sobota, 9 maja 2015

Rozdział 10

Hej! To już 10 rozdział. Jestem dumna z tych, którzy wytrwali do tej pory ;) 
W następnych częściach pojawi się kilka nowych postaci, oczywiście- złych, bo przecież takie kocham najbardziej *.* W dodatku w momencie, gdy pomoc każdego demona będzie niezbędna, aby zwalczyć tych złych bohaterów, Lena utraci coś bardzo cennego i przez to, poczuje się zupełnie bezużyteczna. Pozostaje również kwestia jej przyjaciół: czy Los, Apokalipsa oraz Patryk nadal będą współpracować? A może, któreś z nich stanie się pionkiem w rękach złego demona? I najważniejsze pytanie: ile ofiar pochłonie Inwazja Demonów, o której wspomniano, a która powoli zaczyna się niezauważenie rozprzestrzeniać?
Ech, za dużo powiedziałam. Mam za długi język! :D
Życzę przyjemnego czytania, bo to jeden z ostatnich w miarę spokojnych rozdziałów. W następnych rozkręcam akcję na całego :D Ale o tym powiem przy następnym wpisie, który ukaże się 16 maja. 
______________________
Chłopcy ciągle sobie docinali. Ich dokuczanie sobie nawzajem wzbudzało we mnie większą irytację. Z początku próbowałam zachować spokój, ale w końcu na nich nawrzeszczałam, wygarniając całą złość, jaka męczyła mnie w środku. Popatrzyli na moją osobę oraz zapewne czerwoną z gniewu  twarz, uśmiechnęli się pod nosem i umilkli. Po jakimś czasie znowu sobie docinali, więc w końcu klepnęłam Los nieco mocniej w ramię, aż się za nie złapał i posłał mi zdumione spojrzenie męczennika. Ja tylko wyżej podniosłam głowę.
W szpitalu musieliśmy trochę poczekać, aż przyjmie nas lekarz. Do gabinetu pierwszy wszedł Patryk. Korzystając z wolnej chwili, postanowiłam przeprowadzić poważną rozmowę z przyjacielem.
-Dlaczego się biliście i kto zaczął?- spytałam. Chyba jeszcze nigdy nie mówiłam z taką stanowczością. Popatrzyłam na niego, ale nie widziałam zbyt wiele skruchy. Na jego twarzy mogłam dostrzec zniecierpliwienie, zniechęcenie do prowadzenia trudnej rozmowy oraz, o dziwo!, zadowolenie. Miałam nadzieję, że nie był dumny ze swoich czynów…
-Ja- odpowiedział. Popatrzyłam na niego groźnie, ale on tylko się uśmiechnął. Lekko uderzyłam go w ramię. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wiedziałam, że to go zabolało.- Powiedziałaś, że on rzucił się na ciebie. Wtedy… gdy cię pocałował. Musiałem mu dać jasno do zrozumienia, że na moją przyjaciółkę tak się bezczelnie nie rzuca.- rozdziawiłam usta, nie mogąc uwierzyć, że bił się o mnie. Ogarnął mnie większy wstyd, że tak go okłamałam i to kłamstwo spowodowało bójkę.
-Och, cóż za kochany chłopiec- jedna z czekających na swoją kolej, staruszek wyraziła własne zdanie i patrzyła na mnie oczekując mojej reakcji.
-Jesteś głupi- powiedziałam tylko. Posłał mi zirytowane spojrzenie i westchnął, przy czym wydał cichy jęk bólu. Wiedziałam, że tym razem już udawał. Był niezłym aktorem, lecz nie lepszym ode mnie.- Och, dlaczego…?- dodałam, przybierając męczeński ton głosu oraz smutek. Teraz patrzył na mnie z troską.- Nie rozumiem, czemu spotyka mnie tyle przykrości.- nadal marudziłam nad swoim życiem.
-Och, Lena. Przepraszam- miał zaszklone oczy. Przybrał minę, tę co zawsze- smutne oczka, usta skierowane w dół, spuszczona głowa. Zaczął masować moją dłoń i lekko mnie przytulił. Tylko na to czekałam. Zaczęłam się trząść, a on myśląc, iż płaczę, przytulił mnie mocniej. Jednak ja się śmiałam. Śmiałam się z tego, że dał się nabrać. Oczywiście, że byłam na niego zła, ale przecież musiałam też się na nim odegrać.- Ty idioto!- krzyknęłam nieco za głośno. Staruszka, która jeszcze przed chwilą uważała nas za „słodką parę gołąbeczków” posłała mi zdegustowane spojrzenie.
-Jesteś wstrętna!- powiedział niby to z wyrzutem i wypuścił mnie z uścisku. Uśmiechnęłam się do niego.- Więc jest okej?- spytał.
-Mój kawał nie zmienia faktu, że jestem na ciebie zła. Pozwól decydować mi samej o moim życiu. Cieszę się, że się o mnie troszczysz, ponieważ kocham cię jak brata, ale nie powinieneś tak się mną opiekować, jakbyś nim był.
W tym momencie z gabinetu wyszedł Patryk. Rzucił mi przyjazny uśmiech. Miał nos zakryty grubym plastrem, a drugi opatrunek został przyklejony z prawej strony jego czoła nad brwiami. Los otrzymał zupełnie inne spojrzenie- nienawistne. Chłopak usiadł koło mnie, natomiast mój przyjaciel poszedł do lekarza. Wydawało mi się, że jego rany były poważniejsze.
-Bójki zdarzają się raczej w podstawówce albo gimnazjum? Nie uważasz, że jesteś na to za stary?- spytałam z wyrzutem i smutnym wzrokiem.- O co wam poszło?
-Właściwie, to nie wiem. Ten szaleniec twierdził, że zmusiłem cię, byś mnie pocałowała- odpowiedział. Staruszka popatrzyła na nas ciekawiej i widziałam, jak bezczelnie podsłuchiwała naszą rozmowę. Chciałam wyjść ze szpitala, jednak nie miałam na to siły ani ochoty. Westchnęłam. Jednak tym razem nie musiałam udawać męczenniczki, aby odpowiednio zareagował.
-Przepraszam. Nie ja zacząłem, ale mogłem jakoś to przerwać, a zamiast tego wylądowaliśmy w szpitalu na ostrym dyżurze- powiedział ze skruszoną miną. Staruszka przysunęła się bliżej mnie. Och, co za nieskrywana ludzka ciekawość!
-Posłuchaj, ja…- chciałam powiedzieć mu jak skłamałam, jednak mi przeszkodził. Słodki smak jego warg znowu wystąpił na moich ustach. Znowu ten cudowny smak! Zamknęłam oczy i rozmarzyłam się. Myślałam o tym, co moglibyśmy robić razem w przyszłości, gdyby nasza miłość przetrwała. I gdyby to na pewno była miłość. Obawiałam się, że mogło to być zwyczajne pożądanie ze względu na tzw. „zakazany owoc”. W końcu nasza przyszłość nie była usiana różami.
Wydawało mi się, że nasz pocałunek trwał wieki. Kiedy skończyliśmy, pocałowaliśmy się jeszcze raz. Poczułam jego ręce na swoich plecach. Przeszedł mnie dreszcz. Ten pocałunek był niezwykle przyjemny. Nie znajdowaliśmy się w odpowiednim miejscu, jednak wcale mi to nie przeszkadzało.  W moim środku czułam buchający ogień, ale gasił go strumień lodowatej wody, którą powodował Patryk. Nie oddychałam. Zatraciłam się w pocałunku i przyjemnym uścisku. Jednak ten dobiegł końca. Popatrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Głębia oceanu i ogniste błyski… Dwa zupełnie odwrotne spojrzenia, które przyciągały się z wielką siłą, które powodowały tyle przyjemności!
Z rumieńcami na policzkach odwróciłam się w stronę gabinetu, udając zawstydzoną i właśnie wtedy zobaczyłam Los. Patrzył na nas, nie kryjąc zdziwienia oraz zwątpienia… we mnie. Poczułam się okropnie. Chciałam zerwać się z krzesła i pobiec do niego, wszystko mu wytłumaczyć, ale nie mogłam  ruszyć się z miejsca. Jego smutek przewiercał mnie na wylot. Poczułam się jak śmieć. Nie wiedziałam, ile zdążył zobaczyć, ale chyba wystarczająco dużo. Wybiegł ze szpitala jak opętany. Dopiero teraz, do moich nóg dotarły ważne impulsy. Zerwałam się do biegu. Zobaczyłam go po drugiej stronie ulicy. Wbiegłam na drogę, niewiele myśląc i nie kłopocząc się rozglądaniem. Jedno z aut nie zdążyło się zatrzymać. Poczułam, jak z całej siły wstrząsnęło moim ramieniem. Upadłam na jezdnię i straciłam przytomność.
_____________________

Do następnego wpisu! :)
Wasza Amy...

2 komentarze:

  1. Mega mi się podoba *-* akcja się rozkręca :) bedzie juz tylko lepiej :P do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ^^ Oby się nadal podobało :)
      Do następnego :*

      Usuń