliśmy się
jeszcze raz. Poczułam jego ręce na swoich plecach. Przeszedł mnie dreszcz. Ten
pocałunek był niezwykle przyjemny. Nie znajdowaliśmy się w odpowiednim miejscu,
jednak wcale mi to nie przeszkadzało. W
moim środku czułam buchający ogień, ale gasił go strumień lodowatej wody, którą
powodował Patryk. Nie oddychałam. Zatraciłam się w pocałunku i przyjemnym
uścisku. Jednak ten dobiegł końca. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Głębia
oceanu i ogniste błyski… Dwa zupełnie odwrotne spojrzenia, które przyciągały
się z wielką siłą, które powodowały tyle przyjemności!
Z rumieńcami na policzkach odwróciłam się w stronę
gabinetu, udając zawstydzoną i właśnie wtedy zobaczyłam Los. Patrzył na nas,
nie kryjąc zdziwienia oraz zwątpienia… we mnie. Poczułam się okropnie. Chciałam
zerwać się z krzesła i pobiec do niego, wszystko mu wytłumaczyć, ale nie mogłam
ruszyć się z miejsca. Jego smutek
przewiercał mnie na wylot. Poczułam się jak śmieć. Nie wiedziałam, ile zdążył
zobaczyć, ale chyba wystarczająco dużo. Wybiegł ze szpitala jak opętany.
Dopiero teraz, do moich nóg dotarły ważne impulsy. Zerwałam się do biegu.
Zobaczyłam go po drugiej stronie ulicy. Wbiegłam na drogę, niewiele myśląc i
nie kłopocząc się rozglądaniem. Jedno z aut nie zdążyło się zatrzymać.
Poczułam, jak z całej siły wstrząsnęło moim ramieniem. Upadłam na jezdnię i
straciłam przytomność._____________________
Do następnego wpisu! :)
Wasza Amy...
Mega mi się podoba *-* akcja się rozkręca :) bedzie juz tylko lepiej :P do następnego :*
OdpowiedzUsuńDziękuję ^^ Oby się nadal podobało :)
UsuńDo następnego :*